Lenny Kravitz występem w Trójmieście zakończy trasę promującą jego 10. krążek w karierze pt. "Strut". 50-letni wokalista dał niezapomniany szoł.

Ergo Arena zapełniała się fanami już od godz. 18.00, kiedy to otwarte zostały bramki. Najpierw - o godz. 19.30 - na scenie usłyszeć można było zespół polski Chłopcy Kontra Basia. Po niecałej godzinie muzycy zakończyli koncert, który został dobrze przyjęty przez publiczność. Nie po to jednak kilku tysięczna publiczność zjawiła się w Trójmieście. Lenny Kravitz wyszedł na scenę o godz. 21 i wtedy też rozpoczęło się prawdziwe rock-and-rollowe granie.



Amerykanin już na początek zaserwował utwór "Frankenstein". Podczas koncertu moliśmy posłuchać najnowszych utworów artysty, ale także tych, dzięki którym Kravitz stał się gwiazdą wielkiego formatu: "American Woman", "I Belong To You" czy "Are You Gonna Go My Way". Na finał zabrzmiał najanowszy hit Kravitza "The Chamber".

Amerykański gwiazdor to człowiek orkiestra. Piosenkarz, multiinstrumentalista, producent i aktor na drogę artystyczną skazany był w zasadzie od urodzenia. Syn czołowego producenta telewizyjnego NBC Sy'a Kravitza oraz aktorki Roxie Roker już od najmłodszych lat spędzanych w Nowym Jorku zapoznawał się z twórczością Milesa Davisa, Elli Fitzgerald, czy Duke'a Ellingtona. Kiedy rodzina Kravitza w latach 70. przeniosła się do Los Angeles, Lenny trafił do chłopięcego, prestiżowego chóru California Boys Choir. Na jego półce królowały płyty Jackson's Five, Jimmiego Hendriksa, Led Zeppelin i Boba Marley'a. Ponoć o tym, że zostanie muzykiem, zdecydował mając 5 lat.

Swoją pierwszą płytę "Let love rule" wydał w 1989 roku. Już wtedy zrobiło się o nim głośno, choć nie wszystkim podobał się muzyk z dredami do pasa, w dżinsowych dzwonach, który tak śmiało miesza przeróżne gatunki i stylistyki (jego twórczość to prawdziwa fuzja dźwięków funk, rock, pop, czy R&B). Kolejny album "Mama said" wydał w w 1991 roku, ale dopiero trzeci krążek "Are you gonna go my way" (1993) przyniósł przełom w jego karierze i kupił mu serca fanów i krytyków. Kolejne wydawnictwa sprzedawały się już w wielomilionowych nakładach, a żywiołowe single zapewniły Kravitzowi nagrody Grammy i spektakularny sukces. Nagrodę amerykańskiej Narodowej Akademii Sztuk i Techniki Rejestracji artysta otrzymał aż czterokrotnie. Krytycy w kolejnych latach docenili hity "Fly Away", "American Woman", "Again" oraz "Dig In".

Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij

Zostaw e-mail, a my dostarczymy Ci najświeższych informacji


Czytaj także

Komentarze (5)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Karo (gość)

"Polish womenS are better" ;o Co jak co ale trochę wstyd robić błąd w takim podstawowym słowie ;p Koncert rewelacyjny!!! Lenny i zespół dali czadu,wielkie ukłony dla muzyków,którzy zaprezentowali ogromnie wysoki poziom swoich umiejętności,no i oczywiście dla niepowtarzalnego wokalisty jakim jest Kravitz.Niestety, patrząc po publiczności,niektórzy pomylili miejsca,bo wybrali się na piknik....pełno rozlanego piwa i resztek jedzenia na płycie Ergo Areny...równie dobrze mogli obejrzeć transmisję online... :D

LennyTheBest (gość) (Agnieszka )

Dla mnie mogliby "gwiazdorzyć" jeszcze dłużej. Cały zespół zasługiwał na długie solówki, improwizacje i przerywniki. Widać, że sprawia to im przyjemność i nie chcieli "odpękać" koncertu. Występ bardzo udany, moim zdaniem jeszcze lepszy niż w Atlas Arenie w Łodzi. Czekam na kolejny koncert, niesamowite wrażenia i muzyka na najwyższym poziomie, a fani nie zawiedli, chociaż niektórych powinno nazywać się bydłem. Nie mówię już o przepychankach i "zajmowaniu miejsca", ale stanie w kolejce po piwo, gdy gra już artysta to brak kultury i buractwo. Mogli iść do baru, nie na koncert, skoro bez piwa nie mogli stanąć na płycie czy usiąść na trybunach.

Agnieszka (gość)

Byłam na tym koncercie i niestety jestem bardzo bardzo zawiedziona. Za mało grania za dużo gwiazdorzenia. Do tego stopnia jestem zniesmaczona że dziś wracając kilka godzin z Gdańska do domu nie miałam ochoty słuchać Lenego. Do tego brak uruchomionych ekranów na ergo arena. Niestety nie doczekalam końca koncertu. Porażka a szkoda bo bardzo lubię jego muzykę