Wybierz region

Wybierz miasto

    Zakon pomagał bezpiece

    Autor: Krzysztof M. Kaźmierczak

    2007-10-29, Aktualizacja: 2007-10-29 13:28

    Władze Towarzystwa Chrystusowego, największego wywodzącego się z Polski męskiego zgromadzenia, współdziałały ze Służbą Bezpieczeństwa. Dotarliśmy do wstrząsających dowodów zniszczenia powołania zakonnego na życzenie SB ...

    Władze Towarzystwa Chrystusowego, największego wywodzącego się z Polski męskiego zgromadzenia, współdziałały ze Służbą Bezpieczeństwa. Dotarliśmy do wstrząsających dowodów zniszczenia powołania zakonnego na życzenie SB oraz ujawnienia tajemnic kościelnych. Przygnębiające fakty potwierdza ofiara prześladowań. Jan J. dopiero od nas, po 27 latach dowiedział się, że był celem misternej gry bezpieki prowadzonej rękami duchownych.

    Dokumenty SB - do pobrania w formacie PDF (7MB)

    Pół roku przed "rewolucją" Solidarności, 8 i 20 stycznia 1980 roku w Kiekrzu pod Poznaniem znaleziono ulotki Konfederacji Polski Niepodległej. SB ustaliła, że kolportował je 27-letni Jan J. Zamieszkiwał on w mieszczącym się w Kiekrzu nowicjacie Towarzystwa Chrystusowego dla Polonii Zagranicznej. Bezpieka założyła przeciwko niemu dwie sprawy ("Wczasowicz" i "Kolporter").
    Zamiast aresztować nowicjusza zdecydowano w SB wykorzystać uległość chrystusowców. "Działalność J. jest sprzeczna z celem i założeniami TChr i lojalną dotychczas postawą zakonu wobec władz państwowych" - napisano w planach działań, do których zaangażowano władze zgromadzenia.

    SB zainspirowało spotkanie w Wydziale do spraw Wyznań w Poznaniu z ks. Czesławem Kamińskim, przełożonym generalnym TChr. Liczono, że zdyscyplinuje on nowicjusza. Ich plan przewidywał przekazanie generałowi kopii ulotek oraz nakłonienie go do przeszukania pokoju J., by potwierdzić jego antypaństwową działalność.
    5 lutego 1980 roku z dyrektorem WdW spotkali się ks. Kamiński, przełożony nowicjatu ks. Stanisław Brzostek i dyrektor ks. Tadeusz Perlik. Zachowanie władz Towarzystwa przerosło oczekiwania SB - generał TChr zadeklarował... wyrzucenie kolportującym ulotki ze zgromadzenia. Plan został zrealizowany.

    "Zainspirowana przez nas rozmowa ostrzegawcza przyniosła rezultat wyrażający się w złożeniu przeorowi przez figuranta (tak SB określała osobę przeciwko której prowadziła sprawę - przyp. red.) przyrzeczenia wycofania się z kontynuowania wrogiej działalności" - czytamy w zachowanej dokumentacji.
    - Przyrzekłem księdzu Brzostkowi. To był osobista rozmowa. Nikt inny nie powinien o tym wiedzieć - mówi zdziwiony pan Jan.

    SB dowiedziało się także o innych przekazanych przez niego przełożonym w zaufaniu faktach: źródle pochodzenia ulotek (J. otrzymał je od brata z Krakowa; zajęło się nim tamtejsze SB) oraz przekazaniu ich dwóm współbraciom z nowicjatu (przeciwko nim także wszczęto sprawę).
    Kandydat na chrystusowca nie wiedział, że przyrzekał na próżno. Nie zmieniało to wydanego "wyroku". Władze zgromadzenia miały jednak problem z realizacją planu. Przedsierpniowe, antypaństwowe nastroje w Polsce były już bardzo silne. Władze TChr bały się, że wyrzucenie nowicjusza może obrócić się przeciwko nim. "Mógłby rozpocząć na forum KPN i społeczeństwa kampanie propagandowa przeciwko TChr na zasadzie: ja walczyłem za demokratyczną Polskę, którą Kościół popiera i za to zostałem wyrzucony z Towarzystwa" - wyjaśnił decyzję o odroczeniu wyroku na J. działający wśród chrystusowców TW Staszek. Zdecydowano, że nowicjusz zostanie poddany "dokładnej obserwacji mającej na celu ujawnienie innych jego wybryków, czy wynaturzeń", które dałyby pretekst do wydalenia.

    Plan zrealizowano z diabelską dokładnością. Najpierw przeniesiono nowicjusza do Ziębic pod Wałbrzychem. A kiedy wrócił do głównego ośrodka zgromadzenia - wyrzucono go w trybie natychmiastowym. Powodem było znalezienie w jego pokoju ulotek antypaństwowych. Musiały zostać podrzucone, by znaleźć powód do relegowania J. - To nie były moje ulotki. Tak jak przyrzekłem przełożonemu, nie kolportowałem już później nic w zgromadzeniu - zapewnia nas wyrzucony z Towarzystwa.

    Na próżno J. złożył odwołanie od decyzji o wykluczeniu. - Polecono mi opuścić dom. Nie chciano słuchać żadnych tłumaczeń. - wspomina. "Jeszcze nigdy w tak gwałtownym trybie nie został wydalony członek TChr" - napisał jeden z agentów SB, TW Stefański.
    Jan J. był zszokowany, kiedy otrzymał od nas kopię dokumentów z IPN. - Wtedy, przed laty, całe życie mi się wywróciło. Szukałem przyczyn usunięcia z zakonu w swoim postępowaniu, winiłem siebie.
    Dopiero teraz zrozumiałem, co się stało - mówi ze smutkiem.

    Były przełożony nowicjatu jest obecnie kapelanem u sióstr w Pniewach. Zasłania się niepamięcią. - Usuwaliśmy tylko tych, których podejrzewaliśmy, że działają dla drugiej strony - mówi ks. Brzostek. Zapewnia, że nikomu poza swoimi przełożonymi nie nie zdradzał tego, o czym dowiadywał się od nowicjuszy. - To sprawy objęte taką samą tajemnicą jaka spowiedź - wyjaśnia.
    - Stan zdrowia nie pozwala mi rozmawiać - stwierdził inny uczestnik gry bezpieki, ks. Tadeusz Perlik odmawiając spotkania. Zachęcał do tego samego byłego generała TChr. Udało nam się jednak z nim porozmawiać.
    - Musieliśmy uważać, żeby nie podpadać, żeby otrzymywać paszporty. Naszym celem było wyjeżdżanie za granicę do Polonii, a SB miało cel przeciwny. Podrzucano nam ulotki żeby siać zamęt - tłumaczy ks. Czesław Kamiński.
    Przedstawiciele dawnych władz TChr zgodnie twierdzą, że nie pamiętają zdarzenia z Janem J. Tymczasem był to jedyny tego rodzaju incydent antypaństwowy w historii zgromadzenia. Z tego względu 6 lutego 1980 roku poinformowano o nim nawet ministra Kazimierza Kąkola, szefa Urzędu ds. Wyznań w Warszawie.

    Załatwienie sprawy zgodnie z oczekiwaniami bezpieki podtrzymało przychylny dla komunistycznych rządów wizerunek zgromadzenia. "Księża chrystusowcy cieszą się bardzo dobrą opinią władz państwowych i nie należy się z ich strony obawiać żadnej działalności w środowisku, a tym bardziej działalności nielegalnej" - stwierdził Zdzisław Pijewski, naczelnik Wydziału Zakonów w UdW w Warszawie siedem miesięcy po zgodzie władz chrystusowców na plan SB.
    Jeszcze długo po wyrzuceniu ze zgromadzenia Jan J. był pod dyskretną kontrolą SB. Raporty wskazują na to, że mimo starań nie znaleziono na niego haka. "Cieszy się dobrą opinią. Jest w dalszym ciągu kawalerem. Strona moralna nie budzi zastrzeżeń" - pisali w 1985 roku funkcjonariusze SB.
    Pan Jan do dzisiaj bardzo przeżywa to, co go spotkało. - Byłem przekonany, że mam powołanie. Chciałem służyć Bogu i ludziom - mówi niedoszły chrystusowiec. Znalazł inny sposób na służbę. Po wyrzuceniu zatrudnił się jako sanitariusz w pogotowiu. Pracuje w nim do dzisiaj...

    - Nigdy nie miałem wątpliwości zwalniając kogoś ze zgromadzenia - mówi ks. Kamiński pokazując kolekcję motyli przywiezionych z Brazylii w czasie, gdy kierował TChr.

    k.kazmierczak@glos.com

    Więcej w dzisiejszym wydaniu Głosu Wielkopolskiego lub www.prasa24.pl

    Sonda

    Które ze świąt uważasz za bardziej poznańskie?

    • Dzień Św. Marcina (77%)
    • Imieniny Miasta - Dzień Patronów Miasta Piotra i Pawła (23%)