Warta Poznań nie zna litości - po pokonaniu Korony Kielce na własnym stadionie przyszła kolej na Zagłębie Lubin. Faworyci do awansu niespodziewanie przegrali u siebie z poznaniakami 1:2.

Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij
Gdyby nie słaba runda jesienna Warty, to ten mecz byłby spotkaniem na szczycie. Zagłębie Lubin przed środową potyczką wygrało 5 meczów z rzędu, a Warta Poznań w ostatnich 10 meczach przegrała zaledwie dwa razy. Trener Orest Lenczyk wystawił na boisko mocny skład. W ataku miał straszyć były snajper Lecha Poznań, Iljan Micanski, a bramki strzegł Aleksander Ptak, niegdyś golkiper Groclinu Grodzisk Wielkopolski.

Poznaniacy podbudowani sobotnim zwycięstwem nad innym pretendentem do awansu - Koroną Kielce - nie mieli w planach padać na kolana przed faworyzowanym Zagłębiem. Choć ustawienie wybrane przez trenera Baniaka było nieco defensywne, to szybko okazało się, że warciarze na Dolny Śląsk nie przyjechali tylko się bronić. Najpierw pierwsze ataki lubinian zatrzymał znajdujący się ostatnio w dobrej dyspozycji Łukasz Radliński, a potem na boisku szalał Filip Burkhardt - biegał za dwóch, podawał, strzelał.

Wysiłki młodszego z braci Burkhardtów były jednak jedynie wstępem do prawdziwie koncertowych akcji Warty. W 31. minucie lewą stroną kapitalnie przedarł się Przemysław Otuszewski i dośrodkował na tyle precyzyjnie, że Marcin Klatt wślizgiem z 6 metrów pokonał Ptaka. W tym momencie na tablicy świetlnej na Dialog Arena pokazał się rezultat, jakiego kibice Zagłębia dawno nie widzieli. Gospodarze 0, goście 1.

Po utracie bramki z letargu przebudzili się gracze Zagłębia. Brylowali Goliński z Micanskim, ale ich starania długo niweczył brakarz Warty, Radliński. Sam bramkarz nie da jednak rady liderowi I ligi - w 64. minucie gospodarze dopięli swego. Z rzutu wolnego piłkę bił Goliński, a w środku pola karnego bez opieki obrońców Warty Bartczak zapytał Radlińskiego, w który róg ma uderzyć i strzelił nie do obrony.

Tuż po wyrównaniu Łukasz Radliński musiał wyjmować piłkę z siatki po raz drugi. Jak się okazało, strzelec rzekomej bramki, bułgarski napastnik Micanski był przed strzałem na pozycji spalonej i sędzia gola nie uznał.

Niecałe 10 minut później nie było już wątpliwości. Padł gol zdobyty prawidłowo. Do siatki sięgał jednak Aleksander Ptak. Rozgrywający doskonałe zawody Burkhardt podał przez pół boiska wprost do niepilnowanego Alana Ngamayamy, który ładnym lobem przerzucił piłkę nad brakarzem gospodarzy.

Do końca meczu Zagłębie próbowało wyrównać, ale tego dnia Warta nie miała zamiaru przegrywać z liderem. Trener Baniak poczuł się nawet na tyle pewnie, że w ostatnich minutach wpuścił na boisko młodziutkiego Damiana Pawlaka.

Warta Poznań w przeciągu 5 dni pokonała 2 z 3 najsilniejszych ekip I ligi i chyba już nikt nie ma wątpliwości, że gra na tym poziomie rozgrywkowym poznaniakom po prostu się należy.

Zagłębie Lubin - Warta Poznań 1:2 (0:1)
Bramki: 0:1 Klatt (32.), 1:1 Bartczak (64.), 1:2 Ngamayama (77.)
Żółte kartki: Jasiński - Ngamayama, Iwanicki, Pawlak
Sędzia: Łukasz Bartosik (Kraków)
Widzów: 5913 (20 kibiców Warty)

Zagłębie: Ptak - Kocot, Ganowicz, Jasiński (81. Piotrowski), Costa Nhamoinesu - Pawłowski, Bartczak, Jackiewicz (46. Plizga), Goliński, Kolendowicz (46. Hanzel) - Micanski.

Warta: Radliński - Ignasiński, B. Jankowski, Strugarek, Otuszewski - Bekas, Ngamayama - Wojciechowski (87. Magdziarz), Burkhardt, Iwanicki (71. Sikora) - Klatt (90. Pawlak).



Wiadomości Poznań, Wydarzenia Poznań

Komentarze (3)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Szetland

:). Brawo Wazelina ;) jak dla mnie Panowie honorowymi obywatelami Poznania powinni zostać :) kasy zero a graja jak z nut Brawo to sie ceni

Łukasz Sawala

są nieziemscy. ależ oni grali. Najpierw rozbili Tura 4:1, potem Koronę 3:0 i teraz Zagłębia na wyjeździe - szacunek dla trenera Baniaka i chłopaków, że chce im się grać mimo beznadziejnej sytuacji finansowej.