Sylwester Krzysztofiński z Piły stał się mimowolnym świadkiem wydarzeń jakie mają miejsce w Grecji już od przeszło tygodnia. Śmierć nastolatka, zastrzelonego przez policję wywołała falę protestów i zamieszek w całej ...

Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij
Sylwester Krzysztofiński z Piły stał się mimowolnym świadkiem wydarzeń jakie mają miejsce w Grecji już od przeszło tygodnia. Śmierć nastolatka, zastrzelonego przez policję wywołała falę protestów i zamieszek w całej Grecji, a szczególnie w jej stolicy. Sylwester Krzysztofiński w Atenach przebywa od października. Między Ateńczyków „wtopił się”, nie pierwszy raz zresztą, w poszukiwaniu pracy. Z naszą redakcją podzielił się tym, co widział na własne oczy.
Wszystko zaczęło się 5 grudnia około godziny 21. na jednej z ulic w Atenach. Na jadący radiowóz grupa młodych gniewnych chłopaków rzuciła kilka plastikowych butelek. Policjanci przejechali kilka metrów, wysiedli z auta i wdali się z chłopakami w „pyskówkę”. W którymś momencie padły trzy strzały z broni. Ktoś upadł na ziemię, a policjanci odjechali. Później okazało się, że na ulicy, w kałuży krwi, leżał 15-letni chłopak –Aleksji. Ktoś zawiadomił policję i pogotowie. Niedługo później lekarz stwierdził zgon w wyniku postrzelenia.
Zatrzymano sprawcę. Okazał się nim 37-letni policjant, ojciec dwójki dzieci. Dopiero następnego dnia, w sobotę, w wieczornych wiadomościach pojawiła się pierwsza informacja o śmierci 15-latka. Powiedziano także, iż policjant oddał trzy strzały, z czego dwa w powietrze, a jeden w dół, w asfalt. Relacja naocznych świadków była inna. Widzieli jak policjant trzeci strzał oddał bezpośrednio w pierś młodego chłopaka.
To była iskra, która przyczyniła się do wybuchu.

Jeszcze tego samego wieczora około godz. 23. w centrum Aten, na placu Syntagma, gdzie znajduje się m.in. budynek greckiego parlamentu oraz sieć drogich hoteli, pojawiła się kilkusetosobowa grupa anarchistów. Wybijali szyby w drogich sklepach, wrzucali do wnętrza koktajle mołotowa. W ciągu 15 minut zapłonęło chyba wszystko, co tylko dało się zapalić. Turyści i Ateńczycy uciekali w popłochu. Kiedy przyjechała policja, na miejscu zastała silny opór. W stronę mundurowych leciały kamienie, śmietniki i koktajle mołotowa. Walki trwały do rana.

Czytaj także

    Komentarze (0)

    Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

    Zaloguj się / Zarejestruj się!

    Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!