Wybierz region

Wybierz miasto

    PORTRET - Jurij Buchało wrasta w Poznań

    Autor: Radosław Patroniak

    2008-09-21, Aktualizacja: 2008-09-21 15:36

    O skromnym rugbyście z Charkowa, rządzącym grą reprezentacji i ekipy ze Słowiańskiej - pisze Radosław Patroniak Mózg drużyny, wyśmienity kolega, profesjonalista całą gębą, niekwestionowany autorytet, po prostu "the ...

    O skromnym rugbyście z Charkowa, rządzącym grą reprezentacji i ekipy ze Słowiańskiej - pisze Radosław Patroniak

    Mózg drużyny, wyśmienity kolega, profesjonalista całą gębą, niekwestionowany autorytet, po prostu "the beściak" - tak mówią zawodnicy i trenerzy o pochodzącym z Ukrainy Juriju Buchale, czołowym zawodniku polskiej reprezentacji rugby i drużyny Posnanii. 28-letni łącznik ataku w ekipie "Muszkieterów" ze Słowiańskiej gra od czterech lat. Zdobył z nią dwa brązowe medale MP, a ostatnio poprowadził do dwóch sensacyjnych zwycięstw, nad mistrzem i wicemistrzem Polski. Buchało to jednak przede wszystkim skromny człowiek, przyzwyczajony do wytężonej pracy.

    - W byłym Związku Radzieckim na treningach nie ma miejsca na wolność i demokrację. Sportowej dyscypliny uczyłem się od małego. Pochodzę ze sportowej rodziny. Mój ojciec, Wiktor był w Charkowie trenerem kadry. Mama i siostra uprawiały hokej na trawie. Jako pięciolatek trafiłem do sekcji... hokeja na lodzie. Po ośmiu latach klub zbankrutował, więc zostałem rugbystą w zespole prowadzonym przez ojca. Miał swoje zasady i dlatego rzadko mnie chwalił - wspomina Buchało.

    Najlepszy kopacz w naszej lidze szybko trafił do ukraińskiej kadry juniorów. Na mistrzostwach świata w 1999 r. wypatrzyli go działacze rosyjskiego RC Pienza. Tam po raz kolejny w życiu nasz bohater znalazł się na lodzie. - W 2002 roku namówiony przez kolegów postanowiłem ruszyć w świat. Marzyłem o lidze francuskiej, ale Polska miała być dobrą odskocznią. Już wtedy miałem przyjechać do Poznania. Posłuchałem jednak rodaków i przez dwa lata reprezentowałem barwy AZS AWFiS Gdańsk - przyznaje sympatyczny zawodnik.

    Poznaniacy wybaczyli Buchale "zdradę" i pozyskali go dwa lata później. - To prawda, że wszystko było uzgodnione, bo sam byłem mocno zamieszany w jego ściągnięcie. Nikt na nikogo się nie obraził, a korzyść była taka, że mogliśmy się przekonać, że Jura świetnie będzie pasował do koncepcji gry trenera Krzysztofa Baranieckiego, no i że ma zadatki na "generała" drużyny - przypomina Tomasz Kapustka, menedżer Posnanii i członek zarządu PZRugby.

    Jego zdaniem rugby to gra kolektywna, ale rola Buchały w drużynie jest nie do przecenienia. Zresztą w swojej opinii nie jest odosobniony. - Jest kimś takim dla nas, jak słynny Wilkinson dla reprezentacji Anglii. Z numerem dziesięć nie może występować zawodnik przypadkowy. Jura uruchamia innych zawodników i tworzy scenariusz niemal każdej akcji. Kopy ćwiczy często sam, kiedy koledzy przebierają się w szatni. W dodatku jest niesamowicie lubiany. Nie wyobrażam sobie, by chłopaki poszli gdzieś bez niego na imprezę - podkreśla Krzysztof Hebda, kierownik poznańskich rugbystów.

    Buchało ma także posłuch i autorytet wśród młodzieży. Z juniorami Posnanii zdążył już zdobyć mistrzostwo kraju. Przy Słowiańskiej cenią go jeszcze za jedną rzecz, a mianowicie za lojalność. - Ile on miał propozycji z innych klubów. Tego się nie da policzyć. Wszystkie odrzucił, bo widocznie czuje się u nas dobrze - dodaje Hebda. To samo mówi Kapustka. - Buchało wrasta w Poznań. To poważny i przewidywalny człowiek, więc na pewno możemy na niego liczyć także w przyszłości - zauważa Kapustka.

    Grający trener Posnanii mieszka z żoną Iriną i czteroletnią córką Maszą w wynajmowanym przez klub mieszkaniu. Irina też pochodzi z Charkowa. Poświęciła się dla męża, zawiesiła studia i przyjechała do Polski. Towarzyszy mu na meczach i obozach. Jest jego najwierniejszym kibicem. - Rugby to gra dla prawdziwych mężczyzn, a nie dla mięczaków. Tych ostatnich można spotkać w piłce nożnej - przekonuje Irina, która tęskni za rodziną, ale nie za ukraińskimi drogami (są w dużo gorszym stanie niż polskie) i dziewczynami w markowych ciuchach z wielkimi napisami. - Na Ukrainie społeczeństwo jest bardziej podzielone. Moje koleżanki stać na wizyty w drogich sklepach, ale ubierają się normalnie. Większość dziewczyn nie zachowuje się jednak racjonalnie - tłumaczy studentka historii.

    Oboje wspierali pomarańczową rewolucję, ale są rozczarowani jej efektami. - Chodziłem z pomarańczową wstążką, ale teraz mam coraz więcej wątpliwości. Nasi politycy nie umieją zyskać zaufania społeczeństwa. Dobrze wychodzi im tylko tworzenie konfliktów - mówi rozgoryczony Buchało. Nie jest on także zachwycony ostatnimi reakcjami niektórych Polaków. - Nie chcę się wypowiadać, kto odpowiada za wojnę na Kaukazie. Mam jednak wielu przyjaciół w Rosji, urodziłem się w ZSRR, nie mówię po ukraińsku, tylko po rosyjsku. Przykro mi, jak ktoś nie rozumie, że nie ma złych ludzi, tylko jest zła polityka - przekonuje rugbysta ze Słowiańskiej.

    Polskę z Ukrainą ma zbliżyć Euro 2012. - Trochę patrzę na to sceptycznie, bo można zbudować hotele i drogi, ale czy przez cztery lata przestaniemy narzekać i zmienimy naszą mentalność - zastanawia się Buchało. Do stolicy Wielkopolski ciągnie go nawet wtedy, gdy jest w Charkowie. - Kilka razy zdarzyło się tak, że dzwonił ktoś ze znajomych i pytał, co robicie. Na co odpowiadałem, że jedziemy do Poznania. Tak szybko - dziwił się kolega. No i musiałem tłumaczyć, że na razie wybieramy się na film, bo w Charkowie największe kino nazywa się ...Poznań (oba miasta wiąże umowa partnerska).

    Czteroletnia córka Buchałów, Masza właśnie poszła do przedszkola i świetnie sobie radzi, bo jest śmiała i dwujęzyczna. - W klubie uważają ją za maskotkę drużyny. Zna wszystkich rywali i przed każdym meczem pyta, z kim będziemy grać - czy z olbrzymami z Gdyni, czy może z Łodzi - śmieje się tata.

    Buchało 1,5 roku temu zadebiutował w reprezentacji. Szybko doceniono jego umiejętności. W rugby, inaczej niż w piłce nożnej, nie trzeba mieć obywatelstwa, by grać w kadrze. Wystarczy karta stałego pobytu. - Obywatelstwo jest jednak potrzebne, bo bez niego nie można załatwić wielu spraw. Nie można choćby dostać kredytu. 4 października mamy grać z Ukrainą. Bardzo zależy mi na tym występie, ale nie wiem, czy pojadę do Łodzi, bo w PZRugby w mojej sprawie nic się nie dzieje - twierdzi lider "Muszkieterów".

    Jego rozgoryczenie jest uzasadnione. - To rzeczywiście skandal, że związek nie chce mu pomóc. Przecież Jura perfekcyjnie mówi po polsku, nawet kawały opowiada w naszym języku. Na pewno bardziej zasługuje na obywatelstwo niż piłkarz Roger - sugeruje Hebda.
    Sympatyczny zawodnik ma dylemat, ale ma nadzieję, że wszystko jakoś się ułoży. - Ważne, że znalazłem swoje miejsce w Poznaniu.W zespole, w którym panuje świetna atmosfera i obowiązuje hasło "jeden za wszystkich, wszyscy za jednego". Robię to, co kocham w życiu najbardziej, w dodatku w otoczeniu wspaniałych ludzi - kończy Buchało.

    Sonda

    Które ze świąt uważasz za bardziej poznańskie?

    • Dzień Św. Marcina (77%)
    • Imieniny Miasta - Dzień Patronów Miasta Piotra i Pawła (23%)