Czy przez koronawirusa umieramy częściej? Sprawdziliśmy, ogólna liczba zgonów jest mniejsza, ale w niektórych powiatach widać wzrost

Marcin Kasprzyk
Marcin Kasprzyk
123rf
Mimo pandemii ogólna liczba zgonów w Polsce w tym roku jest niższa niż w analogicznym okresie roku poprzedniego - wynika z danych, które otrzymaliśmy z Ministerstwa Cyfryzacji. To dobra informacja, bo pokazuje, że nie dotknęła nas istotna fala zgonów, której przyczyną mógłby być np. utrudniony dostęp do opieki zdrowotnej lub niewłaściwa rejestracja ofiar koronawirusa. Są jednak powiaty w Polsce, w których od początku roku nastąpił kilkudziesięcioprocentowy wzrost liczby zgonów. Czy to efekt pandemii?
wielkopolskie
  • Zakażonych123 999
    + 24
  • Zmarło7 316
    + 3

2. miejsce pod względem liczby nowych zakażeń.

polska
  • Zakażonych:+239(2 877 243)
  • Zmarło:+47(74 562)
  • Szczepienia:+401 958(24 045 826)
więcej
Dane zaktualizowano: 12.06.2021, godz. 10:41, źródło: Ministerstwo Zdrowia

Choć oficjalne dane mówią, że z powodu koronawirusa zmarło już 941 osób, a zachorowało w sumie ponad 19 tysięcy, ogólna liczba zgonów w Polsce w czasie pandemii spada. Z informacji, które otrzymaliśmy z Ministerstwa Cyfryzacji wynika, że w okresie od stycznia do końca kwietnia 2020 roku w Polsce zmarły w sumie 142 561 osoby. W tym samym czasie w roku 2019 liczba zgonów była o 2 570 przypadków wyższa i wyniosła 145 131. Do końca kwietnia 2020 roku zmarło więc o 1,8 proc. osób mniej.

Są jednak powiaty, w których w pierwszym kwartale tego roku liczba zgonów była wyższa nawet o kilkadziesiąt procent. Jak mówią eksperci - dziś trudno jednoznacznie stwierdzić, czy ta wyższa liczba zgonów jest bezpośrednio lub pośrednio związana z wirusem. Kluczowe będzie obserwowanie danych w kolejnych miesiącach, by stwierdzić, jak skutki pandemii w długim terminie wpływają na zdrowie i życie Polaków. Rafał Halik, epidemiolog Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego, stawia tezę, że generalna mniejsza liczba zgonów w Polsce spowodowana może być łagodną zimą, która spowodowała mniej powikłań zdrowotnych z powodu zanieczyszczonego powietrza i grypy.

Ten wirus to bardzo trudny przeciwnik

Koronawirus w ciągu zaledwie kilku miesięcy zmienił życie ludzi na całym świecie. Dziś liczba osób oficjalnie zdiagnozowanych jako zarażone Sars-CoV-2 na świecie przekracza już 4,7 mln. Liczba osób zmarłych to ponad 300 tys.

Sars-CoV-2 pokazał też, jak trudnym jest przeciwnikiem ponieważ w walce z nim, wiąż wielu rzeczy nie wiemy. Nie wiemy kiedy naprawdę zaczął zabijać. W Polsce pierwszy przypadek zdiagnozowano 4 marca, ale we Francji pojawił się 24 stycznia. Już dziś wiadomo, że był obecny wcześniej. Prof. Yves Cohen, wraz z grupą francuskich lekarzy, przebadał 24 próbki osób, które wykazywały podobne objawy w grudniu i na początku stycznia. Jedna z nich dała wynik pozytywny. Okazało się, że 42-letni, pochodzący z Algierii, sprzedawca ryb był chory zanim zaczęto diagnozować koronawirusa. Nawet te badania nie dają pewności kim był prawdziwy „pacjent zero” w tym kraju. Rzecznik WHO, Christian Lindmeier, zalecił by i inne kraje przeprowadziły podobne analizy. Minister zdrowia Łukasz Szumowski zlecił to zadanie Agencji Badań Medycznych. Wyniki tych testów nie są jeszcze znane.

Wielu rzeczy nie wiemy, a to powoduje lęk

Nie wiemy również, ile tak naprawdę osób zostało zakażonych. W Polsce przeprowadzono dotąd ponad pół miliona testów na obecność koronawirusa. Oficjalna liczba zakażonych to ponad 18,9 tys. Tymczasem już w kwietniu prof. Andrzej Horban, krajowy konsultant ds. chorób zakaźnych, w rozmowie z Polsat News twierdził, że nawet 80 proc. osób może przechodzić zakażenie koronawirusem bezobjawowo, a liczba faktycznie zakażonych może wynosić 40-50 tysięcy.

Trudno również precyzyjnie określić, ile osób naprawdę zmarło na COVID-19. W różnych krajach w różny sposób kwalifikuje się zgony jeśli chodzi o przyczynę. Nie wiemy także, jak na zdrowie i życie ludzi wpływa ograniczenie dostępu do placówek opieki medycznej. Szef resortu zdrowia już w kwietniu apelował, aby ludzie, którzy walczą z innymi groźnymi chorobami nie lekceważyli niepokojących objawów. - To, że w głównej mierze zajmujemy się dziś zapobieganiem rozprzestrzeniania koronawirusa i przygotowaniami służby zdrowia do przyjęcia większej liczby zakażonych pacjentów, nie może oznaczać, że zaprzestaniemy zajmować się innymi chorobami i innymi chorymi – mówił m.in. w kontekście pacjentów kardiologicznych zagrożonych zawałem serca.

Na problem ten zwracał także uwagę Adam Bodnar, rzecznik praw obywatelskich, który sygnalizował, że „otrzymuje skargi wskazujące, że nie jest w pełni zapewniona opieka zdrowotna osobom w stanie nagłym, w szczególności w przypadku problemów kardiologicznych, nadciśnienia, stomatologicznych, a także osób posiadających przewlekłe choroby i cierpiących onkologicznie oraz wymagających niezwłocznie rehabilitacji, np. po wypadku samochodowym”.

Te wszystkie niewiadome powodują uzasadniony lęk, że oto będziemy umierać częściej nie tylko z powodu zakażenia wirusem, ale i okoliczności, które pandemia powoduje. Brak tej wiedzy to także pożywka dla twórców różnego rodzaju teorii spiskowych i „fake newsów”.

Spójrzmy na dane w regionach i dużych miastach

By choć trochę rozwiać wątpliwości sprawdziliśmy, czy w Polsce występuje jakaś wyjątkowo wysoka, nadmiarowa liczba zgonów. Jak już wspomnieliśmy wcześniej, z danych otrzymanych z Ministerstwa Cyfryzacji wynika, że w okresie od stycznia do kwietnia zmarło (rok do roku) o 1,8 proc. osób mniej. Co może być przyczyną tego spadku? Rafał Halik, epidemiolog i specjalista zdrowia publicznego w Zakładzie Monitorowania i Analiz Stanu Zdrowia Ludności NIZP-PZH zaznacza, że sama ogólna liczba zgonów nie mówi jeszcze wszystkiego. Żeby wyciągać szczegółowe wnioski trzeba poczekać m.in. na dane o rozkładzie demograficznym zgonów. Spadek wśród ludzi młodych i wzrost u osób starszych, obciążonych chorobami przewlekłymi, może się bilansować lub dać ogólnie niższą liczbę.

- Jak na razie możemy stawiać jedynie hipotezy. Jedna z nich jest taka, że przyczyną niższej umieralności mogła być na przykład łagodna zima. Ostre czy też normalne - mroźne zimy, zawsze powodowały wzrost liczby zgonów z dwóch powodów – zanieczyszczenia powietrza i grypy. Im jest zimniej, tym mocniej się dogrzewamy, co skutkuje większym smogiem. Stąd zazwyczaj na początku roku obserwujemy wzrost zgonów nagłych u osób z niewydolnością krążeniową i oddechową. W tym roku zima była wyjątkowo ciepła, więc i zgonów z tego powodu mogło być mniej. Lockdown i zamknięcie ludzi w domach też mogły sprawić, że nie zarażali

Kryzys wieku średniego. Skąd się bierze i czy dotyka wszystkich?

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie