Kazimierz Pałasz, prezydent Konina, który figuruje w katalogu osób publicznych IPN jako tajny współpracownik Służby Bezpieczeństwa o pseudonimie "Edward", wynajął kancelarię adwokacką z Poznania, aby reprezentowała jego ...

Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij
Kazimierz Pałasz, prezydent Konina, który figuruje w katalogu osób publicznych IPN jako tajny współpracownik Służby Bezpieczeństwa o pseudonimie "Edward", wynajął kancelarię adwokacką z Poznania, aby reprezentowała jego interesy w ewentualnym procesie lustracyjnym.

Postępowanie takie z urzędu może wszcząć prokurator Biura Lustracyjnego poznańskiego oddziału IPN, o ile uzna, że prezydent skłamał w oświadczeniu lustracyjnym. Kazimierz Pałasz nie przyznał się bowiem do współpracy z SB. Tymczasem w kartotekach dawnych spec-służb prezydent figuruje jako "skrzynka adresowa" oraz TW "Edward". Ale tylko w kartotekach, bo jego teczkę SB zniszczyło w 1990 roku.

Sprawa jest dosyć zagadkowa, bo w latach, w których esbecja miała rzekomo wykorzystywać Pałasza, był on członkiem PZPR. Tymczasem tajna instrukcja 006/70 obowiązująca SB od 1970 roku mówi wyraźnie, że nie wolno pozyskiwać do współpracy członków PZPR. Wyjątek stanowiły uzasadnione operacyjnie przypadki, ale wtedy trzeba było mieć zgodę I sekretarza KW PZPR lub kierownika właściwego wydziału KC partii.

Informacje o zawartości katalogów IPN lustrowanych samorządowców wywołały szok i niedowierzanie. Sam prezydent nie chce już na ten temat rozmawiać.
- Wydałem oświadczenie i nie mam nic więcej do powiedzenia - stwierdził.
Za kłamstwo lustracyjne grozi utrata stanowiska. Sąd może również orzec zakaz kandydowania w wyborach i sprawowania funkcji publicznych nawet na 10 lat.

Poseł Elżbieta Streker-Dembińska z SLD nie wierzy w agenturalną przeszłość prezydenta Pałasza. Posądzanie go o współpracę z SB to dla niej przede wszystkim ogromne zaskoczenie. Osoby piastujące wysokie urzędy publiczne są bowiem niezwykle skrupulatnie sprawdzane. Muszą one uzyskać certyfikat dostępu do informacji tajnych i poufnych. Pałasz również przeszedł taką procedurę.

- To są bardzo szczegółowe kontrole. Przechodziłam je kiedy byłam starostą powiatu konińskiego – mówi posłanka. Zdaniem konińskiej parlamentarzystki to jednak dopiero pierwszy etap ujawniania zapisów IPN.

- Biuletyny dotyczą kolejnych grup funkcjonariuszy. Najgorsze jest to, że osoby, które czują się zniesławione, nie mają nawet kogo zaskarżyć. Nie istniej bowiem żadna instytucja, która byłaby spadkobiercą SB. Istniejące przepisy uniemożliwiają sprawdzenie każdemu, czy w archiwach IPN istnieją jakieś dokumenty na jego temat. To pokłosie IV RP, czyli szczucia ludzi na ludzi – mówi Streker - Dembińska.

- Każdy może złożyć do IPN wniosek o dostęp do akt, które go dotyczą, ale nie otrzyma wszystkich materiałów, jeśli okaże się, że był tajnym współpracownikiem - wyjaśnia Andrzej Arseniuk, rzecznik IPN. - Publikacja katalogów jest zapisana w ustawie, bo tak uchwalił to parlament. Nie ma w tym żadnej dobrej, czy złej woli.

Samo umieszczenie jako TW w katalogu IPN jeszcze nie przesądza o tym, że ktoś jest kłamcą lustracyjnym. Takiej osobie trzeba udowodnić, że jego współpraca była tajna i świadoma oraz wiązała się z operacyjnym zdobywaniem informacji przez służby specjalne.

Wiadomości Poznań, Wydarzenia Poznań

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!