Po naszych ubiegłotygodniowych doniesieniach prasowych Prokuratura Rejonowa w Grodzisku Wlkp. prowadzi intensywne śledztwo w sprawie rzekomych nieprawidłowości w Domu dla Bezdomnych dzieci "Betlejemka" w Rostarzewie.

Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij
Po naszych ubiegłotygodniowych doniesieniach prasowych Prokuratura Rejonowa w Grodzisku Wlkp. prowadzi intensywne śledztwo w sprawie rzekomych nieprawidłowości w Domu dla Bezdomnych dzieci "Betlejemka" w Rostarzewie.

Dziś spodziewana jest stanowisko w sprawie "Betlejemki" ministerstwa pracy i polityki socjalnej, z którym są w kontakcie kontrolerzy poznańskiego Urzędu Wojewódzkiego.
Przypomnijmy. Kilka kobiet, które zostały wyrzucone lub same uciekły z "Betlejemki" odważyły się opowiedzieć nam o praktykach stosowanych w nim przez prowadzącego dom Wojciecha Michnikowskiego. Mówiły o biciu dzieci, psychicznym maltretowaniu, odbieraniu pieniędzy starszym osobom.
Wiadomo, że kontrolerzy Urzędu Wojewódzkiego zabezpieczyli całą dostępna dokumentację "Betlejemki". Znaleźli w niej również braki i nieścisłości, ale na razie dla dobra postępowania, nie chcą zdradzać szczegółów. - Nasi kontrolerzy cały czas pracują, korespondują z sądem w Grodzisku i innymi instytucjami, aby wyjaśnić niektóre sprawy. Być może w tym tygodniu będzie można powiedzieć coś więcej na temat tego, jaka dokumentacja jest sprawdzana i jakiego rodzaju braki w niej występują - powiedział nam wczoraj Tomasz Stube, rzecznik prasowy Urzędu Wojewódzkiego w Poznaniu.

Pisaliśmy już o tym, że niektórzy członkowie zakładający fundację prowadząca dom zostali z niej usunięci przez W. Michnikowskiego, ponieważ mieli zbyt wiele wątpliwości dotyczących finansów. Nam udało się ustalić, że były także inne wpadki finansowe. Od kilku lat W. Michnikowski nie staje w ogóle do konkursów o dofinansowanie z kasy powiatu grodziskiego, po tym, jak ponad trzy lata temu miał kłopoty z rozliczeniem się ze starostwem z przyznanych pieniędzy. Wśród dokumentów dostarczonych w ramach rozliczenia znalazły się rachunki za zakup magazynu "Playboy" i markowej odzieży. - Ostatecznie te rachunki zostały wycofane, a ten pan twierdził, że trafiły do nas przez pomyłkę - mówi skarbnik powiatu Maria Smoczyńska.
Nasze publikacje spowodowały także, że zgłaszają się do nas kolejne kobiety, potwierdzające zabrane przez nas fakty.

Barbara Fertyk przez pięć lat była pensjonariuszką " Betlejemki" i jednocześnie kucharką. Mimo że codziennie gotowała dla wszystkich, nie otrzymywała za to wynagrodzenia jak pozostali płacić za pobyt bez żadnej ulgi. Twierdzi, ze została wyrzucona za to, iż pewnego dnia dostała zapalenia korzonków i nie mogąc podnieść się z łóżka odmówiła pójścia do pracy w kuchni. - Nie opuściłam domu jeszcze przez trzy dni, Nie dostałam wtedy nic do jedzenia ani do picia - opowiada. Jako kucharka miała lepiej od innych, dostawała lepsze jedzenie, ale mówi, że dla pozostałych przygotowywała dania z przeterminowanych produktów. - Jak miała przygotować kiełbasę do zgrzania, to musiałam ją dokładnie wymyć, bo była oślizgła. A żółty ser często strasznie śmierdział, bo był zepsuty. czasami na obiad był łosoś, ale rok po terminie - wspomina B. Fertyk.
Obok "Betlejemki" W. Michnikowski stawia potężny budynek. Miał tam być ośrodek dla chorych na Alzheimera.

Wiadomości Poznań, Wydarzenia Poznań

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!