Lekarz Szpital Tymczasowego na MTP: Część pacjentów nadal twierdzi, że covidu nie ma, że zostali oszukani

Nicole Młodziejewska
Nicole Młodziejewska
Dr Winiarska nie ukrywa, że czuje frustracje widząc, jak kolejne niezaszczepione osoby trafiają z zakażeniem do szpitala.
Dr Winiarska nie ukrywa, że czuje frustracje widząc, jak kolejne niezaszczepione osoby trafiają z zakażeniem do szpitala. Waldemar Wylegalski
Udostępnij:
Dr n. med. Hanna Winiarska, koordynatorka Szpitala Tymczasowego na MTP, twierdzi, że osoby, które nie podejmują się szczepień przeciw koronawirusowi, skazują się na cierpienie, duszności, a nawet na życie bez sprawności. - Widzimy pacjentów z przewleką niewydolnością oddechową, czyli te płuca są już tak zniszczone, że pacjenci już nigdy nie będą w stanie funkcjonować bez tlenu. Pacjent dostaje wtedy 7-12m wąsy tlenowe i na tym przewodzie, wokół koncentratora tlenu, będzie się toczyć całe jego życie - mówi dr Winiarska. Jak przebiega zakażenie koronawirusem u osób nie zaszczepionych? Jak wygląda ich leczenie?

Co czuje pani, gdy do szpitala tymczasowego trafiają kolejni niezaszczepieni pacjenci?
Frustrację. Zdaję sobie wtedy sprawę z tego, że te osoby właśnie zmarnowały sobie życie, że będą cierpieć, dusić się, być może umierać, być może będą kalecy przez całe życie, chociaż wystarczyło przyjść dwa razy do punktu szczepień, zaszczepić się i tym samym zmniejszyć ryzyko tego, co się teraz dzieje. Odczuwam też frustrację wobec tego, że zaufali nie takim autorytetom, jak trzeba, i że niektórzy celebryci są dla nich ważniejsi, niż lekarze. A z drugiej strony odczuwam też frustrację, że być może my, jako lekarze, nie jesteśmy z pacjentami zbyt blisko i nie stanowimy dla nich właśnie autorytetu. Co po części oczywiście jest naszą winą.

Czy objawy u osoby niezaszczepionej, jeszcze przed trafieniem do szpitala, są bardziej nasilone niż u pacjentów, którzy to szczepienie przyjęli?
Różnicy między zaszczepionymi a niezaszczepionymi w samych objawach nie ma. Ale jeśli chodzi o intensywność tych objawów, to oczywiście te osoby, które są niezaszczepione mają je dużo bardziej intensywne. Pacjent zaszczepiony będzie miał trochę kaszlu, pacjent niezaszczepiony będzie miał ten kaszel dramatyczny. Pacjent zaszczepiony będzie miał zajęte 10-20 proc. powierzchni płuc, pacjent niezaszczepiony – 90-100 proc.

Ich stan jest na tyle poważny, że w czasie hospitalizacji często okazuje się, że wymagają respiratora.
Główną przyczyną trafienia do szpitala jest kaszel i wirusowe zapalenie płuc, powikłane niewydolnością oddechową. Pacjenci niezaszczepieni tę niewydolność oddechową mają dużo głębszą niż pacjenci zaszczepieni. Gdybyśmy spojrzeli na populację tych chorych, którzy trafiają pod respirator, to respiratoterapia inwazyjna u pacjenta zaszczepionego zdarza się niezwykle rzadko. Mieliśmy dosłownie kilka takich przypadków – myślę, że około pięciu. Natomiast pozostali pacjenci, którzy wymagali respiratora, to były osoby niezaszczepione.

Jak długa jest droga do tego, by pacjent pod ten respirator trafił?
Najpierw podajemy tlenoterapię bierną, czyli taką, w której pacjent samodzielnie nabiera oddech powietrzem wzbogaconym w tlen. To są wąsy z tlenem na niedużym przepływie, potem maska czy maska z rezerwuarem. Gdy widzimy, że pacjent dalej sobie nie radzi, to podajemy tlenoterapię wysokoprzepływową – mówimy tu o 60 a nawet 75 litrach tlenu na minutę, więc olbrzymia ilość – i ta tlenoterapia jest już wtłaczana pod bardzo niedużym, ale jednak jakimś wyższym ciśnieniem. Jeżeli to nie przynosi rezultatów, wówczas stosujemy nieinwazyjną wentylację mechaniczną, czyli pacjent jest świadomy, niezaintubowany, ale na takiej bardzo szczelnej masce obejmującej usta i nos i wtedy już powietrze jest wtłaczane pod ciśnieniem do dróg oddechowych. Jeżeli to również nie pomaga, to wtedy trzeba pacjenta wprowadzić w stan śpiączki farmakologicznej, zaintubować i korzystać już z takiej klasycznej respiratoterapii inwazyjnej.

