Wybierz region

Wybierz miasto

    Prokuratura ma inne zdanie

    Autor: Danuta PAWLICKA

    2000-08-07, Aktualizacja: 2009-08-21 13:24

    Ojciec i matka pobitego dziecka, które w stanie śmierci klinicznej przebywa na intensywnej terapii, są niewinni! To jakiś absurd, że zostali aresztowani! Dlaczego nikt nie chce wysłuchać naszych opinii? To głosy ...



    Ojciec i matka pobitego dziecka, które w stanie śmierci klinicznej przebywa na intensywnej terapii, są niewinni! To jakiś absurd, że zostali aresztowani! Dlaczego nikt nie chce wysłuchać naszych opinii? To głosy sąsiadów od lat mieszkających z rodzicami małej Laury.

    Oburza ich ton relacji i wypowiedzi prasowych, które do jednego worka wrzucają ojca i 13-latka, głównego podejrzanego w tej sprawie. Mają swoje zdanie, inne i zupełnie nie pasujące do tego, co powszechnie wiadomo.

    Jak było?

    Trudno dotrzeć do miejsca tragedii. Dwa domy, w których mieszka kilka rodzin przy ul. Wiankowej, szczelnie kryje las. Można dojechać leśną ścieżką albo wejść po stromych schodach wyżłobionych w zboczu pagórka. Za plecami zostaje otoczenie Jeziora Maltańskiego, a przed nami odsłania się sielski obrazek polany z piknikującymi rodzinami wokół wspólnego stołu.
    - To ja telefonowałam do redakcji! - wykrzykuje Ewa Trzcińska. - Jesteśmy zszokowani, jak ludzie nie znając prawdy, mogą osądzać Mariusza i Krystynę!
    Razem z dzieciakami jest około 20 osób. Są małżeństwa, matki z dziećmi małymi i dorosłymi, w sumie kilka rodzin. Wszyscy mieszkają tutaj od lat. Tworzą specyficzną wspólnotę odciętą od gwaru wielkiego miasta. Znają się jak łyse konie. Wiedzą, kto z kim się kłóci i kto nie ma ślubu, chociaż dzieli ze sobą wspólny pokój.
    - To ja wzywałam pogotowie - wspomina jeszcze raz Stanisława Wieloch. - Zadzwonił do drzwi ten chłopak. Był blady, mówi, że Laurze coś się stało. Biegnę i widzę, że dziewczynka leży w kuchni, jak szmaciana lalka bez życia, jakby spała. On krzyczy ,,Laura obudź się'', a ja widzę, że dziecko ma sine usta. Dzwonię więc po pogotowie.
    - Ja pobiegłam po Krystynę, z którą gdzieś od 10-13 lat pracuję, do ZOO i mówię, że Laura miała wypadek. Przybiegłyśmy, gdy ona ją zobaczyła, rzuciła się z krzykiem, wołała nieludzkim głosem, myślałam, że jej się coś stało. Była blada, cała drżała... - wspomina Jolanta Polcyn.
    - Ten drań gdzieś w tym czasie zniknął. Może schował się w krzakach, ale zaraz przyszedł, gdy przyjechała karetka - dopowiada inna kobieta.
    - Pani, dopiero tego dnia go zobaczyliśmy na oczy! - ktoś mówi dobitnym głosem, a reszta przytakuje. - On tam był od 2 tygodni, ale w ogóle nie wychodził na dwór! Nikt go wcześniej tutaj nie widział!
    - A ojca aresztowali w pracy! On w ogóle nie wiedział, o co chodzi - zaświadcza Teresa Lisiecka. - To taki porządny człowiek. Ja pracuję z nim od kilku lat. Zakład pracy wystawił mu bardzo dobre świadectwo, nigdy nie było żadnej uwagi ani skargi na niego, a teraz coś takiego go spotkało!

    Rodzice bez winy?

    Próbuję ustalić, skąd poszła do prasy informacja, że rodzice byli bezrobotni? Zaprzeczają, że to bzdura. Matka od lat pracuje w ZOO razem z Jolantą Polcyn. Wróciła tam po urlopie wychowawczym. Ojciec jest długoletnim pracownikiem w firmie, w której zatrudniona jest również Teresa Lisiecka. Jakimi byli rodzicami? Mariusz wracał po pracy jak w zegarku - zawsze o 15.30. Był bardzo czułym i troskliwym ojcem.
    - Ojciec przyznał się do klapsa, że dał dziecku. A kto nie daje? Przecież to normalne - mówi Justyna Abramowicz. - Ale o czym to świadczy? Kiedyś Laura chciała grilla, to wsiadł na rower i zaraz jechał. Kupił siodełko do roweru i tam ją woził. Zrobił jej lokomotywę z drewna i pomalował, piaskownicę, huśtawkę... Żeby tacy wszyscy ojcowie byli! Przecież on brał zwolnienie, żeby się dzieckiem opiekować. Kiedy musiał iść do pracy, przywiózł tego swojego bratanka. Gdyby nie on, nie byłoby tragedii.
    - Krystyna biegała z Laurą po wszystkich lekarzach, gdy mała miała bakterie w moczu. Kwiatuszku do niej mówiła - ktoś dorzuca kolejną uwagę.

