Lech Poznań: Dobra ofensywa nie zatuszuje słabości obrony Kolejorza

Maciej Lehmann
Piłkarze Lecha Poznań w niedzielę dali sobie strzelić aż pięć goli Grzegorz Dembinski
Miało być historyczne, piąte zwycięstwo, co na starcie ekstraklasy Lechowi Poznań udało się tylko raz i to ćwierć wieku temu, ale zamiast tego przydarzyła się spektakularna klęska 2:5 z Wisłą Kraków. Na porażkę i to wysoką, niestety zanosiło się już od dawna.

- Przepraszam wszystkich kibiców, którzy musieli to oglądać. W niektórych sytuacjach zachowywaliśmy się jak juniorzy - mówił po meczu trener Ivan Djurdjević, ale przecież nie był to pierwszy mecz w tym sezonie, w którym defensywa Lecha zachowywała się jak dzieci we mgle.

Już w meczu z Gandzasarem poznaniacy robili katastrofalne błędy, które brawurowo naprawiał Burić. Armeński zespół w rewanżu strzelił lechitom dwa gole, a okazję miał na jeszcze jednego.

Także w Soligorsku defensywa na bardzo wiele pozwalała rywalom, Cracovia przy Bułgarskiej nie wykorzystała karnego, a Śląsk zdobył trzy gole lecz po spalonych, trzeba przyznać, że niewielkich.

W Genku Kolejorz mógł przegrać znacznie wyżej niż 0:2, podobnie było też w Poznaniu, gdzie znów błysnął Burić. Nawet Ivan Djurdjević przyznał po wygranym 4:0 pojedynku z Zagłębiem, że obrona zagrała katastrofalnie, bo beniaminek zbyt łatwo dochodził do sytuacji. Tyle, że je marnował w niewytłumaczalny sposób. Wisła tak miłosierna dla naszej defensywy już nie była i skończyło się to tragicznie.

Być może dobrze się stało, że taki mecz przytrafił się na początku sezonu, gdy okno transferowe jest jeszcze otwarte i można zrobić jakieś korekty w składzie. Lech Poznań ma od dawna problem, bo nie dosyć, że nie ma odpowiednich wykonawców do taktyki z trzema obrońcami, a na dodatek wahadłowi - czyli Maciej Makuszewski oraz Kamil Jóźwiak - całą swoją energię wkładają w grę ofensywną, pozostawiając swoich kolegów z obrony bez asekuracji.

Tymczasem Janicki, Vujadinović czy De Marco takiego wsparcia potrzebują, bo są zwyczajnie słabi, wolni, mało zwrotni i ośmieszyć ich potrafią nie tylko Belgowie, ale także nasi ligowcy, którzy przecież do żadnych wirtuozów się nie zaliczają. Na dodatek nasi obrońcy sami robią koszmarne błędy, co tylko potęguje wrażenie, że oni do Kolejorza się po prostu nie nadają.

Najgorzej będzie, jeśli Lech Poznań potraktuje ten mecz jak „wypadek” przy pracy i będzie żył w przekonaniu, że jeśli wrócą do składu kontuzjowani Kostewycz, Rogne i Gumny, defensywa będzie grała lepiej i problemy jakoś same się rozwiążą.

Przerabialiśmy już to przez wiele lat, choć akurat w innych formacjach, bo wcześniej defensywa była w miarę stabilna. Brak konkretnych ruchów transferowych w ataku, czekanie na dobrą formę Jevticia, Majewskiego czy Situma i błędy trenera kosztowało Lecha Poznań stratę mistrzostwa w poprzednim sezonie.

Mecz z Wisłą pokazał, że nawet mocna ofensywa, a taką ma teraz Kolejorz, niewiele zdziała jeśli skrzydła będą jej podcinać nieporadni obrońcy.

Wokół Bułgarskiej - Zobacz najnowszy odcinek magazynu o Lechu Poznań:

Widzisz wypadek? Coś cię zaniepokoiło? Chcesz się czymś pochwalić?

Pisz do nas na: poznan@naszemiasto.pl
lub zostaw nam wiadomość na facebooku

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie