Wybierz region

Wybierz miasto

    Dwie dziewczynki są obywatelkami...świata

    Autor: Joanna KARDASZ

    2000-09-03, Aktualizacja: 2009-08-21 13:24

    Od kilku lat Piotr i Elena Semmlerowie walczą o przyznanie obywatelstwa polskiego swoim dzieciom. Obydwie córki posiadają polskie numery ewidencyjne, akty urodzenia, jedna z córek posiada nawet polski paszport.

    Od kilku lat Piotr i Elena Semmlerowie walczą o przyznanie obywatelstwa polskiego swoim dzieciom. Obydwie córki posiadają polskie numery ewidencyjne, akty urodzenia, jedna z córek posiada nawet polski paszport. Jak się niedawno okazało, został on wydany nielegalnie.

    Sprawa nielegalnego pobytu w Polsce dzieci państwa Semmlerów wydała się zupełnie przypadkowo.
    - Kiedy w 1995 roku przyjechałem razem z rodziną do Polski (tam gdzie mieszkaliśmy, wybuchła wojna) zwróciłem się do Urzędu Stanu Cywilnego w Poznaniu o zarejestrowanie młodszej córki - wyjaśnia Piotr Semmler. - Natychmiast wydano córce polski akt urodzenia, nadano jej numer ewidencyjny. Następnie wystąpiliśmy o wydanie paszportu, który po kilku tygodniach bez problemów otrzymaliśmy.

    Zaczęły się schody

    Piotr Semmler jest Polakiem, jego żona Elena - obywatelką Federacji Rosyjskiej. Zgodnie z prawem, jeżeli dziecko urodzi się w związku nie będącym małżeństwem, ojciec dziecka musi je uznać przed urzędnikiem USC. Tak też uczynił pan Piotr. Po uznaniu swojej starszej córki (w 1997 roku), wystąpił, podobnie jak dwa lata wcześniej dla młodszej córki, o akt urodzenia i numer pesel.
    - Córka otrzymała dokumenty bez problemów - denerwuje się P. Semmler. - Jednak kiedy po miesiącu wystąpiliśmy o przyznanie paszportu do Urzędu Wojewódzkiego, nagle zażądano od nas dokumentu stwierdzającego nadanie jej polskiego obywatelstwa. Po dwóch latach od wydania dokumentów młodszej córce okazało się, że zostały one wydane nielegalnie...

    Prezydent nie pomógł

    Państwo Semmlerowie zwrócili się więc o pomoc do prezydenta RP. 23 lutego 1998 roku wysłali więc oficjalne pismo z prośbą o nadanie dzieciom obywatelstwa polskiego. Po kilku dniach otrzymali zawiadomienie, że muszą najpierw zgłosić się do właściwego urzędu rejonowego i tam wszcząć stosowne postępowanie.
    - Złożyliśmy z żoną do ówczesnego urzędu rejonowego oficjalne pismo - tłumaczy P. Semmler. - Tam powiedziano nam, że nie wyślą tego do prezydenta, bo nie można wystąpić o przyznanie obywatelstwa, mając polskie dokumenty. Następnie zwróciłem się do Starostwa Powiatowego w Poznaniu z prośbą o informację, gdzie znajduje się mój wniosek do prezydenta, złożony w Urzędzie Rejonowym 27 lutego 1998 roku. Czynione próby bezpośredniego ustalenia tego, gdzie są moje dokumenty, nie dały bowiem oczekiwanego rezultatu.

    Podobno wycofałem wniosek...

