Mroczny Poznań - Zabójstwo córki Eleni. Wszyscy płakali razem z nią

W przyszłym roku minie 20 lat od tragicznej śmierci Afrodyty Tzoka. Śmierć 17-latki wstrząsnęła wszystkimi. Cały Poznań płakał razem z jej matką, Eleni. A później cały Poznań w zdumieniu słuchał o tym, jak przebaczyła zabójcy.

O wyroku dla zabójcy Afrodyty informował  "Express Poznański":  Łzy toczyły się po policzkach Eleni oraz Piotra, zabójcy

O wyroku dla zabójcy Afrodyty informował "Express Poznański": Łzy toczyły się po policzkach Eleni oraz Piotra, zabójcy (© Archiwum)

- Moi rodzice zawsze byli dla mnie przykładem. W ich życiu dominowała miłość do człowieka. Kiedy doszło do tragedii, nie miałam innego przykładu. Analizowałam, dlaczego doszło do takiego dramatu, szukałam przyczyn. Uważam, że najpierw trzeba rozpocząć od siebie. Od tego, gdzie my, dorośli, popełniliśmy błąd, co przeoczyliśmy, co przegapiliśmy? Myślę, że ta miłość do człowieka pozwoliła mi wybaczyć mordercy. Jestem osobą wierzącą, więc i z tego względu był to dla mnie ważny gest - mówiła Eleni w wywiadzie dla "Głosu".

A jednak do dziś wielu osobom trudno uwierzyć, że będąc w bólu po zmarłej córce, zadzwoniła do matki zabójcy. Powiedziała: - Straciłyśmy dzieci - i przebaczyła Piotrowi G.

Uprowadzona?
22 stycznia 1994 roku w mediach pojawił się komunikat o zaginionej 17-latce. Nazwisko Tzoka wszyscy od razu skojarzyli ze znaną piosenkarką.

Jej córka nie pojawiła się w domu od 20 stycznia. Tego dnia ktoś zadzwonił do Eleni i zażądał pieniędzy za uwolnienie dziewczyny. Wskazówki dotyczące przekazania okupu miał przekazać podczas następnej rozmowy. Rozmowy, która się nie odbyła. Porywacz więcej się nie odezwał… A policja już szukała dziewczyny - Eleni od razu po telefonie od porywacza zaalarmowała, że ktoś uprowadził jej córkę. Wtedy jeszcze nikt nie przewidywał takiej tragedii…

Policja szybko ustaliła, kto mógł stać za zniknięciem Afrodyty. Wszystkie tropy wskazywały na 21-letniego wówczas Piotra G.
∨ Czytaj dalej



Śledczy dowiedzieli się, że w dniu porwania Afrodyta ostatni raz była widziana przed swoją szkołą - wsiadła tam do samochodu, który prowadził Piotr G. Był to jej były chłopak. Chłopak, o którym mówiła koleżankom, że ta znajomość może się źle skończyć. Piotr G. był zaborczy, a Afrodyta otwarta na świat i nowe znajomości…

CZYTAJ: Zabójstwo na Orła Białego. To była toksyczna miłość. Sławomir Pawlik nadal poszukiwany



Piotr G. został zatrzymany 21 stycznia. Początkowo nie przyznawał się do winy. Kluczył, mylił podawane przez siebie fakty, niejasno tłumaczył przebieg wydarzeń. Przyznał, że pojechali razem do Przybrodzina, ale przekonywał, że Afrodyta obraziła się i postanowiła sama wracać do Poznania. Miała pójść na przystanek, wsiąść do autobusu… Nikt jednak nie potwierdził jego wersji. Wreszcie mężczyzna przyznał: - Zabiłem ją.

22 stycznia, kiedy w mediach pojawił się komunikat o zaginięciu Afrodyty, policjanci przeczesywali las w okolicach Przybrodzina. Tego dnia znaleziono ciało Afrodyty. Nastolatka została zamordowana. Otrzymała dwa strzały: w głowę i serce.

Zamordowana
Policja ustaliła, że Piotr G. - jeszcze przed zniknięciem Afrodyty - nielegalnie kupił broń, walthera z tłumikiem i 25 sztuk amunicji. Wszystko więc wskazywało, że nie działał w afekcie. Zaplanował zbrodnię. Najpierw kupił broń, później, wykorzystując nową dziewczynę, umówił się z Afrodytą.

Widząc dziewczynę, Afrodyta nie bała się wsiąść do auta byłego chłopaka. W Przybrodzinie jednak nowa dziewczyna Piotra G. została w aucie ("narzeczony" kazał jej słuchać radia), a Piotr G. i Afrodyta wysiedli "aby omówić pewne sprawy".

Jak wyjaśniał Piotr G. (po przyznaniu się do zabójstwa), po rozmowie z Afrodytą, dał jej broń i zażądał, by strzeliła. Ona jednak nie chciała - oddała mu pistolet. Wtedy Piotr G. wymierzył w nią. Strzelił w jej skroń, później w serce. Następnie założył kaptur na głowę Afrodyty, zwłoki przykrył igliwiem i wrócił do auta. Telefon z żądaniem okupu wykonał - jak tłumaczył - aby odsunąć od siebie podejrzenia.

Po zerwaniu stała się radośniejsza, odżyła. Ale Piotr G. nie mógł o niej zapomnieć. Zastrzelił Afrodytę



Później Piotr G. zaczął kręcić, zmieniał wyjaśnienia. Mówił, że Afrodytę zastrzelił Rosjanin. W sądzie przekonywał, że Afrodyta przypadkowo się postrzeliła, a on ją tylko litościwie dobił, a nawet, że razem mieli się zabić, ale on nie dał rady...

Odkryj Mroczny Poznań: Więcej historii z dreszczykiem



Ona i On
Afrodyta miała 13 lat, gdy poznała Piotra G. Na początku nie było między nimi konfliktów: rozpoczęły się, gdy dziewczyna dostała się do liceum plastycznego, a Piotr G. przerwał edukację w zawodówce (mimo braku wykształcenia miał opinię bardzo inteligentnego i oczytanego). Jak wspominała później Eleni, mówił, że tylko on będzie chłopakiem Afrodyty. Nie mogła mieć koleżanek ani kolegów.

Zerwali jesienią 1993 roku. Znajomi mówili, że wtedy stała się radośniejsza, że po prostu odżyła. Ale Piotr G. nie mógł o niej zapomnieć.

31 maja 1995 roku Sąd Wojewódzki w Poznaniu skazał go na 25 lat więzienia. Była to w tamtym czasie najsurowsza kara - kary śmierci już nie orzekano, dożywocia jeszcze nie wprowadzono. 13 grudnia, po rozprawie w Sądzie Apelacyjnym, wyrok stał się prawomocny.
W lesie koło Przybrodzina, w miejscu, gdzie znaleziono ciało Afrodyty, stanął krzyż z napisem: "Zgasłaś jak promień słońca. Zniknęłaś jak sen złoty".

Mroczny Poznań na Facebooku. Sprawdź!

Więcej na temat

Komentarze (2)

avatar
avatar
precz z śmieciem (gość)

Śmierdzące g, Piotr powinien sczeznąć. To jest śmieć. Śmieciom się nie wybacza, ale utylizuje. Pies tego śmiecia nawet nie dotknie. Na wieki przeklęty śmieć.

Wybierz kategorię