W Łodzi przybywa lecznic weterynaryjnych, które przyjmują zwierzęta przez całą dobę. Chętnych na takie usługi nie brakuje, mimo że nocne wizyty są nawet o 50 procent droższe niż dzienne.

Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij
W Łodzi przybywa lecznic weterynaryjnych, które przyjmują zwierzęta przez całą dobę. Chętnych na takie usługi nie brakuje, mimo że nocne wizyty są nawet o 50 procent droższe niż dzienne.

Coraz częściej weterynarze, niczym pogotowie, sami jadą na pomoc do cierpiącego pacjenta.

Leczenie bez stresu
Dr Rajmund Rutkowski , choć nie ma karetki i nie pędzi na sygnale, często zabiera torbę z lekami, wsiada do samochodu i jedzie w środku nocy do chorego psa lub kota.

- Opiekunowie moich pacjentów coraz dłużej pracują, dlatego wizyta po godz. 21 staje się dla nich normą - mówi dr Rutkowski. - Są też klienci, którzy zamawiają tego typu wizyty dla własnej wygody.

Coraz więcej osób chce, by weterynarz, jak lekarz pogotowia, przyjechał do ich pupila. Choroba nie wybiera, a zwierzęta - jak ludzie - mogą zaniemóc w niedzielę i w święta. Dlatego całodobowe wizyty stają się coraz bardziej popularne.

- Nocą najczęściej trafiają do nas nagłe wypadki - mówi dr Łukasz Dąbczyński z lecznicy przy ul. Rzgowskiej. - Często pomagamy psom, które mają atak padaczki albo problemy z oddychaniem. Latem mamy bardzo dużo postrzelonych z wiatrówki psów i kotów; nawet pięć przypadków w tygodniu.

W takich wypadkach opiekunowie cierpiącego zwierzaka nie liczą pieniędzy i dopłacają za nocną pomoc 50 proc. zwykłej ceny, a jeśli to wizyta z dojazdem - dodatkowo od 30 do 50 zł.

- Wielu moich klientów nie może dojechać do lecznicy. Nie mają samochodu albo ich podopieczny jest w takim stanie, że nie można go przewozić - tłumaczy jeden z weterynarzy. - Wtedy wizyta domowa jest koniecznością.

Mieszkanka Bałut Ewa Laskowicz , opiekunka kota Bonifacego i wielorasowej suczki Zuzi, chętnie korzysta z weterynaryjnych wizyt w domu. Nie tylko w nagłych wypadkach.

- Zwierzaki są u siebie, więc czują się swobodniej - tłumaczy. - Zamówiłam w ten sposób szczepienia i odrobaczenie. Sobie zaoszczędziłam czas, a pupilom zmniejszyłam stres.

Prawie jak erka
Weterynarz w ciągu jednej nocy jest w stanie pojechać do pięciu, sześciu pacjentów. Przeciętna wizyta trwa bowiem godzinę.

- Nie działamy jak pogotowie. Nie mamy, jak lekarze erki, wyznaczonego czasu, w którym musimy dojechać do pacjenta - tłumaczy dr Rutkowski. - Zwykle są to wyjazdy do zwierząt przeziębionych, cierpiących na dolegliwości przewodu pokarmowego albo niewydolność krążenia.

Bywa, że pacjentami wyjazdowego weterynarza są ofiary wypadków. Dr Rutkowski pomagał niedawno psu, który wpadł pod samochód na ul. Telefonicznej.

- Pies wybiegł nagle na ulicę, gdy jego właściciel otworzył bramę - mówi lekarz. - Na skutek uderzenia pękła mu miednica. Podałem leki i zabrałem go do lecznicy.

Pomoc "dojazdowego" czy pełniącego całą dobę dyżur lekarza przydaje się np. podczas skomplikowanych porodów.

- Nie wszystkie zabiegi można jednak wykonać w domu - dodaje dr Rutkowski. - Dlatego wyjazdowe wizyty to raczej pomoc doraźna, kompleksowe badania i zabiegi można przeprowadzić tylko w lecznicy.

agnieszka gospodarczyk, fot. adam juśkiewicz - Express Ilustrowany


Wiadomości Poznań, Wydarzenia Poznań

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!