    Kto ma rację?

    Dzieciaki także chcą mieć swój udział w tej rozmowie. Mówią, że Laura była wesołą i pogodną dziewczynką. Często przebywała ze wszystkimi, nie wyglądała na zastraszoną, lecz sprawiała wrażenie bystrej i mądrej. Tylko jedno małżeństwo sąsiadujące z rodzicami Laury jest innego zdania.
    - To są odludki i dziwaki, kłamią, bo chcą przejąć mieszkanie po rodzicach Laury - oburza się na małżeństwo jedna z kobiet. Do tego głosu dołącza się cały chór o biciu i wyrzuceniu z domu ich jedynej córki, o podnoszeniu ręki na żonę, o kłótliwości obojga.
    Stromymi drewnianymi schodami idziemy na piętro. Przy wspólnej klatce zaklejone przez policję drzwi rodziców Laury i obok drzwi najbliższych sąsiadów. Ostrożnie pukam. Uchyla kobieta.
    - Tak, ja zeznałam, że o 6.34 usłyszałam straszny krzyk dziecka i jakiś hałas, a potem nastąpiła cisza. To dziecko często płakało. Nieraz w nocy słyszałam krzyki ,,nie, nie''. Dlaczego zawsze chodziło ubrane pod szyję nawet jak było gorąco? Gdy matka wieszała bieliznę, to trzymała się jej nogi, taka była wystraszona, nie bawiła się z innymi dziećmi... - opowiada Elżbieta Jędroszkowiak.
    - Nieprawda! - krzyczą dzieci, które weszły za nami i tłumnie obstawiły schody.
    - To dlaczego nie dzwoniłaś, gdy słyszałaś krzyki? Bałaś się swojego, bo na ciebie rękę podnosi!
    Nagle drzwi otwierają się szerzej i wypada mąż Elżbiety Jędroszkowiak. Za chwilę widzę, jak szamoce się z Włodzimierzem Wielochem. Padają epitety i wyzwiska, kobiety próbują interweniować. Awantura częściowo przenosi się na podwórko. Otwierają się nawet te drzwi, które dotąd były zamknięte.
    Martwe i ciche pozostają jedynie dwa okienka, za którymi mieszkała niespełna czteroletnia Laura. Od niej nie dowiemy się już prawdy.


    Mikołaj Przybył
    prokurator Prokuratury Rejonowej Poznań Nowe Miasto

    Ten dramat rozgrywał się w czterech ścianach. Ojciec karcił dziecko, on się przyznał, a matka potwierdziła, że to robił. Inna sprawa, że do obecnego stanu dziewczynki przyczynił się także nieletni kuzyn. To jest trudna sprawa, a teraz najtrudniejsze będzie ustalenie, w jakim stopniu do zmaltretowania dziecka przyczynił się 13-letni chłopak, a w jakim ojciec.

    dr med. Andrzej Budniewski

    ordynator Oddziału Intensywnej Terapii Dziecięcej w Szpitalu Krysiewicza

    Dziecko trafiło do nas zmaltretowane, z licznymi urazami na głowie, twarzy, pośladkach, udach. Kolor przebarwień, jakie pozostały po uderzeniach, wskazywał, iż musiały być zadawane kilka dni wcześniej, zanim znalazło się na naszym oddziale. Rokowania są złe. Stan dziewczynki nie ulega zmianie od pierwszego dnia pobytu.

    Sąsiedzi

    Jolanta Polcyn

    pracuje z matką dziecka i uważa, że Wanda była troskliwa i serdeczna w stosunku do swojego dziecka.

    Włodzimierz Wieloch

    odgraża się, że nie wie, czy by zapanował nad emocjami, gdyby dorwał 13-letniego drania.

    Ewa Trzcińska

    była tą osobą, która zatelefonowała do redakcji w imieniu pozostałych. To było spontaniczne, zapewnia, bo rodzicom potrzebne jest teraz wsparcie.

    Teresa Lisiecka

    przepracowała razem z ojcem wiele lat - dla niej jedno jest pewne: Zenek nie był do tego zdolny.

    fot: W ubiegły piątek do szpitala przy ul. Krysiewicza w Poznaniu przywieziono pobitą, 3,5 -letnią Laurę. Sąd aresztował podejrzanego o poturbowanie - ojca dziewczynki i jej 13-letniego kuzyna oraz matkę dziecka, która nie udzieliła córeczce pomocy.
    Więcej na temat: 

    Sonda

    Które ze świąt uważasz za bardziej poznańskie?

    • Dzień Św. Marcina (77%)
    • Imieniny Miasta - Dzień Patronów Miasta Piotra i Pawła (23%)

    Korzystamy z cookies i local storage.

    Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.