Młodzi oburzeni wyjdą w sobotę na ulice. Także w Poznaniu!

Redakcja
Mają dosyć "śmieciowych" umów i przerzucania kosztów kryzysu na ...
Mają dosyć "śmieciowych" umów i przerzucania kosztów kryzysu na ... Dariusz Majgier
Mają dosyć "śmieciowych" umów i przerzucania kosztów kryzysu na zwykłych ludzi. Polscy prekariusze w sobotę wyjdą na ulice - także w Poznaniu.

- Czuję się prekariuszem. Nie mam nawet 20 lat, a już odczuwam przynależność do pokolenia straconego. Jestem człowiekiem bez przyszłości. Wyjechałem z rodzinnego miasta do Warszawy, by uczyć się w dobrym liceum, zwiększyć swoje szanse na rynku pracy. Jednocześnie cały czas pracuję, by tu się utrzymać. Oczywiście za każdym razem na śmieciowej umowie, bez pewności, czy za miesiąc będę miał jakiekolwiek pieniądze - mówi portalowi MM Warszawa Grzegorz Jan Janiczak, współzałożyciel ruchów: Porozumienie 15 Października, Solidarni z Hiszpanią, Polscy Oburzeni.

Oburzają się na ulicach. Także Poznania

Polscy Oburzeni to nazwa porozumienia, która ma być platformą do spotkań i wspólnych działań dla organizacji pozarządowych, związków zawodowych i innych ruchów społecznych, nawiązuje do hiszpańskich "Oburzonych", którzy 15 maja w Madrycie rozpoczęli okupację placu Puerto del Sol. W lipcu rozgoryczona młodzież z Hiszpanii, Francji i Włoch wyruszyła do Brukseli, by z unijnymi politykami rozmawiać o trudnej sytuacji młodych ludzi w Europie.

Na 15 października w Brukseli zaplanowano największą manifestację, na którą wybierają się Oburzeni z całego kontynentu. Jednocześnie w stolicach państw odbędą się demonstracje wspierające. Tak będzie również w Poznaniu, gdzie młodzi chcą pokazać nie tylko solidarność z Hiszpanią, ale uświadomić rządzącym, że trapią ich te same problemy.

Na stronie internetowej skłotu Rozbrat możemy przeczytać, że "demonstrujemy:
- przeciwko przerzucaniu kosztów kryzysu gospodarczego na barki zwykłych ludzi i wzrastającym kosztom utrzymania;
- przeciwko pompowaniu miliardów dolarów i euro w niewydolną kapitalistyczną gospodarkę, w tym banki i instytucje finansowe;
- przeciwko zawłaszczaniu instytucji politycznych przez skorumpowane elity i kliki blokujące jakąkolwiek zamianę społeczną;
- przeciwko samowoli wielkiego biznesu i spekulantów giełdowych;
- przeciwko wzrastającym nierównościom społecznym."

Początek manifestacji w Poznaniu - pod hasłem Occupy Wall Street zaplanowano na sobotę, 15 października o godz. 12.00 przed Starym Browarem od strony ul. Półwiejskiej.

Prekariusze bez przyszłości?

Młodzi ludzie, mimo że dopiero wchodzą w dorosłe życie, już teraz twierdzą, że są bez przyszłości. Guy Standing określa ich jako klasę prekariuszy.

- Nie widzę perspektyw na stabilną pracę, czy zdolność kredytową. Ale ja i tak jestem w dobrej sytuacji. Moja przyjaciółka, która ma 30 lat, ostatnio musiała na pół roku wrócić do rodziców, bo nie miała z czego się utrzymać. A gdzie stabilizacja, dziecko, mieszkanie? To dla nas nierealne - wymienia Janiczak, który przyznaje, że określenie "prekariusz" dobrze go opisuje. - Nasze problemy niczym się nie różnią od tych, które mają Hiszpanie. Czeka nas to samo, a kolejne pokolenia trafią w jeszcze gorszą sytuację ekonomiczną - twierdzi.

- Nie tylko młodzi mają ten problem. Śmieciowe umowy dotyczą także osób w wieku średnim, przedemerytalnym: sprzątaczek, kasjerek, pielęgniarek - potwierdza Michał Sutowski, politolog, sekretarz redakcji "Krytyki Politycznej”. - Niewątpliwie fałszywa okazała się złożona młodym obietnica, że staże i „elastyczne” formy zatrudnienia są „tylko na początek”, że to propozycja dla zdobywających pierwsze szlify na rynku pracy. W końcu każdy z nas namacalnie odczuwa to, że bank odmawia mu np. kredytu na mieszkanie i że niemal niemożliwe jest planowanie większych wydatków w dłuższej perspektywie. Coraz większą warstwę społeczeństwa możemy zatem w uprawniony sposób nazwać „prekariuszami" - ocenia.

Małgorzata, 24 lata, ekspedientka w markowym butiku:
- Zgodziłam się na umowę-zlecenie, bo szefowa mówiła, że zanim dostanę pełny etat, to muszę się najpierw sprawdzić, wdrożyć w pracę. To było prawie dwa lata temu i dziś nie mam złudzeń, że dostanę normalną umowę. Usłyszałam od właścicielki sklepu, że jakby podpisała ją ze mną, to musiałaby postąpić tak z pozostałymi dziewczynami, a w praktyce zwolnić pół zespołu, bo zupełnie by jej się to nie opłacało. Pozostałe osoby musiałyby oczywiście pracować za brakujące ekspedientki. Zazwyczaj podpisuję papiery z góry na trzy miesiące, urlop jest umowny, a chorobowe do odpracowania w innym terminie. O prekariacie wcześniej nie słyszałam, ale to określenie idealnie pasuje do mojej sytuacji. Tak, jestem zła z powodu warunków, na których pracuję.
Piotr, 30 lat, obecnie bezrobotny, magister politologii i socjologii:
- Po trzydziestce zostałem prekariuszem, wcześniej byłem zadowolony z niepełnego etatu, bo pozwalał mi łączyć pracę ze studiami. Później rzuciłem pracę w agencji reklamowej, bo nie było szans na stałą umowę. Byłem przekonany, że ze sporym doświadczeniem, bardzo dobrym angielskim i niezłym rosyjskim oraz papierem praktycznie najlepszej w kraju uczelni nie będę miał problemu z pracą. Byłem w szoku, gdy na pierwszej rozmowie potencjalny pracodawca najpierw opisał swoje wysokie wymagania, a potem proponował trzymiesięczny staż za niespełna 500 zł. Zaśmiałem się, tym bardziej, że myślałem, że tylko studenci mogą być przyjmowani na staż. Szukam pracy od czterech miesięcy i już nie jest mi do śmiechu. Na razie nigdzie nie zaproponowano mi umowy o pracę, jedynie staż lub założenie własnej działalności.

Liderzy umów śmieciowych

Hiszpania i Polska są obecnie w ścisłej europejskiej czołówce w liczbie umów śmieciowych. - To wynik modelu rozwoju przyjętego przez dany kraj. Jeśli opiera się on przede wszystkim na niskich kosztach pracy i płacy, wówczas „umowy śmieciowe” pozwalają przedsiębiorstwom konkurować poprzez większy wyzysk pracowników. Drugi czynnik to związki zawodowe, które do dziś mają poważny problem z obroną praw pracowniczych prekariuszy - mówi Michał Sutowski.

Jak zatem ratować prekariuszy i ograniczyć tzw. umowy śmieciowe? Zdaniem Sutowskiego decydującą rolę mają tu do odegrania właśnie związki zawodowe. - Problem w tym, że nie są one... sexy, bo od lat przedstawia się je jako przyspawanych do stołków roszczeniowców. Ale bez ich udziału nie jest możliwy radykalny protest w kwestii prekariatu - uważa Sutowski i dodaje, że sporym problemem jest również podejście samych pracowników. - To przez daleko posunięty, patologiczny indywidualizm Polaków wyuczony po roku 1989. Nauczyliśmy się oszukiwać system, wykorzystywać go, żyć w nim, ale nie go zmieniać. Nasi dziadkowie w Październiku i Grudniu walczyli o lepszy socjalizm, nasi ojcowie w Sierpniu o jakąś „trzecią drogę”, samorządną Rzeczpospolitą, etc., a my i tak dziś jesteśmy przekonani, że przecież Solidarności chodziło o giełdę i wolny rynek. My wiemy, że jest źle, ale niewiele robimy. Emigrujemy, próbujemy założyć biznes, siedzimy cicho, żeby nas nie zwolnili z butiku, czy korporacji - opisuje politolog.

Długa droga do zmian

- Poziom niezadowolenia społecznego już jest bardzo duży, mimo że dotychczas udawało się go w Polsce pacyfikować np. możliwością emigracji. Ale ta droga się wyczerpała, i to w całej Europie. Społeczeństwo zaczęło się budzić i walczyć o swoje interesy – przykładem są zeszłoroczne protesty przeciwko zwolnieniom na uczelniach w Lublinie, strajk pielęgniarek przeciwko zatrudnieniom na kontraktach czy pierwszy Kongres Kobiet - zauważa Sutowski. Jego zdaniem droga do zorganizowanych, masowych protestów w obronie interesów prekariuszy jest jednak jeszcze daleka.

Maszerują na Brukselę
Fala europejskich protestów społecznych została zapoczątkowana 15 maja 2011 roku w Hiszpanii przez młodych ludzi, których aż 40 proc. pozostaje bez pracy. Demonstracje szybko wybuchły w kilkudziesięciu miastach, a skierowane były przeciwko bezrobociu, klasie politycznej, złej sytuacji gospodarczej kraju. Główny rynek w Madrycie, Puerta del Sol, był przez kilka tygodni okupowany, powstało tam miasteczko namiotowe. Manifestujący to młodzież, bezrobotni, pracujący na umowach śmieciowych, emeryci - odpowiadają klasie prekariuszy i nazywani są Ruchem 15 Maja, Democracia Real Ya! lub Oburzonymi. W lipcu z placu Puerta del Sol kilka tysięcy osób wyruszyło pieszo do Brukseli, by 15 października przed Parlamentem Europejskim zorganizować manifestację. Pierwsi manifestanci dotarli do Belgii 8 października.




Spis Powszechny 2021: są pierwsze kary za odmowę spisania się

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie