(© Marek Kowalski)

Po latach stania w cieniu i gościnnych udziałach na albumach takich muzyków jak Novika, Andrzej Smolik, Envee czy Fisz i Emade, postanowił wydać debiutancki album zatytułowany "Wilczełyko", za który otrzymał dwie nominacje do Fryderyków. Od tego czasu jest chyba najbardziej lubianym ponurakiem polskiej sceny muzycznej.

Radosław "Skubas" Skubaja


W młodości był gitarzystą różnych zespołów w rodzinnym Lublinie. W 2005 roku rozpoczął studia na Wydziale Jazzu i Muzyki Rozrywkowej na kierunku wokalistyki Akademii Muzycznej w Katowicach. Jego debiutancki album "Wilczełyko" ukazał się we wrześniu 2012 roku. Za tę płytę otrzymał dwie nominacje do Fryderyków 2013: jako Debiut Roku i Utwór Roku. W ubiegłym roku wydał swój drugi album pod tytułem "Brzask".

Zobacz też: Krzysztof Zalewski: Po latach walenia głową w mur, wreszcie mam dla kogo grać [rozmowa NaM]


Jak patrzysz na otaczających Cię ludzi i świat?
To się zmienia. Myślę, że po przekroczeniu trzydziestki znalazłem w sobie więcej akceptacji. Wydaje mi się jednak, że należę do neurotycznych typów.

Z twoich tekstów wyłania się postać mizantropa i fatalisty
Bo zawsze nim byłem. Nie należę do optymistów. Bliżej mi do pesymistycznego realisty. To pozwalało mi uchronić się od porażki. Już w szkole, przed sprawdzianem, nastawiałem się na to, że mi nie pójdzie. Wtedy była szansa na pozytywne zaskoczenie. Taką stosowałem taktykę, zawsze to we mnie będzie. Myślę, że nie oderwę się od pesymizmu. Z drugiej strony, kiedy ludzie dali wyraz temu, że akceptują mnie i moją twórczość, pomogło mi to w zaakceptowaniu samego siebie. Człowiek jednak z skrajnego pesymisty nie stanie się optymistą.

Poszczęściło Ci się. Ponuraków jest trudniej polubić
Oczywiście, nie mogę temu zaprzeczyć.

Na dodatek masz zapędy dydaktyczne. Śpiewasz: Czemu wszyscy usiłują być kimś, czemu ty nie musisz starać się jakiś być, musisz starać się być kimś
Utwór „Być jak Kurt” powstał w wyniku obserwacji i porównań. W pewnej części odzwierciedla też mnie sprzed kilku lat. Dziś chyba przestałem się już porównywać. Nauczyłem się bardziej cenić własną jakość.

Przestałeś się mocować z innymi i samym sobą?
Często przewijał się w mojej głowie wątek tego, że ktoś robi coś lepiej, że lepiej gra, że ma to coś, bardziej mu się udaje. Zwłaszcza w dzieciństwie nieustannie porównywałem się do innych. Dziś już wiem, że to kompletnie nie ma sensu. Że nie ma takiego drugiego człowieka jak ty czy ja.



Debiutancką płytą chciałeś coś udowodnić?
Nagrywając „Wilczełyko” odciąłem się od tego. Przestałem się z tym mocować i z tym walczyć. Pewnie pierwiastek tego na zawsze we mnie zostanie, ale po trzydziestce bardziej zaakceptowałem siebie. W tym pomogła mi muzyka i ludzie, którzy chcą jej słuchać. Zdałem sobie sprawę, że nie muszę być jak Tom Waits czy Kurt Cobain.

Podobne pytania już padały, ale chciałem zapytać co w Tobie dojrzało, albo co się przełamało, że zadecydowałeś o wyjściu na pierwszą linię frontu i wypowiedzenie się jako Ty, jako Skubas?
To był długi proces. Jak każdy dzieciak miałem marzenia i wyobrażałem sobie, że stoję na dużej scenie i śpiewam dla ludzi. Nigdy jednak nie miałem takich ciągot albo odwagi, żeby pójść na przykład do talent show. Nie pchałem się na ten front. Życie jednak tak się układało, że mimo mojego wycofania, na tym scenicznym froncie lądowałem. W wieku 15 lat miałem swój pierwszy zespół, w którym coś tam krzyczałem.

Później udzielałem się jako tak zwany MC, czyli de facto też byłem wśród ludzi. To wszystko było związane z wokalem, z wyrażeniem siebie. Nigdy nie nadawałem się do chórków, z różnych względów. Potem trafiłem na Andrzeja Smolika, w którego to zespole nie miałem być liderem, a śpiewałem przecież główny wokal. Samo życie się tak ułożyło.

Moje płyty są bardzo introwertyczne, to podróż w głąb mnie. Dalej nie czuję się frontmanem pełną gębą, ale lata mijają, a ja na tym froncie jestem. Może tak ma być.



Trudno zaplanować sobie karierę, ale czy podczas pracy na „Wilczymłyiem” miałeś takie przeświadczenie, że ten materiał może aż tak odpali?
Motywacją do powstawania moich płyt jestem ja sam i moje fanowskie podejście do rzeczy które robię, do moich pomysłów. Wiedziałem, że jest to na tyle dobre, na tyle piosenkowe, że muszę to po prostu wydać. Byłem przekonany, że warto się tym podzielić.

Oczywiście nigdy nie masz pewności, że to zaskoczy. Gdyby tak było, cała zabawa straciłaby sens i smak. Jest wiele ludzi, którzy dobrze śpiewają, dobrze grają, mają fajne pomysły, a po wydaniu płyty jest klapa, brak zainteresowania. To może rodzić frustrację. Taki to jest kawałek chleba, nie masz żadnej gwarancji. Przyjęcie „Wilczegołyka” bardzo dużo mi dało. Moim życiem jest muzyka, a kiedy okazało się, że ktoś chce tego słuchać, że jest dla kogo i po co to robić, zrobiło mi się szalenie miło.

Posypały się nominacje Fryderyków i druga płyta, jeszcze lepiej przyjęta.
"Brzask" był naturalną kontynuacją debiutu. Pomysłów mi nie brakowało i nie brakuje, zastanawiam się nad trzecią płytą. Wiem na pewno, że się nie wypstrykałem.

Po „Wilczymłyku” i „Brzasku” dopełnisz więc trylogii?
Z trzecią płytą czeka mnie przeprawa. Jaką tematykę poruszyć, w jakiej formie? Jak mówiłem, nie stanę się optymistą, nie zacznę inaczej patrzeć na świat, ale moje życie się zmienia. Urodził mi się syn i zaczynam odkrywać nowe wartości. Moje życie stało się jaśniejsze. Może na trzeciej płycie znajdzie się więcej nadziei? Mam trochę przemyśleń na temat mojego życia i życia ogólnie. Jestem trochę starszy i chyba milej mi się żyje. Ale jak mówiłem, nie chcę snuć optymistycznych prognoz, bo jeśli się nie sprawdzą, będę bardzo zawiedziony. Powiedzmy, że patrzę na świat ostrożnie, ale z pewną dozą nadziei.

Rozmawiał Krzysztof Żyła

Aktualności muzyczne

Komentarze (1)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Pix (gość)

Bardzo pozytywny człowiek, w gruncie rzeczy. Cieszę się, że odniósł sukces, bo życie go nie rozpieszczało. Pozdrawiam- kolegą z I LO w Lublinie :)