Medale Młodej Sztuki - Rozmowa z Radosławem Elisem

Włodzimierz Braniecki
Poznań stał się moim rodzinnym miastem – deklaruje Radosław Elis, tegoroczny laureat Medalu Młodej Sztuki w kategorii „teatr”
Poznań stał się moim rodzinnym miastem – deklaruje Radosław Elis, tegoroczny laureat Medalu Młodej Sztuki w kategorii „teatr” Sławomir Seidler
Z Radosławem Elisem, aktorem Teatru Nowego w Poznaniu, laureatem Medalu Młodej Sztuki w kategorii „teatr”, rozmawia Włodzimierz Braniecki

„Za znakomitą kreację, przekraczanie granic sztuki i płci w spektaklu „Lobotomobil” Janusza Wiśniewskiego – to uzasadnienie Medalu Młodej Sztuki, który przyznaliśmy Panu w tym roku. Co sprawiło Panu największą radość przy pracy nad przedstawieniem, a co było w niej najtrudniejsze?
Przede wszystkim gorąco dziękuję za to wyróżnienie. To niezwykle miłe znaleźć się w tak doborowym towarzystwie jak laureaci Medalu „Głosu Wielkopolskiego”. Być wymienianym obok takich nazwisk jak Komasa, Dębski, Barańczak, Wesołowski, Kaczmarek, Maleszka, wreszcie wspomniany Wiśniewski to niezwykłe wyróżnienie. To onieśmiela, a z drugiej strony mile łechce moje, nie tylko aktorskie, ego... A wracając do pytania: cieszę się z takiego uzasadnienia werdyktu, bo niewielu twórców teatralnych potrafi tak mądrze i dojrzale przekraczać granice jak Janusz Wiśniewski.

Przekraczanie granic w sztuce dość jednoznacznie kojarzy się dziś z prowokacją, a przecież postać Adwokata Moona, którą gram, nie jest głupią prowokacją faceta przebranego za kobietę. Kiedy reżyser na początku prób mówił o pierwiastku kobiecym tej postaci, a jest on niezwykle silny, byłem przerażony – nie lubię w teatrze epatowania płcią i prowokowania dla czystego efektu prowokacji. Nie rozumiałem, jak ciekawa i wyważona ma to być prowokacja. Pozostało mi jedynie zaufać reżyserowi...

I dobrze zrobiłem! Największą radością i jednocześnie najtrudniejszą rzeczą w pracy z Januszem Wiśniewskim jest specyficzny, niespotykany u innych reżyserów proces prób. Tak jak autorski jest teatr, jaki tworzy, tak też autorski jest sposób, w jaki reżyseruje. Miałem dużo swobody, ale jednocześnie żelazną ręką określone ramy, w których mogłem szukać. W „Lobotomobilu” tymi ramami była na przykład forma śpiewu, ale muzykę czy też linię melodyczną moich kwestii musiałem stworzyć sam. W dużej mierze każdy spektakl jest improwizacją do napisanej przez Jerzego Satanowskiego harmonii muzycznej.

Kim dla aktora jest dyrektor teatru, w którym on gra? Zwykłym pracodawcą? Mistrzem?
Każdym po trochu. Problem polega na tym, aby wtedy, gdy próbujemy być dobrym reżyserem; kiedy sobie z czymś nie radzę – mistrzem, który pomaga; a gdy przychodzi dzień wypłaty – hojnym pracodawcą...

W życiu wędrował Pan po wielu teatrach, podobnie zresztą, jak inni świetni polscy aktorzy. Czy w tym zawodzie to nieuniknione?
Wędrowałem i w dalszym ciągu wędruję. Choć Teatr Nowy jest moim macierzystym teatrem, grywam gościnnie na innych scenach. Dla aktora to zdrowe, pozwala mu na spojrzenie na mój zawód z innej perspektywy. Rzeczywiście, ta rotacja miejsc i ludzi jest wpisana w ten zawód; gramy tam, gdzie chcą nas oglądać... Zaczynałem w Teatrze Narodowym w Warszawie, po drodze był Teatr ROMA, Teatr na Woli, kilka innych teatralnych przygód. W Poznaniu dostawałem i dostaję najciekawsze propozycje, dlatego jestem wierny tej scenie od przeszło dziesięciu lat.

Czym jest dla Pana Poznań? Czy są jakieś rzeczy, które lubi w nim Pan szczególnie – a może i takie, które w jakiś sposób drażnią?
Poznań urósł do rangi mojego rodzinnego miasta sześć lat temu. Wtedy właśnie urodziła się moja pierwsza córka... Powoli zakorzeniam się i choć lubię być w ruchu, to coraz bardziej doceniam znaczenie własnego domu, przede wszystkim w sensie rodziny, sąsiadów, miejsc, w których się bywa. Lubię Poznań i dobrze się tu czuję. Cenię poznaniaków za gospodarność, za dumę, za swoistą autonomię względem reszty kraju, ale jednocześnie widzę, że ta odrębność zamyka Poznań na innych. To akurat może zniechęcać.

Grywa Pan w serialach, np. w „Złotopolskich”. Z jednej strony dają popularność, ale czy także artystyczną satysfakcję?
A który z aktorów nie lubi popularności? Rzeczywiście seriale ją dają. Choć... Kiedyś jechałem pociągiem do Rosji. Na granicy w Brześciu celnik mówi: Znam pana, jest pan aktorem!” „Ogląda pan Złotopolskich?” pytam. „Nie, widziałem pana w teatrze...” To chyba najmilszy wyraz popularności, jaki mnie spotkał. Odpowiem tak: gdybym mógł, pracowałbym tylko w teatrze, a co do kwestii artyzmu polskich seriali, to chyba zgodzi się Pan, że w znakomitej większości przypadków nie mamy o czym rozmawiać...

Czym jest dla aktora rodzina? Są chwile, kiedy Pan za nią szczególnie tęskni? A może zdarza się, że rodzina w jakiś sposób Pana irytuje?
Czasem tęsknię za swobodą, brakiem obowiązków, nadmiarem wolnego czasu... Ale wtedy przypomina mi się, jak często byłem samotny. Rodzina jest najcudowniejszym lekarstwem na samotność. I choć zżymam się troszkę, gdy moje trzy panie domagają się całkowitego poświęcenia, to wiem, że bez nich nie osiągnąłbym w zawodzie aktora tego, co udało mi się osiągnąć. Za co jestem im bardzo wdzięczny.

Kiedyś była taka harcerska piosenka: „Poznań – największa twierdza harcerskich serc”. Czy parafrazując ten zwrot, może Pan powiedzieć o Poznaniu (a właściwie: o swoim Poznaniu), że to miasto jest na dzień dzisiejszy Pana aktorską twierdzą?
Poznań przyjął mnie jako aktora. Tu dostałem pierwsze prawdziwe szlify, pierwsze duże role, to również miejsce moich największych aktorskich porażek i rozczarowań. Z tego punktu widzenia rzeczywiście Poznań jest moją aktorską twierdzą. Ale pojęcie to kojarzy mi się z pewnym odosobnieniem... I choć obiecuję bronić tej twierdzy, to nie chcę zamykać się na to, co jest poza jej murami. Nie wiem, jak dalej potoczy się moje życie zawodowe. Na razie cieszę się z Medalu Młodej Sztuki i na kolejne premiery w Teatrze Nowym.

A co jest w tej chwili Pana największym marzeniem aktorskim?
Mam wiele aktorskich marzeń, ale nie zdradzę ich, aby nie zapeszyć!

MuzoTok: Viki i Kayah "Ramię w ramię" opowiadają o najnowszym utworze.

Wideo

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3