    Władze starostwa po miesiącu przysłały odpowiedź: ,,Odpowiadając na pana pismo informuję, że pana wniosek w sprawie zmiany obywatelstwa Pana córek został zarejestrowany w 1998 roku pod numerem 1/98. Z dokumentacji jednak wynika, że pan ten wniosek wycofał''.
    - Nie wycofywałem żadnego wniosku - denerwuje się P. Semmler. - Najśmieszniejsze jest jednak to, że byłem w Starostwie Powiatowym osobiście i pokazano mi rejestr z 1998 roku, w którym mój wniosek nie figurował... Były inne, ale mój nie. Potem okazało się, że wniosek, który składałem w lutym, został dziwnym trafem opisany datą styczniową...
    Następnie państwo Semmler zwrócili się o pomoc do wojewody poznańskiego Macieja Musiała.
    - Wojewoda przyjął nas osobiście dwa razy - wyjaśnia P. Semmler. - Pan Maciej Musiał tłumaczył nam, że nadanie obywatelstwa może trwać bardzo długo, i że możliwe jest jego przyznanie w trybie szczególnym. Wystosowałem więc kolejne pismo.
    W odpowiedzi z Wydziału Spraw Obywatelskich UW z dnia 15 maja 2000 czytamy: ,,W załączeniu zwracamy panu dokumenty w sprawie nadania obywatelstwa polskiego. Jednocześnie informujemy, że zgodnie z ustawą osoby zamieszkałe w Polsce wnoszą podanie do prezydenta RP o nadanie obywatelstwa polskiego za pośrednictwem starosty.

    Spóźniona korespondencja

    - Trzy dni po wizycie u wojewody otrzymałem kolejne pismo - opowiada P. Semmler. - Dokładnie 5 maja 2000 roku otrzymałem od wojewody dokument z datą 3 listopada 1999 roku...
    Z dokumentu wynikało, że paszport młodszej córki państwa Semmlerów został unieważniony: ,,Postępowanie wyjaśniające wykazało, że dziecko nie posiada obywatelstwa polskiego. Paszport został wydany omyłkowo, gdyż w dowodzie osobistym ojca, obywatela Polski, brak było informacji, że dziecko jest cudzoziemcem''.
    - Ktoś z urzędników doszedł do wniosku, że pomimo polskiego aktu urodzenia i posiadania polskiego numeru ewidencyjnego córki nie są obywatelkami polskimi - mówi ze łzami w oczach P. Semmler. - Ponieważ pouczono mnie, że obywatelstwo polskie można uzyskać po decyzji władz Federacji Rosyjskiej o pozbawieniu obywatelstwa rosyjskiego, udałem się do Konsulatu Rosji w Poznaniu.
    Tam na wstępie zażądano od Pawła Semmlera oryginałów rosyjskich aktów urodzenia dzieci. Oryginały złożone zostały w USC przed wydaniem polskich aktów urodzenia.
    - Złożyłem więc podanie o wydanie rosyjskich dokumentów - tłumaczy P. Semmler. - Najpierw mi odmówiono, potem wydano kserokopie, których konsulat nie honoruje. Ponowna wizyta w Konsulacie Rosyjskim skończyła się stwierdzeniem, że nie mam im głowy zawracać, gdyż córki nie są obywatelkami rosyjskimi, gdyż w tamtejszej ewidencji nie figurują. Oryginalne dokumenty, o ile wiem, są obecnie w archiwum Urzędu Wojewódzkiego.
    Rodzina państwa Semmlerów znalazła się w ciężkiej sytuacji. Dzieci nie posiadają praktycznie żadnego obywatelstwa.
    Władze miasta twierdzą obecnie, że karta stałego pobytu pani Eleny Semmler również została wydana omyłkowo...

    Moim zdaniem

    Nie rozumiem, dlaczego urzędnicy wciąż robią problemy z nadaniem obywatelstwa dziewczynkom, które od pięciu lat mieszkają w Polsce, czują się obywatelkami naszego kraju i kochają go. Ojciec ich jest przecież Polakiem, sam utrzymuje rodzinę, nie korzysta z pomocy społecznej i nigdy o nią nie prosił.
    Być może wyjaśnieniem jest niechęć urzędników albo chęć uzyskania... łapówki. Świadczyć może o tym zdanie usłyszane przez Piotra Semmlera od jednego z urzędników urzędu rejonowego: ,, Wie pan, jest pewna brama do rozwiązania tej sytuacji, ale ja nie mam do niej klucza''.
    Państwo Semmler też, niestety (!), nie mają. A szkoda, może wtedy nie musieliby się martwić nie tylko o obywatelstwo, ale również mieszkanie, samochód i dobrą pracę...

    Sonda

    Które ze świąt uważasz za bardziej poznańskie?

    • Dzień Św. Marcina (77%)
    • Imieniny Miasta - Dzień Patronów Miasta Piotra i Pawła (23%)

    Korzystamy z cookies i local storage.

    Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.