Nie chodzi o odwadnianie miast, ale o mądre gospodarowanie wodą

Materiał informacyjny Aquanet Spółka Akcyjna
O skutkach zmian klimatu, mankamentach funkcjonujących systemów odprowadzania deszczówki, zatrzymaniu wody w mieście mówi dr Anna Januchta-Szostak, profesor Politechniki Poznańskiej

Dlaczego zagrażają nam powodzie i susze?

Anna Januchta-Szostak: Niektórzy odpowiedzieliby krótko: bo zmienia się klimat, ale to tylko pół prawdy. Przede wszystkim przez ostatnie 150 lat zmieniliśmy środowisko do tego stopnia, że wpłynęliśmy na globalne procesy klimatyczne i ich lokalne skutki. Lata urbanizacji i odwadniania miast zubożyły krajobraz i środowisko, ale nie uchroniły nas od zagrożeń, a wręcz je zintensyfikowały. W miastach pada częściej i intensywniej niż na terenach otwartych z powodu zapylania i zjawiska miejskiej wyspy ciepła. Do tego wysoki poziom uszczelnienia powoduje szybki i znaczny objętościowo odpływ powierzchniowy, którego nie są w stanie przejąć tradycyjne systemy kanalizacji. Pomiędzy gwałtownymi opadami mamy coraz dłuższe i bardziej dotkliwe okresy suszy. W tym roku mieliśmy niemal bezdeszczową wiosnę. Problem suszy nie ogranicza się tylko do braku opadów (susza meteorologiczna), ale powoduje negatywne skutki dla wegetacji roślin (susza rolnicza) i obniżanie się stanów wody w rzekach (susza hydrologiczna). A przy długotrwałym braku opadów, szybkim odpływie i dużym poborze wody, dochodzi do suszy hydrogeologicznej, czyli ubywa wody w podziemnych warstwach wodonośnych, a to już zagraża odnawialności zasobów wody.

Jakie są mankamenty tradycyjnych systemów odwodnienia miast?

Anna Januchta-Szostak: Przede wszystkim mają ograniczoną pojemność i małą elastyczność. Kiedy spada ulewny deszcz, to nie mieści się rurach i wypływa na ulice. Po drugie: systemy ulokowane są pod ziemią, co sprawia, że ich modernizacja jest trudna i kosztowna. Wiele kolektorów jest w złym stanie technicznym, a wypełnienie osadami zmniejsza przekrój przepływu. Na ich niewydolność wpływa też wzrost powierzchni uszczelnionych. Deszcz w mieście nie ma gdzie wsiąkać. Tereny, dla których 70 lat temu budowano systemy kanalizacji deszczowej, były uszczelnione w ok. 20-25 %. Dziś na skutek dogęszczania zabudowy, rozwoju sieci dróg i parkingów, mamy 75 % lub więcej powierzchni szczelnych, z których woda płynie wprost z chmury do rury i nie napotyka po drodze na żadne ograniczenia, które mogłyby spowolnić spływ. Problem nie polega na tym, że wody jest za dużo (mamy jej wręcz za mało!), ale jest jej za dużo w krótkim czasie i wtedy doświadczamy skutków przeciążenia systemów kanalizacji. I tu dochodzimy do kwestii zmiany klimatu i nasilenia ekstremów pogodowych, a konkretnie: wzrostu częstotliwości występowania opadów o dużym natężeniu. W czasach, kiedy projektowano systemy kanalizacji deszczowej, przeważały deszcze o małym i średnim natężeniu. Obecnie znacznie częściej zdarzają się deszcze nawalne i opady dobowe przekraczające 30, 50, a nawet 70 mm. Warstwa 5 cm wody (opad 50 mm) na powierzchni 1m2 nie wydaje się przerażająca, ale jeśli policzymy spływ z 1 km2 terenów śródmiejskich, które bywają uszczelnione nawet w 90 %, to mamy do czynienia z objętością 80 basenów sportowych o standardowych wymiarach. Ta ogromna masa wody nie ma szans wsiąknąć do gruntu, ani zmieścić się w systemach kanalizacji.

Co można zrobić? Jak zatrzymać deszczówkę w mieście?

Anna Januchta-Szostak: Można, jak to zrobiono m.in. w Bydgoszczy, wykorzystać modele opadów lokalnych i modele hydrodynamiczne zlewni, żeby dostosować systemy odwodnienia do oczekiwanych przeciążeń, budować zbiorniki retencyjne lub przekierowywać spływy do mniej obciążonych fragmentów sieci i modernizować je z wykorzystaniem rozwiązań naturalnych, tzw. błękitno-zielonej infrastruktury. A przede wszystkim trzeba zatrzymywać wodę w miejscu opadu – w oczkach wodnych, na zielonych dachach, czy przesiąkliwych parkingach, żeby spowolnić jej odpływ do kanalizacji, umożliwić wsiąkanie lub wykorzystać w okresie suszy. Nawet symboliczna beczka pod każdą rynną (program „Złap deszcz” we Wrocławiu), to wbrew pozorom bardzo dużo. Gdybyśmy jednak chcieli zrobić z tej wody jeszcze lepszy użytek, to w skali miasta warto pomyśleć o tworzeniu parków i placów retencyjnych, w których zmienny poziom wody będzie atrakcją krajobrazową i funkcjonalną, a „przy okazji” pomoże w adaptacji miast do zmiany klimatu. Woda w mieście to nie tylko sieci. To system naczyń połączonych i bardzo wiele aspektów, które wiążą się z efektywnością systemów infrastruktury i bezpieczeństwem publicznym, jakością - przestrzeni i życia w mieście. Tymczasem w polskich miastach jedne instytucje są odpowiedzialne za odwodnienia, inne za estetykę i funkcjonalność przestrzeni, jeszcze inne za stan środowiska, a brakuje synergii działań! Nie chodzi o to, żeby usprawnić odwadnianie (nasze miasta są już ekstremalnie odwodnione!), ale o to, żeby mądrze gospodarować zasobami wody i środowiska.

Dr hab. inż. arch. Anna Januchta-Szostak

Profesor Politechniki Poznańskiej, naukowiec i nauczyciel akademicki w dyscyplinie architektura i urbanistyka, od kilkunastu lat zajmujący się zagadnieniami zintegrowanej gospodarki wodnej w mieście i adaptacji do zmian klimatu. Obecnie, członek Interdyscyplinarnego Zespołu Doradczego ds. Kryzysu Klimatycznego przy Prezesie Polskiej Akademii Nauk.

Dodaj ogłoszenie