Manuel Arboleda nie dotrwał do końca wczorajszego treningu Manuel Arboleda nie dotrwał do końca wczorajszego treningu

Manuel Arboleda nie dotrwał do końca wczorajszego treningu (© Andrzej Szozda)

Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij

W niedzielę w Białymstoku lechici przełamali passę trzech meczów bez wygranej i awansowali na piąte miejsce w tabeli. Jeśli marzą o skutecznym pościgu za niepokonaną dotąd krakowską Wisłą, muszą przełamać się... także na własnym boisku.

Te statystyki są zadziwiające. W ekstraklasie Lech nie wygrał na własnym stadionie od ponad czterech miesięcy. 15 maja w 84. minucie pojedynku z Lechią Gdańsk, Robert Lewandowski zdołał pokonać Pawła Kapsę. Ten mecz był prawdziwą „drogą przez mękę”, ale dzięki tej bramce Kolejorz po raz ostatni zainkasował trzy punkty. Potem na Bułgarskiej poznaniacy zremisowali 2:2 z Cracovią, a w dwóch spotkaniach obecnego sezonu we Wronkach przegrali z Polonią Warszawa 2:4 i zremisowali z GKS Bełchatów 2:2.

Mówi się, że o sile i charakterze drużyny świadczą wyniki na wyjazdach. Te akurat ma Lech bardzo dobre, więc trudno wytłumaczyć tę słabość, gdy nasz zespół występuje w roli gospodarza.

– W kilku meczach było widać, że nasi gracze byli pewni, że nawet z najgorszej opresji uda im się wyjść obronną ręką. Liczyli, że losy meczu same się jakoś odmienią. Jeden patrzył na drugiego, czekał na indywidualną akcję czy strzał kolegi i nagle okazywało się, że wygrać się już nie da. W Białymstoku widać jednak już było prawdziwy kolektyw. Trzeba z Odrą zagrać z takim samym zaangażowaniem jak od 20. minuty meczu z Jagiellonią – mówi Marek Pogorzelczyk, dyrektor sportowy Lecha.

W sobotę we Wronkach dojdzie do bardzo ciekawej konfrontacji bramkarzy. Wiele mówiło się bowiem przed sezonem, że do Lecha trafi rodowity poznaniak Adam Stachowiak lub Grzegorz Kasprzik. Poważnym kandydatem był również Rafał Gikiewicz z Jagiellonii. Ostatecznie Kolejorz wybrał Kasprzika, który na tle Gikiewicza spisał się bardzo dobrze. W Białymstoku wszyscy mieli pretensje do bramkarza za utratę drugiej bramki, która pozwoliła poznańskiemu zespołowi jeszcze przed przerwą wrócić do gry.

Stachowiak też gra „w kratkę” jak zresztą cały zespół Odry, który potrafi pokonać Legię i na wyjeździe Lechię Gdańsk, by potem przegrać z Polonią Bytom czy Koroną Kielce. Raz wybierany jest do jedenastki, a tydzień później w efekcie jego banalnego błędu, wodzisławianie tracą gola. Głównym zmartwieniem trenera Lecha Jacek Zielińskiego są urazy podstawowych graczy.

Tomasz Bandrowski, który z powodu kontuzji kręgosłupa nie pojechał do Białegostoku, trenuje jeszcze indywidualnie i jego występ w sobotę jest bardzo wątpliwy. Niestety, do końca wczorajszego treningu nie dotrwał Manuel Arboleda. W końcówce zajęć po oddaniu strzału Kolumbijczyk poczuł ból mięśnia czworogłowego i musiał zejść z boiska. Nie wiadomo jeszcze, jak poważna jest to kontuzja. Środkowi obrońcy to towar deficytowy. Zlatko Tanevski przechodzi rehabilitację, a Grzegorz Wojtkowiak, który po kontuzji powinien zagrać kilka spotkań w zespole Młodej Ekstraklasy, ostatnio miał problemy z mięśniem łydki. Nie można więc liczyć na to, że wyjdzie na boisko przeciwko Odrze. Co prawda na środku obrony mogą w awaryjnym przypadku zagrać Ivan Djurdjević albo Dimitrije Injać, ale historia uczy, że gdy występują na tej pozycji, brakuje im pewności siebie i zgrania z kolegami.

Wszystko wskazuje więc na to, że choć wielu rekowalescentów trenuje już na pełnych obrotach z drużyną, będziemy musieli jeszcze trochę poczekać na początek prawdziwej rywalizacji o miejsce w podstawowym składzie.

Wiadomości Poznań, Wydarzenia Poznań

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!