07.08.07. 30 LAT TEMU W LESZNIE ODBYŁY SIĘ CENTRALNE DOŻYNKI - Święto ludowe, święto szarych ludzi

11 września 1977 roku na Leszno zwróciły się oczy całej Polski. Na miejscowym stadionie zorganizowano Centralne Dożynki. Peerelowska propaganda wytoczyła najcięższe działa.

Masz zdjęcie do tego tematu? Wyślij
11 września 1977 roku na Leszno zwróciły się oczy całej Polski. Na miejscowym stadionie zorganizowano Centralne Dożynki. Peerelowska propaganda wytoczyła najcięższe działa. Polacy po raz kolejny usłyszeli o rolniczym trudzie, froncie walki z obiektywnymi trudnościami i tryumfie ludowego państwa. Dożynki były jednak także świętem zwykłych ludzi, a pamiątki po nich możne oglądać w Lesznie do dziś.

Choć trwało jeszcze kalendarzowe lato, dzień był chłodny i dżdżysty. Od padającego bez przerwy deszczu murawa stadionu nasiąkła niczym gąbka. Bieżnię wokół boiska pokrywała ciemna maź, w której grzęzły lakierki dostojników. Pogoda zapewne sprawiła, że ich miny były jeszcze bardziej surowe niż zazwyczaj. Klap, klap, klap…Z marsowymi obliczami przesuwają się w stronę głównej trybuny towarzysz Jaroszewicz, towarzysz Jabłoński… Najmniejszy grymas nie mąci też powagi towarzysza pierwszego sekretarza, choć wielu powiada przecież, że Gierek to swój chłop… Z tłumu szarych, poważnych panów wyróżnia się niewysoka kobieta.
∨ Czytaj dalej

Po pierwsze – jest ubrana w białą garsonkę, po drugie uśmiecha się. Jedną ręką przytrzymuje ciężki bochen chleba. Za plecami pochodu, wypełnione po brzegi trybuny i maszty z flagami – biało-czerwonymi i czerwonymi. Tych drugich jest więcej. Mamy 11 września 1977 roku. Dzień, w którym na Leszno zwrócone były oczy całej Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej.

Centrum na peryferiach

Leszno przez długie lata pędziło żywot cichej, prowincjonalnej mieściny. W połowie lat 70. ubiegłego wieku dostąpiło jednak nie lada awansu. Stało się stolicą województwa! Od tej pory na niewielkie miasto coraz częściej zaczęły się zwracać oczy partyjnych dostojników. W listopadzie 1975 roku w Lesznie zorganizowana została przedzjazdowa konferencja PZPR. Z tej okazji do miasta zawitał Edward Gierek. Ówczesny reporter tak oto opisywał atmosferę towarzyszącą spacerowi pierwszego sekretarza po miejscowym rynku: ,,Wypełniały się okna mieszkań pięknych domów (…). Zerwała się burza oklasków. Leszno spontanicznie, z sercem, szczerymi uczuciami gorącej sympatii powitało dostojnego gościa''. I później: ,,Kiedy przebrzmiały ostatnie słowa Międzynarodówki kończącej obrady konferencji, do stołu prezydialnego podeszli przedstawiciele miejscowego społeczeństwa z wiązankami kwiatów. W serdecznych słowach zapewnili I Sekretarza KC o pełnym poparciu dla kierownictwa partii i rządu, poparciu wyrażającym się rzetelną pracą''. I tak dalej, i tak dalej…Leszno popierało, Leszno zapewniało, województwo było młode, ale rzetelne. A partyjni towarzysze to doceniali. Dlatego właśnie podarowali miastu wielkie święto. W 1977 roku miały się odbyć w Lesznie Centralne Dożynki.