Ale jednak jest część pacjentów, którym nawet to nie pomaga i wymagają terapii ECMO w Szpitalu Klinicznym i. H. Święcickiego.
Tak. ECMO, czyli natlenianie zewnąrzustrojowe, w sytuacjach, kiedy płuca kompletnie nie działają i pacjent nie jest w stanie się natlenić. Wówczas takich pacjentów, w wyselekcjonowanych grupach – bo to jest bardzo trudna terapia, więc mamy ścisłe wskazania do tego, komu ECMO może przynieść korzyść – przekazujemy do szpitala im. H. Święcickiego. Tam są podłączani pod aparaturę, która natlenia krew zewnątrzustrojowo. Dla laika wygląda to trochę, jak dializator – krew jest przepuszczana przez specjalny aparat, który natlenia tę krew właściwie zupełnie z pominięciem płuc. Mamy nadzieję, że wtedy płuca będą zdrowieć, a my w tym czasie będziemy ratować pacjenta natlenianiem zewnątrzustrojowym. Sama terapia ECMO nie leczy płuc, ona daje pacjentowi szansę na przeżycie wtedy, kiedy ich stan jest tak straszny, że nie działają.

Na początku mówiła pani o tym, że czuje pani frustrację na widok kolejnych niezaszczepionych osób, ponieważ odbierają oni sobie szansę na sprawne życie lub w ogóle na życie. Jakie konsekwencje może nieść za sobą ciężkie zachorowanie?
Covidowe zapalenie płuc może prowadzić do włóknienia płuc. Dochodzi do upośledzenia wentylacji, płuca nie są w stanie przekazywać w wystarczającej ilości tlenu do krwioobiegu. U niektórych pacjentów może dochodzić do nawracających odm opłucnowych. Każda odma opłucnowa jest stanem bezpośredniego zagrożenia życia. Ale to trochę rzadziej. Częściej jednak widzimy pacjentów z przewleką niewydolnością oddechową, czyli te płuca są już tak zniszczone, że pacjenci już nigdy nie będą w stanie funkcjonować bez tlenu. I o ile kogoś stać na to, żeby sobie kupić przenośny koncentrator tlenu, to może na 2-3 godziny ten czas wychodzić z domu. Ale jeżeli kogoś na taki sprzęt nie stać, to dostaje 7-12m wąsy tlenowe i na tym przewodzie, wokół koncentratora będzie się toczyć całe jego życie. Nie będzie w stanie wyjść z domu na zakupy, do kościoła, do znajomych, nigdzie, bo ten 12m kabel będzie wyznaczał mu miejsce, do którego może dotrzeć bezpiecznie.

Co mówią pacjenci niezaszczepieni, których stan wymaga już pobytu w szpitalu, którzy chorują ciężko? Czy mają jakieś refleksje, żałują, że tego nie zrobili?
To zależy. Rzeczywiście część pacjentów przeżywa katharsis i mówi, że zaufała złym autorytetom. Czasami dzwonią do rodzin i proszą, by, jak tylko minie im kwarantanna, zaszczepiły się. Do części osób, dopiero jak widzą innych pacjentów w ciężkim stanie, dociera, jak wielki błąd popełnili. Natomiast jest również część pacjentów, którzy nadal twierdzą, że covidu nie ma, że zostali oszukani przez fałszywe testy, lekarzy rodzinnych czy szeroko pojętą tajemniczą Big-Pharmę. I nadal twierdzą, że to, co się z nimi dzieje, nie ma najmniejszego związku z covidem. Często uważają też, że szczepienia są dużo bardziej niebezpieczne, niż ich niewydolność oddechowa. Mamy obecnie pacjenta, który trafił do nas już wcześniej, w poprzedniej fali i drugi raz wymaga hospitalizacji. Nie zaszczepił się.

Czy tłumaczył, dlaczego?
Z jednej strony uważał, że skoro już raz tak ciężko zachorował na covid, to ma wystarczającą liczbę przeciwciał, a z drugiej obawiał się odczynów poszczepiennych, co oczywiście ma prawo się zdarzyć, bo jest wpisane w reakcję odpowiedzi immunologicznej. Teraz już sam zapewnia nas, że gdy tylko wyzdrowieje zdecyduje się na szczepienie, ponieważ wie już, że to brak szczepienia doprowadził go do tak ciężkiego stanu, że znów trafił do szpitala.

Ruszyły zapisy na trzecie szczepienie dla młodzieży

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie