Wybierz region

Wybierz miasto

    Sto osób przebadano na włośnicę

    Autor: Danuta Pawlicka

    2000-08-10, Aktualizacja: 2009-08-21 13:24

    Nadal zgłaszaja się osoby, które jadły mięso z dzika zarażone włośniem. Już ponad 100 osób zostało przebadanych w poznańskiej klinice. I prawdopodobnie na tym nie koniec.

    Nadal zgłaszaja się osoby, które jadły mięso z dzika zarażone włośniem. Już ponad 100 osób zostało przebadanych w poznańskiej klinice. I prawdopodobnie na tym nie koniec.

    W Klinice Chorób Pasożytniczych i Tropikalnych przy ul. Przybyszewskiego leczonych jest kilkanastu pacjentów, u których stwierdzono włośnicę. Wczoraj w szpitalnym korytarzu czekały kolejne trzy osoby, które jadły podejrzaną dziczyznę.
    - Na pewno nie jest to jeszcze koniec - mówią lekarze, którzy w poradni przyjmują dziennie 15-20 gości feralnego bankietu w Gnieźnie, na którym podano między innymi koreczki z kiełbasą z dzika. Wszyscy, którzy zjedli nawet jeden taki kęs, teraz zgłaszają się do specjalistów, aby się upewnić czy są wolni od pasożyta.
    - Od 1996 r, jak pamiętam, prawie nie mieliśmy do czynienia z włośnicą w takim stopniu. Obecna epidemia na szczęście ma lekki przebieg, co jest wynikiem małej intensywności występowania larw w mięsie. Niemniej należy zbadać każdego, kto się do nas zgłasza, żeby wykluczyć, bądź potwierdzić nosicielstwo. Taką próbę trzeba jeszcze będzie powtórzyć - mówi Łukasz Pielok, lekarz, który ukończył pracę doktorską na temat włośnicy i jest w przededniu jej obrony.
    Mała intensywność występowania pasożyta - ostrzega lekarz - nie zwalnia nikogo przed wizytą w klinice, gdzie w laboratorium dr Bożena Mrozewicz od kilku dni zajmuje się wyłącznie próbami na włośnicę. Do wczoraj wykonała ich ponad 140, a czeka ją, wliczając kontrolne badania, przynajmniej kilkaset.

    Dlaczego groźna?

    Pasożyt jest groźny dla człowieka, bo zjedzony z niedogotowanym lub surowym mięsem przedostaje się do przewodu pokarmowego, a stamtąd do mięśni.
    - Osadza się tylko w mięśniach szkieletowych poprzecznie prążkowanych i tam z czasem obumiera. Jednak, zanim to nastąpi i stanie się niegroźny, czyni szkody, które głównie objawiają się bólem mięśni. Na szczęście jest całkowicie uleczalny, pod warunkiem, że zarażony szybko trafi do specjalisty na leczenie - wyjaśnia dr Łukasz Pielok.
    Nie pomoże smażenie, ani mrożenie mięsa! Dopiero obróbka kulinarna w wysokiej temperaturze zdolna jest wyeliminować larwy. Podobnie może być zawodne tradycyjne badanie mięsa ubitego zwierzęcia. Dlatego lekarze przypominają, iż tylko tzw. metodą wytrawiania tkanki mieśniowej uzyska się pewność, że mięso jest wolne od pasożyta.

    Jak się uchronić?

    Przede wszystkim nie wolno kupować mięsa z niepewnych źródeł, od pokątnyvch sprzedawców, do których nie ma się pełnego zaufania. Włośnica występuje u tych zwierząt, które w pożywieniu jedzą (czasami przypadkowo) mięso. W naszym rejonie geograficznym dotyczy do świń domowych i dzików, koni, bobrów. Także niedźwiedzi, ale nasze misie na szczęście są pod ochroną. Zdarzyło się, że jeden szczur, który dostał się do paszy, ,,zaraził'' całą karmę dla domowych zwierząt!
    Nie trzeba wielkiej wyobraźni, żeby przewidzieć, jakie skutki może mieć jedno zwierzę ,,naszpikowane'' włośniami. Dlatego niebezpiecznymi nosicielanmi są wszelkie gryzonie, także myszy.



    Włośnica
    czyli zakażenie
    włosieniem krętym

    Włosień jest nicieniem małym (samiec do 1,6 mm, samica - 3-5 mm). Człowiek zaraża się spożywając np. świńskie mięso z włosieniami, które świnia zjadła np. z padłą myszą lub szczurem (zarażonym). Do ludzkiego organizmu dostaje się postać larwalna, która została zjedzona z niedosmażonym kotletem (lub z kiełbasą z nieprzebadanego dzika, jak było ostatnio).
    Kiedy sok żołądkowy człowieka rozpuści otoczkę larwy, przedostaje się ona do jelita cienkiego. Tam po zapłodnieniu samce giną, a samice wytwarzają setki nowych larw, które z krwią docierają na miejsce przeznaczenia, czyli mięśni człowieka.
    Przez długi czas objawy zarażenia włośnicą mogą być niezauważone. Zwłaszcza, gdy dotyczy to pojedynczych larw. Gorzej to wygląda przy masowej inwazji. Wtedy pojawia się gorączka, mdłości, wymioty. W okresie przenikania larw do mięśni (8 dni od zarażenia), występują bóle tam, gdzie larwa się usadowiła.

    Nosicielem wirusa był dzik

    W powiecie gnieźnieńskim od połowy lipca na włośnicę zachorowało siedemnaście osób.
    Osiem zostało hospitalizowanych. Źródłem zakażenia była kiełbasa polska przetworzona z upolowanego w Nadleśnictwie Brody dzika. Zwierzę nie zostało poddane badaniom weterynaryjnym. Konktakt z zakażoną kiełbasą miało około pięćdziesięciu osób, nie było wśród nich dzieci.

    Sonda

    Które ze świąt uważasz za bardziej poznańskie?

    • Dzień Św. Marcina (77%)
    • Imieniny Miasta - Dzień Patronów Miasta Piotra i Pawła (23%)

    Korzystamy z cookies i local storage.

    Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.