Rodzina Munyama w komplecie na schodach prowadzących na taras Rodzina Munyama w komplecie na schodach prowadzących na taras

Rodzina Munyama w komplecie na schodach prowadzących na taras. Od lewej Teresa, Pamela, Filip, Killion i Jeff. Fot. A. Szozda

Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij

Do Karczewa, niewielkiej wioski pod Grodziskiem Wielkopolskim prowadzi polna droga. Bez problemów każdy wskaże dom Killiona Munyama. Wszyscy dobrze znają powiatowego radnego rodem z Zambii...

Do Karczewa, niewielkiej wioski pod Grodziskiem Wielkopolskim prowadzi polna droga. Bez problemów każdy wskaże dom Killiona Munyama. Wszyscy dobrze znają powiatowego radnego rodem z Zambii...


Killion śmieje się, gdy wspominamy jaką stał się sensacją - i to na cały kraj - po wygraniu wyborów.

- Trochę się tego spodziewałem, bo z jednej strony Afrykańczyk - radny to rzadkość, a więc atrakcja dla mediów - mówi. - Z drugiej natomiast, warto pokazywać taki przykład, bo przecież jeszcze paręnaście lat temu, radny jakiekolwiek innej narodowości był w Polsce nie do pomyślenia.

Dlaczego właśnie Karczewo? - Tu, rodzice żony wybudowali jej dom, musieliśmy zdecydować czy wynając coś w Poznaniu, czy lepiej dokończyć budowę i zamieszkać w Karczewie - mówi Killion Munyama, na co dzień pracownik naukowy Akademii Ekonomicznej. Doktor, ze złożoną (już po pierwszej recenzji) pracą habilitacyjną.

Wcześniej jednak podjąć musieli znacznie poważniejszą decyzję. Poznali się na studiach, na które Killion przyjechał w ramach stypendium rządowego w 1981. Był już na studiach doktoranckich AE, gdy zaprosił go na urodziny kolega z Zambii, student poznańskiej Akademii Rolniczej, na której nauki pobierała też Elżbieta... Pobrali się w 1991 roku. Wtedy też zdecydowali, że zostają w Polsce. Bo, jak mówi Killion, przed 1989 specjalnych możliwości rozwoju tu nie widział.

Twierdzi, że zarówno w Polsce jak i Zambii, szanse mieli podobne. Za Afryką przemawiało to, że tam mniej osób zdobywa wyższe wykształcenie, szanse awansu są więc większe, choć zarobki mniejsze niż w Polsce. Przeważyło przywiązanie Elżbiety do rodziny.

- Mnie było łatwiej - wspomina Killion. - Od 10 lat byłem już w Polsce, znałem kraj i ludzi. Poza tym - od czternastego roku życia mieszkałem w Zambii w internacie.

Bardzo tę decyzję przeżyła mama Killiona i trzy siostry w Zambii, ale tłumaczył, że są telefony, że czasami przyleci...

Widok na pola

Z tarasu domu państwa Munyama roztacza się piękny widok na okoliczne pola.

- Ale brzydko pachnie - mówi dziesięcioletnia córka Pamela, bo ktoś pewnie właśnie wywiózł nawóz.

I pełno w tym domu uśmiechów. Uśmiechnięty wjeżdża na skuterze najstarszy syn, prawie 13-letni Jeffrey, podobne oblicze ma też Elżbieta, choć wraca właśnie z miasta, gdzie załatwiała urzędowe sprawy.

- Taki duży, taki mały może... wino pić - intonuje przeróbkę piosenki Arki Noego najmłodszy, niespełna trzyletni Filip.

- Starsze dzieci go nauczyły - wyjaśnia (z uśmiechem) Killion, a po chwili zwraca się do malca po... angielsku. Stara się do niego mówić właśnie w tym języku, aby się osłuchał i z czasem szybko sam nauczył. To świetna metoda, sprawdziła się już przy Jeffie. A w końcu Killion wie to najlepiej, bowiem oprócz pracy na uczelni ma też swoją szkołę językową. Organizuje kursy angielskiego dla młodzieży i dorosłych, a gdy brakuje nauczycieli w szkołach staje do przetargu i ktoś z dwóch pracowników lub on sam podejmuje wyzwanie.

Uczelnia, szkoła językowa, dojazdy... Czy Elżbieta, nauczycielka w gimnazjum, nie była zła, gdy już i tak obciążony mąż zdecydował się kandydować w wyborach?

- Byłam - przyznaje, dzisiaj już ze śmiechem. - Bo to dodatkowe obowiązki, związane też z wyjazdami. Szczerze mówiąc, liczyłam po cichu, że do rady nie wejdzie...

Miejscowy Killion

Tylko... jak mógł nie wejść, skoro lubią go tu wszyscy?

- Pewnie, że na niego głosowałem, bo na kogo? - mówi Andrzej Franek z Karczewa, właściciel baru. - Znam Killiona od jego przyjazdu w nasze strony. Zaopatrywałem go na wesele. To dusza człowiek! Pewnie, że nasz, jak ktoś jest dobry, tak jak on, to wiadomo, że ludzie zaakceptują.

- Mogę o nim mówić tylko bardzo dobrze - wyznaje Irena Laufer. - To miły, uczynny, otwarty na ludzi, człowiek. Zawsze zatrzyma się, pogada. Lubią go tu wszyscy. Córka chodziła do niego na angielski i bardzo chwaliła. Jako nauczyciela i człowieka.

Gdy sprowadził się do Karczewa, przed dwunastoma laty, na początku sąsiedzi podchodzili do niego z dystansem. Szybko jednak stał się tutejszą normalnością.

- Jeżeli ktoś mi się za bardzo przygląda, to od razu wiem, że nie jest stąd - śmieje się.

Ugotuje, trawnik skosi...
W czasie roku akademickiego i szkolnego Killion zajęty jest od rana do wieczora. Przed południem - zajęcia na Akademii Ekonomicznej, po południu kursy. Niewiele ma okazji do korzystania z uroków wiejskiego życia, w domu zjawia się najczęściej o godz. 21.

Każdą wolną chwilę stara się więc spędzać z rodziną. Najwięcej uroków ma wspólne, wieczorne grillowanie.

Kuchnią zajmuje się Elżbieta (robi też zaprawy), ale gdy jest okazja, pan domu przyrządza to co najbardziej lubił w Zambii - nshimę. To ostra potrawa z wołowiny, serwowana z... kaszą manną.

Do męskich obowiązków w rodzinie Munyama należy koszenie trawnika. W tej pracy dzielnie pomaga ojcu Jeff.

Killion dba o formę - grywa w siatkówke w sali pobliskiego gimnazjum. Jest też piłkarskim kibicem. W czasach studenckich chodził z kolegami na Lecha, teraz, gdy czas pozwala, jeździ na mecze Groclinu.

Tu i tam

- Wszędzie są ludzie i ludziska - odpowiada na pytanie o różnice między Polakami a Zambijczykami. - Kiedyś zastanawiałem się na przykład gdzie jest większa zazdrość, ale nie doszedłem do żadnych wniosków.

W Polsce bardzo jesteśmy przywiązani do tradycji. Święta Bożego Narodzenia czy Wielkanoc wszyscy obchodzimy podobnie. W Zambii, pod tym względem panuje większy luz. Tam najważniejsze są lokalne święta. Killion pochodzi z plemienia Tonga, które bardzo hucznie obchodzi wkroczenie dziewczynki w dorosłe życie czyli... piętnaste urodziny. Poprzedzający je miesiąc panna spędza zamknięta w domu, a sama uroczystość to wielka impreza z całonocnymi tańcami.

- Ale tak jest tylko u nas, na południu - opowiada. - W innych regionach Zambii tego święta nie znają.

Radny z opozycji

Killion Munyama został radnym z Forum Samorządowego, jest przewodniczącym komisji współpracy z zagranicą i zastępcą przewodniczącego komisji edukacji.

Forum jest w opozycji do koalicji, na czele której stoi SLD, trudno więc coś wywalczyć.

Teraz, najważniejsza sprawa to szukanie możliwości skorzystania z unijnych funduszy. Zadaniem komisji współpracy jest znajdowanie programów, dostosowanych do poziomu powiatu, ukierunkowanie zarządu, uczulanie na terminy składania wniosków.

- Powiat jest w trudnej sytuacji, nie ma własnych środków, a w unijnych projektach trzeba mieć swój wkład - mówi. - To bardzo hamuje rozwój. Dopóki nie będzie odważnych decyzji kredytowych, wiele funduszy będzie niedostępnych.

Wiadomości Poznań, Wydarzenia Poznań

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w Polityce Prywatności. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!