Budujemy nowy dom…

W 38-tysięcznym mieście rozpoczął się inwestycyjny boom. W Parku 1000-lecia powstała restauracja Parkowa, a na Prochowni stołówka. Wytyczano nowe drogi. To wtedy wybudowana została ulica Dożynkowa, a szosa łącząca Leszno z Rydzyną radykalnie zmieniła oblicze. Była ona wyjątkowo szeroka, dlatego po mieście zaczęły krążyć pogłoski, że na czas dożynek zostanie ona zamieniona w lotnisko. Miał na nim wylądować samolot z Gierkiem na pokładzie… Przy śródmiejskich kamienicach wyrastały rusztowania. Odnawiane były nie tylko elewacje budynków komunalnych, ale i prywatnych. Właściciele tych drugich zwykle mieli niewiele do gadania. – Pewnego dnia front naszego domu został odmalowany, choć wcale o to nie zabiegaliśmy. Po remoncie, jak gdyby nigdy nic… obciążono kosztami hipotekę – wspomina jedna z mieszkanek śródmieścia.
Sztandarową inwestycją tego czasu była jednak rozbudowa stadionu. – Wiele zadań wykonali sami mieszkańcy. Ludzie szli i pracowali. Nie było narzekań i przeklinania – mówi Edmund Jankowski, ówczesny prezydent Leszna. W kronikach Urzędu Wojewódzkiego można przeczytać taki oto zapisek z 23. sierpnia 1977 roku: ,,Bardzo wiele prac, szczególnie przy wnoszeniu ciężkich betonowych płyt pod siedzenia na trybunach wykonują pracownicy poszczególnych leszczyńskich zakładów pracy w czynie społecznym. Wyróżnili się tu również pracownicy Urzędu Wojewódzkiego w Lesznie''. Notatka jest opatrzona zdjęciami młodych mężczyzn pochłoniętych machaniem łopatą, czy przenoszeniem materiałów budowlanych. Wszyscy uśmiechają się od ucha do ucha. Wszyscy ubrani są w garnitury i krawaty.

Łzy towarzysza

Notable wylądowali w Poznaniu. Potem przesiedli się do samochodów i ruszyli w gospodarski objazd po województwie leszczyńskim. Na ich szlaku znalazła się między innymi Święciechowa. We wsi byli zaledwie pięć minut, może odrobinę dłużej. Owe pięć minut zmieniło jednak życie Ireny Pazoły, szefowej miejscowego Koła Gospodyń Wiejskich. – Gierek i Jaroszewicz zachowali się bardzo fajnie, a nie jak ciapy jakieś. Byli bardzo grzeczni - śmieje się pani Irena. Święciechowa obchodziła wtedy 700-lecie istnienia, a wizyta notabli miała być wyróżnieniem. O mały włos, a na mieszkańców spadłoby wyróżnienie jeszcze większe. – Mówiło się, że będę starościną dożynek. Ale był warunek, żebym zdjęła z mojego domu figurę Matki Boskiej. Nie chciałam, więc ostatecznie starościną nie zostałam – wspomina pani Irena. Na pocieszenie wyznaczono ją, by powitała gości na rynku swojej miejscowości. Z tego czasu zachowało się kilka fotografii. Te z kroniki Święciechowy są nie najlepsze. Widać tłum ludzi, gdzieś także fragment czarnego samochodu, którym przyjechali goście. O wiele lepsze są fotografie przechowywane w Archiwum Państwowym. W środku wianuszka gapiów stoi Gierek i odświętnie ubrana kobieta. Towarzysz ściska jej dłoń i coś mówi. Na kolejnej fotografii to kobieta coś tłumaczy, a Gierek rozkłada ręce. O czym była wówczas mowa? Pani Irena nie potrafi już dokładnie powiedzieć. Pamięta jednak, że powitanie było wyjątkowe. – Powiedziałam podobno pięknie. Gierek to nawet łzy miał w oczach. Zaprosił mnie do Warszawy. Byłam tam z innymi gospodyniami. Zwiedzałyśmy sejmy, nie sejmy… Było pięknie. Ech, te czasy już nie wrócą – macha ręką pani Irena. Notable szybko zapakowali się do samochodów i tyle ich w Święciechowie widziano. O Irenie Pazole pisały gazety. A potem została członkiem Komitetu Odbudowy Miasta Krakowa z Leszna i powiatu leszczyńskiego.

Fundamencie władzy ludowej

Tak więc pogoda tego dnia ludzi nie rozpieszczała. Stadion żużlowy zapełnił się jednak do ostatniego miejsca. Wszystko zostało precyzyjnie zaplanowane. Mieszkańcy i goście dostawali zaproszenia w różnych kolorach. Jedne pozwalały siedzieć bliżej notabli, inne kierowały na dalsze sektory. A na murawie trwały pokazy w starym socjalistycznym stylu. Przed widownią prężyły się w wystudiowanych układach setki gimnastyków. Wyciągali w deszczowe niebo ręce z kolorowymi planszami, ustawiali się w koła, łapali się ze ręce… Nie zabrakło też zespołów ludowych, a wszystko pod okiem kamer telewizyjnych. Dożynki były transmitowane. Główne przemówienie wygłosił premier Jaroszewicz. Mówił o pięknym regionie, którego gospodarni i pracowici mieszkańcy mieli wielki wkład nie tylko w walkę o polskość i wyzwolenie narodu spod okupacji hitlerowskiej, ale – jakże by inaczej! – w utrwalanie ludowej państwowości i budowę socjalizmu. Potem towarzysz wpadł na mieliznę statystyk, wyliczeń, narzekań i przestróg. Zakończył jednak z charakterystycznym dla epoki przytupem: ,,Chwała ludziom rolniczego trudu! Niech żyje i umacnia się sojusz robotniczo-chłopski – fundament władzy ludowej! Niech żyje i rozkwita nasza socjalistyczna ojczyzna!'' – popłynęło z głównej trybuny.
Święto miało jednak także inny, bardziej ludzki wymiar. Wokół stadionu stanęły budy, w których można było zrobić zakupy, coś zjeść. Z okazji dożynek wydano też setki, jak byśmy dziś powiedzieli, gadżetów. Do rąk ludzi trafiały chusty, medale, odznaki, a nawet butelki oranżady z logo imprezy. – Było wówczas wiele elementów propagandowych. Leszno jednak na dożynkach naprawdę zyskało, a ludzie zasługiwali na to wyróżnienie – przekonuje Edmund Jankowski.

