Policjanci ponad prawem

Katarzyna WARSZTA, Piotr KRYSA
Z opowieści chłopców wynika, że zostali poniżeni i pobici. Miała to być kara za zrobienie dziury w płocie i pogoń po ranczu ,,komendanta’’ we Władysławowie. - Fot. Piotr JASICZEK
Z opowieści chłopców wynika, że zostali poniżeni i pobici. Miała to być kara za zrobienie dziury w płocie i pogoń po ranczu ,,komendanta’’ we Władysławowie. - Fot. Piotr JASICZEK
– Kiedyś Nowy Tomyśl leżał koło Poznania. Teraz Poznań leży koło Nowego Tomyśla – mówi jeden z sąsiadów policjanta Arkadiusza K. Naczelnika sekcji kryminalnej Komendy Powiatowej cała Polska poznała jako ...

– Kiedyś Nowy Tomyśl leżał koło Poznania. Teraz Poznań leży koło Nowego Tomyśla – mówi jeden z sąsiadów policjanta Arkadiusza K. Naczelnika sekcji kryminalnej Komendy Powiatowej cała Polska poznała jako podejrzanego o pobicie czterech chłopców. W tej komendzie jednak śmierdzi nie tylko to...

Wydarzenia z ubiegłego piątku wstrząsnęły opinią publiczną. Długoletni policjant po służbie skrzyknął trzech mężczyzn i pojechał wymierzać sprawiedliwość czterem chłopakom. Chłopcy w wieku od 12 do 16 lat zostali siłą wyciągnięci z domu, wrzuceni do bagażnika terenowego samochodu naczelnika K. i wywiezieni na pole. Z opowieści chłopców wynika, że zostali tam poniżeni i pobici. Miała to być kara za zrobienie dziury w płocie i pogoń po ranczu ,,komendanta“ we Władysławowie. Naczelnika K. w tej okolicy nazywają ,,komendantem“, bo kiedyś szefował policji we Lwówku. Przerażeni rodzice jeszcze tego samego dnia zgłosili porwanie i pobicie na policję. Pierwsze czynności podjęła też nowotomyska prokuratura.

A może po cichu?

Na drugi dzień rano męża Bogumiły Krydki, matki jednego z pobitych chłopców, odwiedził sam ,,komendant’’. – Sugerował, że dzieci są czemuś winne, że to wszystko to nie tak, jak one mówią – opowiada Krydka.
Ale to nie wszystko. Później pojawił się inny policjant (nazwisko do wiadomości redakcji), który ,,po przyjacielsku’’ pytał Krydkę, czy nie da się tego ,,jakoś ciszej załatwić’’.
Jeszcze w piątek wieczorem dzieci przewieziono na obserwację do jednego z poznańskich szpitali. U dwóch chłopców lekarz nie wykluczył wstrząśnienia mózgu. W sobotę śledztwo w sprawie pobicia przejęła Prokuratura Rejonowa w Gostyniu. Śledczy ustalili, że policjantowi towarzyszył jego 25-letni syn Paweł, oraz 35-letni kuzyn Rafał W. We wtorek zatrzymano czwartego z mężczyzn. Gostyńska prokuratura postawiła im zarzuty pobicia, naruszenia miru domowego i bezprawnego ograniczenia wolności, co jest zagrożone karą do 5 lat więzienia. Żaden z nich nie przyznaje się do winy. Wszystkich tymczasowo aresztował Sąd Rejonowy w Gostyniu.

Przeprosiny od komendanta

Sobotnim rankiem do KPP w Nowym Tomyślu przyjechał Jerzy Kowalski, niedawno mianowany zastępca komendanta wojewódzkiego. Były szef centralnego CBŚ zapewniał, że wszystkie sprawy związane z tą komendą będą wyjaśnione. Osobiście też przepraszał rodziców pobitych dzieci za naczelnika K. i obiecał, że policja dołoży wszelkich starań, aby pomóc prokuraturze w pełnym wyjaśnieniu tej sprawy.
Na polecenie komendanta wojewódzkiego natychmiast wszczęto wobec K. postępowanie dyscyplinarne. Po postawieniu mu zarzutów przez prokuraturę został zawieszony w obowiązkach.
– Jeśli zarzuty się potwierdzą, zostanie wyrzucony z policji – podkreślał Jarosław Szemerluk z KWP w Poznaniu.

Zmiana frontu, czyli linia obrony

Skoro jeszcze w sobotę rano sprawy nie udało się załatwić po cichu, to już we wtorek stało się o niej głośno ,,inaczej’’. Część mediów rozpoczęła dyskusję na temat racji moralnych przemawiających za szeryfem, który wymierzył sprawiedliwość na własną rękę. Chłopców przedstawiano jako chuliganów mających zatargi z prawem.
Nikt nie ukrywa, że nastolatkowie do najłatwiejszych nie należą, czego można dowiedzieć się z łatwością od mieszkańców Władysławowa. Trudno sobie jednak tłumaczyć, żeby doskonale znający prawo policjant jechał w ,,czterech chłopa’’ na nieletnich. Znaleźli się też świadkowie, którzy twierdzą, że chłopcy nie byli bici.
Co na to mieszkańcy Władysławowa? Tu czuje się szacunek dla ,,komendanta’’. Wiedzą, że dużo może i nikt nie chce z nim zadzierać
– Mogli tam wejść na to ranczo i puściły mu nerwy – mówi Piotr, rolnik zaczepiony przez nas na polu.

Mobilizacja rezerwy

Nerwy mogły puścić ,,komendantowi“ z zupełnie innych powodów. Historia z pobiciem chłopców jest już trzecim bardzo poważnym sygnałem świadczącym o tym, że Komenda Powiatowa w Nowym Tomyślu ,,stoi na głowie’’.
W sobotę, kiedy był przesłuchiwany Arkadiusz K., pojawił się tam nawet były komendant powiatowy Leszek Hus. Natomiast w poniedziałek spotkali się w tym samym miejscu emerytowani policjanci i milicjanci. Po co? Nie wiadomo? Możemy jednak przypuszczać, że ta swoista ,,rada starszych“ zaczęła szukać sposobu na rozwiązanie ,,medialnych“ problemów. A trochę ich będzie...
28 lipca opisaliśmy historię Ryszarda C. ksywka ,,Cebula’’, któremu podczas przesłuchania na nowotomyskiej komendzie policjanci mogli połamać nogi. Podejrzany o zamordowanie kolegi bandyta współczucia nie budzi, ale wyjaśnienia policji, w zestawieniu z naszymi ustaleniami, wydawały się nadzwyczaj mętne. Nawet to, że ,,Cebula’’ podpisał oświadczenie, że połamał nogi przed zatrzymaniem, spadając ze schodów – sprawy nie zamyka. Prokuratura doszukała się w policyjnych notatkach takiego zgłoszenia i przystąpiła do wyjaśniania. W tej sprawie również przewijają się nazwiska policjantów, którzy w interpretacji polskiego prawa wybrali własną ścieżkę. Trudno też pominąć fakt, że o możliwości popełnienia takiego przestępstwa poinformowali opinię publiczną funkcjonariusze. Takich, którzy nie wytrzymali tego, co się dzieje na komendzie, jest wielu. Co ważniejsze, nie są to żadni anonimowi informatorzy. Są znani redakcji z imienia i nazwiska.

Policyjne kłamstwa

Kilkanaście dni później napisaliśmy o samochodach na lewych tablicach rejestracyjnych, które bez skrępowania pod komendą parkowali: komendant Leszek Hus i znany nam już Arkadiusz K. W dzień publikacji ,,polecieli’’ Hus i jego zastępca. Ten pierwszy, który najpierw miał być przeniesiony do Słupcy, został w dyspozycji Komendanta Wojewódzkiego. Hus poruszał się oplem astra, na tablicach PZH 7478, pochodzących z nissana zarejestrowanego na zakład pogrzebowy. Naczelnik kryminalnej korzystał z mercedesa C180 o numerach PNT Y969, należących do samochodu ciężarowego iveco, zarejestrowanego na firmę Opaltex. Wcześniej grupa policjantów z komendy w Nowym Tomyślu poinformowała o tym Komendę Wojewódzką. Jednak do czasu naszej publikacji w tej sprawie nic nie zrobiono.
Tego samego dnia, gdy w Gazecie Poznańskiej opisaliśmy ten fakt, komendant Hus ,,wyjaśnił sprawę“. Powiedział, że są to auta operacyjne, a numery wypożycza z Wydziału Komunikacji nowotomyskiego starostwa na podstawie zawartej z nim umowy, co zresztą przekazało nam Biuro Prasowe KWP w Poznaniu.
Bardzo zdziwił się po powrocie z urlopu Janusz Pustelnik, kierownik tegoż Wydziału Komunikacji. – Ja żadnej specjalnej umowy z nowotomyską Komendą nie mam – mówi. Opowiada, że raz na jakiś czas występuje do niego z wnioskiem o przydział numerów rejestracyjnych Komenda Wojewódzka. Wtedy po prostu przekazuje grupę numerów, ale sam tych tablic nawet na oczy nie
widzi. Może w takim razie zaplątały się jakieś tablice ze zwrotów?
– Z mojej dokumentacji wynika, że wciąż są przypisane do tych aut, które opisaliście – potwierdza Pustelnik.
Za to dzień później starosta Joel Matuszek przyznał, że starostwo umowy z policją nie ma, ale tablice wypożycza. Szczegółów nie znał i odesłał nas do kierownika Wydziału Komunikacji...

Gdzie zajedzie naczelnik?

Wkrótce pozyskaliśmy informacje o kolejnym samochodzie, którym jeździł naczelnik K. Chodzi o srebrnego volkswagena passata. Niestety, nie mamy zdjęcia, ale kilku niezależnych świadków potwierdziło ten fakt. Grupa policjantów dodała nawet, że do tego samochodu przekręcił tablice ze swojego opla. Inny świadek słyszał od naczelnika K., że to samochód od kolegi. Jeszcze inny zwrócił nam uwagę, że to auto jest w bezpośredni sposób związane z Opaltexem.
Sąsiedzi przyznają, że czasem zwracały ich uwagę motoryzacyjne aspiracje naczelnika. Nie ukrywają też, że to i owo w niewielkim Nowym Tomyślu słyszeli. Nie uszło też ich uwadze, że naczelnik do biednych nie należał. Przy swoim domu wybudował ogólnodostępną saunę z basenem. We Władysławowie na wielkim ranczo hodował daniele i dziki.

Policjanci podejrzewają policjantów

Wspomniany Opaltex, handlujący głównie markową odzieżą sportową, był już pod lupą Urzędu Kontroli Skarbowej i poznańskiej Izby Celnej. Obie instytucje oficjalnie to potwierdzają, nie ujawniają jednak szczegółów. Nieoficjalnie udało nam się ustalić, że może chodzić o sprowadzanie z zagranicy sporej ilości towarów na podstawie sfałszowanych dokumentów. Sprawa wcale nie musi się wiązać tylko z samym Opaltexem. Ze zdobytych przez nas informacji wynika, że wokół tej firmy mogło powstać wiele innych.
– Firmy były zakładane na podstawione osoby – mówi jeden z naszych informatorów. Podobno powstawały też całkowicie fikcyjne podmioty gospodarcze. Niewykluczone, że jedna z takich firm była nawet zapisana na policjanta z Nowego Tomyśla. W tej sprawie przewijają się również nazwiska okolicznych biznesmenów, którzy także mogli rozpocząć taką współpracę. Nie chcą na ten temat rozmawiać. Jeden z nich mówi wprost: – Ja tu będę musiał żyć dalej. Jak zacznę gadać, to mnie zniszczą.
Trzy lata temu KPP w Nowym Tomyślu prowadziła dochodzenie w sprawie dużych ilości importowanej nielegalnie markowej odzieży. Miała być ona sprowadzana na różne, często zupełnie fikcyjne podmioty gospodarcze. Pamięta to wielu policjantów. Pamiętają, że było przesłuchiwanych wielu celników z mieszczącego się ówcześnie w Nowym Tomyślu Urzędu Celnego.
Wkrótce po tym w komendzie gościli też policjanci z Cypru (stamtąd mogła być sprowadzana odzież). Komenda Wojewódzka odmawia udzielenia informacji na temat tego śledztwa, a szkoda... Część policjantów z Nowego Tomyśla podejrzewa, że śledztwo to nie było zbyt efektywne. Znani nam z imienia i nazwiska policjanci podejrzewają, że niektórzy ich koledzy przymknęli oczy na postępki niektórych biznesmenów.

