Na zdjęciu z 1919 r Na zdjęciu z 1919 r

Na zdjęciu z 1919 r. poznańscy ułani defilują przed Komendą Miasta, przy której mieścił się Carlton.

Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij

Tadeusz Bilażewski zginął na froncie wschodnim w niewyjaśnionych okolicznościach. Jego brata Zdzisława zastrzelili wojskowi z Poznania. Czy mordercami byli ci sami ludzie? O rodzinie Bilażewskich z Ogrodowej ...

Tadeusz Bilażewski zginął na froncie wschodnim w niewyjaśnionych okolicznościach. Jego brata Zdzisława zastrzelili wojskowi z Poznania. Czy mordercami byli ci sami ludzie?





O rodzinie Bilażewskich z Ogrodowej 11 zawsze mówiono jako o pechowej. Jak wspomina Zbigniew Zakrzewski w ,,Ulicami mojego Poznania’’ śmierć obu braci przez cały okres międzywojnia budziła żywe dysputy i komentarze. O ile przyczyn zgonu pierwszego z braci nigdy do końca nie wyjaśniono, o tyle zabójstwo Zdzisława Bilażewskiego uznano za działanie w obronie honoru żołnierza, a winnych uniewinniono.

Pechowy rok 20.

Front wschodni. Okolice Horyni na Białorusi. 15. pułk ułanów Wielkopolskich zakłada swój obóz. Karne plutony elitarnej jednostki odpoczywają. Konie pasą się na pobliskiej łące. - W pewnej chwili usłyszałem strzał - zeznał później jeden z ułanów. Opodal znaleziono ciało porucznika Tadeusza Bilażewskiego. - To było samobójstwo - twierdziła zgodnie kadra pułku. Czy naprawdę?

Wojskowi mieli pecha, bo ojcem Tadeusza był znany poznański prokurator - Jerzy Bilażewski. To on chcąc wyjaśnić sprawę śmierci syna zaczął szukać prawdy. Rok później sprawa porucznika trafiła przed poznański sąd. Zdaniem skarżącego kadrę 15. Pułku Ułanów w czasie kampanii polsko-bolszewickiej dochodziło do malwersacji finansowych. Między innymi ułani mieli handlować transportami koni przeznaczonymi dla wojska. Według prokuratora na trop tej afery wpadł porucznik Bilażewski. On też miał paść ofiarą kolegów obawiających się, że sprawa wyjdzie na jaw. To było morderstwo - dowodził.

Na ławie oskarżonych zasiadł między innymi pułkownik Władysław Anders - ówczesny dowódca pułku. Powołani przez obronę eksperci wskazywali wprawdzie na niejednoznaczne okoliczności śmierci porucznika, ale dowodzili, że było to samobójstwo wywołane depresją na skutek choroby wenerycznej. Ta argumentacja trafiła do przekonania sędziów i oskarżonych uniewinniono. Oczywiście z tym faktem nigdy nie pogodziła się rodzina Bilażewskich i skutkowało to następnymi tragicznymi wydarzeniami w 1923 roku.

Kłótnia i zabójstwo

Był styczeń 1923. W Carltonie przy placu Wolności - ulubionej winiarni poznańskich ułanów panował tłok. Przy jednym ze stolików zasiadło kilku żołnierzy popijając wino. W pewnej chwili do restauracji wszedł Zdzisław Bilażewski - młodszy brat Tadeusza. Od tej pory wydarzenia potoczyły się lawinowo. Jak wynikało z zeznań świadków między Zdzisławem, a ułanami doszło do słownej utarczki. Poszło o śmierć Tadeusza. Sprawa przybierała na sile i w pewnej chwili porucznik Leon Pruszanowski wyjął broń. Padły strzały. Cztery strzały. Wszystkie okazały się śmiertelne. Oficerów zatrzymano. Pogrzeb młodego Bilażewskiego był okazją do wyrażenia niechęci wobec jak to mówiono ,,panoszących się ułanów’’. Kolejna sprawa związana ze śmiercią jednego z Bilażewskich ponownie trafiła przed sąd. Wyrok podzielił poznaniaków na długie lata.

Poznański sąd orzekł ni mniej ni więcej tylko, że zabójcy działali w obronie honoru, a jest to tym samym co obrona życia. Sąd powoływał się na kodeks honorowy i prawo żołnierzy do użycia broni w przypadku zniewagi. Ta sentencja w zestawieniu z tragedią rodziny Bilażewskich wywołała oburzenie cywilów. Sprawę jednak zamknięto raz na zawsze.

Wiadomości Poznań, Wydarzenia Poznań

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w Polityce Prywatności. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!