Starościna

Wróćmy na chwilę do uśmiechniętej kobiety w białej garsonce. To starościna dożynek Apolonia Olejniczak. Dziś tak jak wówczas mieszka z rodziną w Starej Krobi. – Chce pan rozmawiać o dożynkach? Proszę przyjechać. Będę przez cały dzień w domu. Jestem już emerytką – słyszę w słuchawce telefonu. Drzwi otwiera starsza, elegancka kobieta. Prowadzi mnie do pokoju, gdzie na stole leżą zdjęcia z tamtego czasu. Najważniejszy jest jednak zeszyt w twardych okładkach. Tu jest wszystko. – Chce pan posłuchać na temat dożynek? – pyta. Po chwili otwiera kajet i czyta. Wolno i wyraźnie, z wystudiowaną dykcją. ,,To były trudne żniwa. Zboże skoszone stało w mendlach i miast schnąć, mokło''. I dalej o wyborze na starościnę, zaskoczeniu, o tym, że wieś zyskała drogę dojazdową, a rodzina Olejniczaków komplet srebrnych sztućców na sześć osób (- Potem to proszę pana było wiele plotek. Ludzie mówili, że Gierek dał nam czarną limuzynę, że dostaliśmy bydło. Ale to wszystko nieprawda), wreszcie o samym Gierku (- Wywarł na mnie pozytywne wrażenie. Nie miał w sobie pychy, nadętej pozy, jaką mają rządzący. Było chłodno. Okrył mnie płaszczem). Początkowo starostą miał być mąż pani Apolonii, stary peeselowiec, który za Stalina siedział w więzieniu. Ale partyjni decydenci doszli do wniosku, że to zbyt duże ryzyko. Starostą został członek partii - Edmund Apolinarski, dyrektor Państwowego Ośrodka Hodowli Zarodowej w Osowej Sieni, ( - Dobry człowiek, nic do niego nie mamy), a starościną przedstawicielka ZSL – pani Apolonia.
Rozmowa dobiega końca. Jeszcze tylko kilka zdjęć w domu, gospodarstwie i zaczynam się żegnać. Pani Apolonia nieco dłużej przytrzymuje mnie za rękę i pyta – w jaki sposób zamierzam pisać o dożynkach. – Bo, wiem pan. Różnie się teraz mówi. A my przez całe życie staraliśmy się dobrze żyć i rzetelnie pracować. Dla siebie i dla Polski. Nie jesteśmy żadną postkomuną – mówi.

Kilka liczb

Pojawiło się w Lesznie przy okazji Centralnych Dożynek:
- 800 miejsc konsumpcyjnych (stołówka na Prochowni, restauracja Parkowa);
- 8 kilometrów nowych dróg;
- 150 nowych punktów oświetlenia ulicznego;
- odnowiono 230 budynków ponad założony plan;
- rozbudowano stadion imienia Alfreda Smoczyka (trybuny, wieża sędziowska).

Przy pisaniu tekstu korzystałem z zasobów Archiwum Państwowego w Lesznie oraz książki Macieja Gryfina, Dożynkowy wieniec (Wydawnictwo Poznańskie 1977).

Łukasz Zalesiński Łukasz Zalesiński

Komentarze (1)

avatar
avatar
bodek (gość)

Byłem małym chłopcem ale dobrze pamiętam że Gierek i Jaroszewicz wylądowali helikopterem we wsi Osowa Sień na łące obok nowo wybudowanych bloków po przywitaniu z dr.Apolinarskim wsiedli w wołgi i ruszyli w objazd po terenie ,był jeszcze jeden helikopter z ekipą filmową która zanim odleciała przez jakiś czas krążyła nad wsią filmując pamiętam bo nisko latali i było doskonale widać a miałem wtedy 6 lat.

Wybierz kategorię