Wszystko w rodzinie

To, co na pierwszy rzut oka wydaje się tylko bajką o żelaznym wilku, w kontekście ustaleń Prokuratury Okręgowej w Gorzowie Wielkopolskim nabiera zupełnie nowego wymiaru. Od roku prowadzi ona śledztwo w przeciwko poznańskiej firmie Arma. Doniesienie w tej sprawie złożyła poszkodowana Agencja Celna C. Hartwig ze Słubic. Agencja została obciążona za przekręty Army na zasadzie solidarnej odpowiedzialności. Ta z kolei sprowadzała markową odzież z różnych krajów na podstawie podrobionych świadectw pochodzenia towarów. Świadectwa te zapewniały złagodzone stawki celne.
– Pochodziły z krajów w których obowiązują tak zwane stawki konwekcyjne – wyjaśnia Dariusz Domeracki z Prokuratury Okręgowej w Gorzowie Wielkopolskim. Sprowadzane przez Armę towary miały więc pochodzić z Tajwanu, Korei czy Wietnamu. Śledztwo dotyczy konkretnie kilkudziesięciu odpraw, które miały miejsce od kwietnia do listopada 2003 roku. Prokuratura we współpracy z celnikami zdążyła już potwierdzić fakt sfałszowania znacznej części dokumentów, a kolejne potwierdzenia mogą być jedynie kwestią czasu. Może się okazać, że straty Skarbu Państwa wskutek przestępczej działalności tej firmy mogą sięgać milionów złotych.
– Tak naprawdę towary pochodziły z województwa mazowieckiego – mówi prokurator Domarecki. Prokuratura nie wyklucza, że rozprowadzała je grupa osób w międzynarodowym składzie. Trzy osoby z firmy Arma przebywają w areszcie. Prokuratura zarzuca im udział w zorganizowanej grupie przestępczej funkcjonującej między innymi na terenie Poznania, Warszawy i Słubic. Zarzut dotyczy w większości przestępstw skarbowych, z których trzej mężczyźni uczynili sobie stałe źródło dochodu. Co więcej, po wkroczeniu prokuratury okazało się, że firma Arma to golec bez grosza.
– Tak naprawdę składała się z faksu w wynajętym pomieszczeniu – mówi prokurator D. Domarecki.
Trzy aresztowane osoby to Robert Ł. i dwóch Tomaszów K. Mimo że śledztwo trwa już rok, prokurator uważa, że to dopiero początek. Uznaje je za bardzo rozwojowe i nie wyklucza, ze obejmie swoim zasięgiem kolejnych podejrzanych.
Co ta sprawa ma wspólnego z Opaltexem? Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że ta firma pojawia się w tle gorzowskiego śledztwa. Pierwszy Tomasz K. dziś jeden z podejrzanych, był kiedyś pracownikiem księgowości w firmie Opaltex. Drugi, Tomasz K. jest... szwagrem właściciela Opaltexu.

Sztuczna inteligencja “nie radzi” sobie z hejtem?

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie