Żelazny uścisk Żabki

To miał być świetny interes: handel pod znanym szyldem, pewni dostawcy, dobra lokalizacja. Małgorzata i Waldemar Wilczyńscy, drobni przedsiębiorcy z Będzina, mogą na umowie z firmą „Żabka.

To miał być świetny interes: handel pod znanym szyldem, pewni dostawcy, dobra lokalizacja.
Małgorzata i Waldemar Wilczyńscy, drobni przedsiębiorcy z Będzina, mogą na umowie z firmą „Żabka. Polska SA” tracić dorobek życia.




Wilczyńscy mają pawilon handlowy w Będzinie Łagiszy. Blisko 20 miesięcy temu postanowili uruchomić w nim sklep ogólnopolskiej sieci „Żabka”. Związek z firmą Żabka Polska SA był dość skomplikowany: Wilczyńscy wynajmowali część pawilonu „Żabce”, następnie od niej go podnajmowali i podpisywali umowę o współpracę. „Żabka” nie pozwala handlować towarami spoza swojej listy. Wynajmuje lokal na 10 lat, co sprawia, że w tym czasie nie można najmu wypowiedzieć. Jednocześnie sobie taką możliwość pozostawia.
∨ Czytaj dalej



— Gdy się dowiedziałam, że będę mieć 6,5 tys. zł miesięcznie ze sklepu i do tego 2,5 tys. zł z czynszu, nie miałam żadnych wątpliwości, czy umowy są korzystne, czy nie. Walczyłam o tę Żabkę — przyznaje Wilczyńska.

Japoński uśmiech

„Żabki” czynne są od godziny 6 do 23 przez 7 dni w tygodniu. Nie wolno spóźnić się z otwarciem, nie wolno zamknąć wcześniej. Ajenci idą do domu po północy, bo przedtem muszą jeszcze wysłać pocztą elektroniczną wszystkie dane kasowe do centrali w Poznaniu. Wilczyńska wspomina, że jedynym „luźniejszym” dniem była Wigilia. Pozwolili zamknąć wcześniej.

Godziny otwarcia kontroluje tzw. partner, który w sieci spełnia funkcję nadzorcy. Sprawdza wszystko, nawet to, czy ekspedientka prawidłowo się uśmiecha. W instrukcji nr 61/Z/2000, jaką otrzymują wszyscy ajenci, jest napisane, że ma to być „stały uśmiech na tzw. Japończyka”. Instrukcja nie precyzuje jednak, co to oznacza. Za odstępstwa od wskazówek zawartych w kilkudziesięciu instrukcjach, przyznawane są punkty karne. Wpływają później na wynagrodzenie ajentów.

„Żabka” Wilczyńskiej otrzymała takie punkty w grudniu. Na dworze był siarczysty mróz, więc ekspedientka zamknęła drzwi wejściowe. Tymczasem regulamin kategorycznie tego zabrania. Sklep w Łagiszy szybko zyskał stałych klientów i awansował do grupy 200 najlepszych w całej sieci. Nic dziwnego, że w Będzinie znalazła się osoba, która nabrała na niego ochotę.

Wilczyńscy dowiedzieli się o tym przypadkowo. Listonosz doręczył im omyłkowo polisę ubezpieczeniową wystawioną na nową ajentkę. Zdarzyło się to kilka tygodni temu, podczas gdy polisa obowiązywała już od 1 stycznia. Właściciele pawilonu zrozumieli, że firma będzie chciała się ich pozbyć.

Zdradzieckie śliwki

W sklepie pojawiła się kontrola. Nic jednak nie znalazła. Po kilku dniach sklep został sprawdzony jeszcze raz. Zakwestionowano 20-dekową tackę suszonych śliwek. Nie było jej na liście towarów dopuszczonych do sprzedaży w sieci.

— Nie ryzykowalibyśmy dla głupich śliwek rozwiązania umowy. Podrzucono je podczas kontroli — twierdzi Wilczyńska.

— Niestety, kontrola stwierdziła również inne nieprawidłowości w prowadzonym przez ajenta sklepie. W rezultacie doprowadziło to do rozwiązania umowy o współpracę — utrzymuje Konrad Napierała, rzecznik Żabka Polska SA.

6 lutego około godziny 11 w sklepie pojawili się pracownicy centrali „Żabki” z kilkoma ochroniarzami. Wyprosili klientów, a Wilczyńskiej wręczyli wypowiedzenie umowy o współpracę. Zażądali także, aby opuściła sklep.
Spełnienie tych warunków oznaczało w praktyce pozbycie się własnego lokalu. Wilczyńscy, broniąc swej własności, postanowili z kolei wypowiedzieć umowę ,,,Żabce”. Pismo w tej sprawie wysłali 31 marca.

„Dla mojej firmy dalszy najem lokalu Żabce Polska SA bez istnienia umowy o współpracę traci całkowicie sens” — napisała Wilczyńska i wyznaczyła „Żabce” dwa dni na zabranie wyposażenia stanowiącego własność sieci. Następnego dnia razem z przedstawicielem sieci założyła drugi zamek do drzwi wejściowych, żeby do środka sklepu, w którym znajdował się jeszcze towar, można było wejść wyłącznie razem.

„Żabka” nie zareagowała na wypowiedzenie. 8 kwietnia Wilczyńscy postanowili nie czekać dłużej i rozpocząć normalną pracę w swoim sklepie. Rozwiercili zamek i weszli do środka. Wcześniej poinformowali o tym ochroniarzy, którzy pilnowali sklepów „Żabki”. Od tego momentu konflikt zaczął nabierać tempa.

Ochrona „Żabki” wezwała policję. Funkcjonariusze obejrzeli akt własności pawilonu i umowę wypowiedzenia lokalu pokazane przez Wilczyńskich, stwierdzili, że nic nie skradziono i odjechali.

14 kwietnia przedstawiciele Żabki znowu wezwali policję. Tym razem policjanci nakazali Wilczyńskim natychmiast opuścić sklep. Po południu przyjechał do Łagiszy zastępca komendanta rejonowego będzińskiej komendy Wiesław Rusin. Miał oświadczyć, że jeśli Wilczyńscy dobrowolnie nie opuszczą sklepu, zostaną usunięci siłą. O godzinie 2.20 w nocy właścicielkę pawilonu i jej syna wyniesiono siłą na zewnątrz.

Kobieta była w tak silnym stresie, że trzeba było wezwać pogotowie. Przyjazd karetki, podobnie jak interwencję policji, fotografował Wilczyński. W pewnym momencie jeden z policjantów zabrał mężczyźnie aparat i wyjął z niego film. Rolkę przekazał pracownikowi Żabki, który naświetlił kliszę.

Nie miał wyjścia

— Działanie policji było całkowicie bezprawne. Usunięto mnie ze sklepu, który jest moją własnością. Najbardziej niezrozumiałe jest dla mnie to, że zastępca komendanta powiatowego osobiście zaangażował się w tę sprawę — twierdzi Wilczyńska.

W. Rusin, zastępca komendanta powiatowego policji w Będzinie, twierdzi, że posądzanie go o jakąkolwiek zmowę z „Żabką” jest absurdem.

— Gdy „Żabka” powiadomiła nas o włamaniu, powiedziałem swoim podwładnym, że wszystkie czynności muszą być wykonywane idealnie — twierdzi. Dlaczego? Przyznaje, że już wcześniej słyszał o konfliktach „Żabki” z ajentami i wiedział, że sprawa może być kontrowersyjna.

— Musiałem usunąć tych ludzi — mówi. — Proszę sobie wyobrazić sytuację, gdy stoi obok mnie prawnik „Żabki” i pyta, jakie działania podejmuje policja, jeśli naruszane jest prawo. Co miałem zrobić?

Mecenas Lech Obara z Olsztyna, który reprezentuje interesy kilkunastu byłych ajentów Żabki z całej Polski, w postępowaniu przeciwko firmie Żabka Polska SA twierdzi jednak, że policja działała bezprawnie.

— Tam nikt nikogo nie okradł. Wilczyńscy nie weszli do sklepu, żeby coś zabrać. To było jedynie naruszenie posiadania, ale biorąc pod uwagę fakt, że pawilon należy do nich, sprawę powinien rozstrzygnąć sąd cywilny — twierdzi Obara.

Tymczasem właściciele pawilonu nie mogą korzystać ze swojej własności. Nie mogą prowadzić sklepu, więc nie zarabiają. Na dodatek stoją przed perspektywą procesu sądowego, który może wydłużać się w nieskończoność. Jakby tego było mało, umowa z „Żabką” stwierdza, że wszelkie spory na drodze sądowej mogą odbywać się wyłącznie przed sądem w Poznaniu, gdzie ma siedzibę centrala „Żabki”.

— Nasz firma będzie kontynuowała działalność handlową w lokalu w Łagiszy. Mamy podpisaną długoletnią umowę najmu na czas określony, która nie może być rozwiązana przed terminem, jeżeli nie zostało to wyraźnie przewidziane w jej treści — podkreśla K. Napierała.

Zostają z długami

To jednak nie wszystkie problemy. Do rozstrzygnięcia pozostają rozliczenia finansowe z siecią. „Żabka” posiada weksel, który będzie mogła obciążyć dowolną kwotą, na przykład za uniemożliwienie korzystania jej z wynajmowanego lokalu.

— Tak działa „Żabka”. Obiecują ludziom złote góry, a potem wykańczają. Ajenci tracą dorobek życia. Kończą współpracę z dziesiątkami tysięcy długów — mówi L. Obara.

Według mecenasa Obary, kwoty, jakie widnieją na wekslach, nie zawsze odzwierciedlają faktyczny stan rzeczy. Jego kancelaria przygotowuje właśnie kilka spraw, w których za pomocą weksli chce wykazać nieprawidłowości, jakich dopuszcza się „Żabka”.


Czym jest Żabka?


Firma Żabka Polska SA ma siedzibę w Poznaniu. Jej kapitał akcyjny to 22,22 mln zł. Udziałowcami są poznański Elektromis Dom Inwestycyjny (obecnie Stadnina Koni Arabskich Sowiniec), spółka z Luksemburga Rana oraz założyciel Elektromisu Mariusz Świtalski. Jest on także prezesem rady nadzorczej.
Prezes „Żabki”, Krystian C., był jednym z oskarżonych w procesie Elektromisu w 1995 roku. Wśród zarzutów znalazło się niepłacenie podatków i ceł, zaniżanie faktur, podpisywanie fikcyjnych umów sprzedaży. C. został skazany na 4 lata więzienia, ale wyrok sądu rejonowego został uchylony przez sąd okręgowy. Co prawda sprawa wróciła do sądu w ubiegłym roku, ale uległa przedawnieniu.
Sieć „Żabka” zaczęła powstawać na przełomie 1999 i 2000 roku, gdy Elektromis sprzedał portugalskiej firmie Jeronimo Martins Dystrybucja sklepy Biedronka. To właśnie byli ajenci Biedronki stali się pierwszymi ajentami „Żabki”. W całej Polsce jest teraz ponad tysiąc sklepów „Żabki”.



Jednym głosem


Stowarzyszenie Byłych Ajentów Sieci Handlowej Żabka działa od ubiegłego roku. Na początku tego roku odbyło się pierwsze walne spotkanie jego członków - wówczas było ich blisko stu. Stowarzyszenie za cel postawiło sobie zbieranie wszystkich przypadków nieprawidłowości związanych z działalnością spółki Żabka Polska i pomoc osobom, które mają problemy w kontaktach z tą firmą. Na swojej stronie internetowej przedstawiciele Stowarzyszenie podają przykład jak poznańska firma doprowadziła ich do bankructwa.



Rozmowa z Konradem Napierałą, rzecznikiem grupy Żabka Polska SA


Przypadek Wilczyńskich nie świadczy dobrze o Żabkach...

- Żabka Polska posiada około tysiąca sklepów, więc zawsze znajdzie się osoba, której coś nie odpowiada. Osoba, która nieudolnie prowadzi interes i szuka winowajców.

Państwo Wilczyńscy twierdzą, że podrzuciliście im towar, aby sprowokować złamanie regulaminu.

- To jest pomówienie. Pani Wilczyńska już w 2001 roku dostała upomnienie, gdyż zdarzało jej się handlować towarem, do którego nie miała prawa.

Czy Żabkę zatem mogą prowadzić wybrańcy?

- Jest jedna istotna sprawa. W ajencję Żabkę dostają osoby, które nie muszą dysponować żadnym własnym majątkiem. Ajent obraca majątkiem firmy bez angażowania swoich środków. Ryzykuje zatem pieniądze firmy Żabka Polska.

To znaczy, że można go „wyrzucić na pysk”?

- Ja nie chcę mówić o tym przypadku, bo jest to wyjątek polegający na pomówieniu.

Ale powstało już stowarzyszenie poszkodowanych przez Żabki.

- Jak już mówiłem ajenci obracają majątkiem firmy. Zatem tylko nieudolność lub nieporadność może świadczyć o ich niepowodzeniach. Co roku otwieramy 300 Żabek w Polsce i znajdują się chętni, aby je prowadzić.

Rozmawiał Marcin KĄCKI




Mariusz Świtalski


Współwłaściciel sieci Żabki Polska Mariusz Świtalski to znany poznański biznesmen.
Przez kilka lat prowadzona była sprawa pierwszej wielkiej firmy Świtalskiego - Elektromisu. Zdaniem prokuratury firma miała działać na szkodę Skarbu Państwa. Akt oskarżenia nie objął jednak samego Mariusza Świtalskiego.
Potem stworzył on m.in. sieć hurtowni Euro Cash JMB i sieć sklepów dyskontowych Biedronka, holding Kuchnię Polską i Poznańską Szkołę Handlu.
Świtalski inwestował także w media. Należały do niego tygodniki Miliarder i Poznaniak, gazeta Dziennik Poznański, radio RMI.

Zobacz koniecznie

przewiń w lewo przewiń w prawo

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w sposób dostosowany do Państwa indywidualnych potrzeb i preferencji, w celu emisji możliwie indywidualnie przygotowanej reklamy. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących przechowywania i uzyskiwania dostępu do cookies przy pomocy ustawień przeglądarki lub urządzenia końcowego, z których Państwo korzystacie. Więcej szczegółów w naszej Polityce Prywatności.

Zamknij