- Gdyby nie lekarze z Kalisza, moje dziecko mogłoby umrzeć - mówi Żaneta Biadała z Korzkiew, matka 5 - letniej Oli, którą ordynator oddziału dziecięcego w Pleszewie odprawił do domu z zaleceniem wizyty u psychologa, ...

Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij

- Gdyby nie lekarze z Kalisza, moje dziecko mogłoby umrzeć - mówi Żaneta Biadała z Korzkiew, matka 5 - letniej Oli, którą ordynator oddziału dziecięcego w Pleszewie odprawił do domu z zaleceniem wizyty u psychologa, mimo iż dziecko miało boleści brzucha. Gastrolog z Kalisza rozpoznał skręt jelit.


Matka 5-letniej Oli z Korzkiew jest zbulwersowana postawą dr Janusza Rataja, ordynatora oddziału dziecięcego Pleszewskiego Centrum Medycznego, który zamiast zająć się jęczącą z bólu córeczką, odesłał ją z dzieckiem do poradni psychologicznej. - W sobotę wieczorem mała dostała tak silnych bólów brzucha, że momentami traciła świadomość - mówi Żaneta Biadała. - Zarzuciłam dziecku tylko kurtkę i natychmiast z mężem pojechaliśmy na pogotowie. Tam lekarz zdecydował, że Olę należy pozostawić w szpitalu. Przez dwa dni nie zrobiono jej żadnych badań. Dyżurny chirurg też niczego nie wykrył. Zlecono jej tylko kroplówki.
Dopiero w poniedziałek Olę przetransportowano na badanie ultrasonografem. Wezwany chirurg niczego nie stwierdził. Wyrostek i węzły chłonne według opinii lekarzy były w porządku. Tymczasem dziewczynka przez cały czas narzekała na bóle brzucha. Zaniepokojona matka prosiła lekarzy i pielęgniarki o zajęcie się małą pacjentką.

- Byłam już nerwowo wykończona tą sytuację, bo Ola przez cały czas narzekała na bóle brzucha, które występowały u niej z przerwami, ale lekarze nie podejmowali żadnych działań. W końcu sprowadzili panią psycholog, która orzekła, że bóle brzucha u dziecka są na tle nerwowym.
Na drugi dzień podczas porannego obchodu dr Rataj zbadał dziewczynkę. - Naciskał palcami jej brzuch i za każdym razem córka odczuwała ból, a na dotyk reagowała syknięciem - mówi matka. - Po badaniu stwierdził, że zostanie wypisana do domu, a mnie polecił bym zmieniła lekarza na psychologa, bo dziecko jest tylko nerwowe a nie chore. Po czym odwrócił się na pięcie i wyszedł z sali. Szpital opuściłam z płaczącym z bólu dzieckiem. Sama też płakałam, ale ze złości, że w szpitalu, który podobno uchodzi za najlepszy w kraju, zostałam w ten sposób potraktowana przez lekarza.
W karcie informacyjnej jaką matka dziecka otrzymała przy wypisie ze szpitala napisano, że ,,biorąc pod uwagę wywiad, badanie przedmiotowe, można podejrzewać tło psychogenne w/w objawów. Z tego względu konsultowana przez psychologa. Wypisana w stanie dobrym do domu’’. Zalecono jej hydroxizinę 3x5 ml przez pięć dni oraz wizytę w poradni psychologicznej.

Biadałowie prosto ze szpitala w Pleszewie udali się do Kalisza z wizytą do gastrologa. Ten skierował dziecko do szpitala. W szpitalu przy Toruńskiej pobrano jej krew do badań i przystąpiono do rutynowych czynności. Wykonano USG. Podczas badania brzucha Oli, lekarka wyczuła pod palcami dziwne zgrubienie. Zwołano konsylium. Lekarze stwierdzili u dziewczynki wgłobienie jelita cienkiego. Potrzebna była operacja. - Okazało się, że córka ma skręcone jelito, w którym był już stan zapalny, powiększone węzły chłonne i zatkany odbyt. Ból był tak wielki, że musieli jej podać morfinę. Gdyby nie podjęto wówczas decyzji o natychmiastowej operacji, dziecko zmarłoby wskutek zapalenia otrzewnej - mówi ze łzami w oczach matka dziewczynki.
Żaneta Biadała jest oburzona postępowaniem Janusza Rataja, który nie miał odwagi przyznać się do błędu i nie przeprosił jej za całe zajście, nawet za to, że wyrzucił z oddziału jej męża. Uczynił to za niego dr Ryszard Bosacki. Straciła też pracę, bo musiała trwać w szpitalu przy chorym dziecku i pracodawca nie przedłużył z nią umowy o zatrudnieniu.

Biadałowie żyją teraz tylko z pensji męża, który zarabia 900 złotych. Muszą za to utrzymać trzy córki i siebie, ale nie zdecydowali się jeszcze skierować sprawy do sądu. - Wgłobienie nie wystąpiło w ciągu jednego dnia. Musiało już być od soboty, kiedy przywieźliśmy Olę do szpitala w Pleszewie.
Mam dwa różne wypisy ze szpitali, które się wzajemnie wykluczają i potwierdzają moją hipotezę. Prawnik będzie umiał wykorzystać to w sądzie.
Dr Janusz Rataj nie chciał z nami rozmawiać

Wiadomości Poznań, Wydarzenia Poznań

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!