Film „Gold” to nie moralitet, ani lekcja ekonomii. To opowieść o tym, ile naprawdę kosztuje podążanie za marzeniami.

Gorączka złota to wdzięczny kinowy samograj. I choć temat najlepsze czasy ma już za sobą, film „Gold” jest dowodem na to, że warto raz jeszcze dmuchnąć złotym pyłem w oczy widzów.

Najlepsze czasy ma za sobą również rodzinna firma głównego bohatera Kenny’ego Wellsa. W momencie, w którym go poznajemy, spadkobierca gigantów branży wydobywczej częściej niż do ksiąg rachunkowych zagląda do butelki. Ogarnięty obsesją i upojony alkoholem chwyta się ostatniej deski ratunku: postanawia zawierzyć swoim sennym marzeniom.

Amerykański przepis na sukces scenarzyści (Patrick Massett i John Zinman) oraz reżyser (Stephen Gaghan) ogrywają w niemiłosiernie gorzki sposób. Oto zalany w trupa Wells (Matthew McConaughey) spotyka się z lekko przygasłą gwiazdą przemysłu wydobywczego, Michaelem Acostą (Edgar Ramírez). To ten drugi jest złotym chłopcem, sprawnym biznesmenem. I to on wbrew zdrowemu rozsądkowi i wszelkim regułom zawierza swoją przyszłość hazardziście i szaleńcowi. Kontrakt podpisują na serwetce z pierwszej lepszej knajpy. Razem jadą do Indonezji, by tam szukać szczęścia i góry złota, ze zmiennym powodzeniem.

Nadzwyczaj ekspresyjny McConaughey i powściągliwy w aktorskiej sztuce Ramírez to dobrze dobrany duet, który angażuje całą uwagę. Musi, bo postaci drugoplanowe to jedynie dodatek do dramatu rozgrywającego się między głównymi bohaterami i bezlitosnym biznesem.

„Gold” zrealizowany jest z hollywoodzkim rozmachem. Zdjęciowy przepych (Nevada, Nowy Jork, Meksyk, Indonezja, Bangkok), szaleńcze tempo akcji i zawrotne sumy, którymi operują bohaterowie - wszystko to sprawia, że gorączka złota udziela się widzom.

Ale tak naprawdę nie ona jest tu najważniejsza. „Gold” opartao na słynnym wielomiliardowym przekręcie, w którym uczestniczyli John Felderhof i Michael de Guzman. Film to pretekst do pokazania świata finansjery, którego próżno szukać choćby w „Wilku z Wall Street”. Z ekranu pada, choć banalne, to jednak bardzo prawdziwe zdanie o tym, że potęgi Ameryki nie zbudowały „sztywniaki w garniturach”, ale ludzie, którzy nie bali się zakasać rękawów i ubrudzić rąk.

„Gold” nie jest moralitetem, ani lekcją ekonomii. Jest przypowieścią o tym, jak stawiając wszystko na jedną kartę można zagrać na nosie całemu - wyliczonemu do ostatniego dolara i zaplanowanemu - światu. Jeśli Gaghan chciał w nienachalny sposób opowiedzieć o drugiej stronie medalu zwanego amerykańskim snem, to udało mu się to całkiem nieźle.

GOLD - zwiastun PL


Gold, 2016
reż. Stephen Gaghan
wyk.: Matthew McConaughey, Edgar Ramírez
premiera: 17 marca 2017



Zostaw e-mail, a my dostarczymy Ci najświeższych informacji

Czytaj także

    Komentarze (0)

    Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

    Zaloguj się / Zarejestruj się!

    Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!