Poznańskie orliki otwarte. Ale jeszcze nie wszystkie tętnią życiem... [ZDJĘCIA]

Radosław Patroniak
Radosław Patroniak
Młodzi piłkarze w Lech Poznań Football Academy nie opuszczają boiska bez dezynfekcji rąk Radosław Patroniak
Sport ma wielkie oblicze znane z telewizji i wielkich stadionów. Nie mniej ważna, a może nawet ważniejsza dla dzieci i młodzieży jest jednak możliwość uprawiania sportu na co dzień. Dlatego z ogromną ulgą przyjęto informację o otwarciu popularnych orlików. Sprawdziliśmy w kilku miejscach Poznania jak osiedlowe boiska zaczęły funkcjonować po niemal dwóch miesiącach zamrożenia. Znaleźliśmy pozytywne przykłady, ale też te mniej budujące...

- Czekaliśmy na tę decyzję rządu z utęsknieniem. Gdyby było inaczej, to nie przyszłabym na trening z synem 15 minut przed czasem - tłumaczy Marta Moska, mama 5-letniego Tigrana na Orliku przy SP 34 na Os. Śmiałego w Poznaniu. Nie wszyscy rodzice byli tak samo zachwyceni, ale zdecydowana większość postanowiła wysłać swoje pociechy na pierwszy trening.

- To nie jest tak, że lekceważymy koronawirusa, bo przecież robimy wszystko zgodnie z procedurami i wytycznymi. Jest jednak mniejszościowa grupa, tak zwanych nadgorliwych rodziców, która była przeciwna wznowieniu zajęć, ale myślę, że z czasem wszyscy się przekonają, że dla zdrowia psychicznego nie warto już dłużej siedzieć w domu - dodaje Moska.

Jej syn trenuje w Lech Poznań Football Academy, pod okiem Adriany Sikory, zawodniczki drużyny futsalistek AZS UAM Poznań. - Myślę, że odmrożenie boisk to nie tylko świetna wiadomość dla rodziców i ich dzieci, ale także dla nas szkoleniowców. Jak długo można żyć w izolacji i bez tego, co się najbardziej kocha i lubi. Dlatego najbardziej czułam wewnętrzną presję wyjścia na trening - przyznaje Sikora i po chwili ucieka już na drugą stronę boiska, by przygotować się do dezynfekcji boiska, słupków i dłoni swoich podopiecznych.

Telefon rozgrzany do czerwoności

Wzorów nie musi daleko szukać. Przed nią zajęcia w LPFA prowadził z 10-latkami Cezary Maciejewski. "Chłopcy proszę zachować odstęp. Powoli, każdy zdąży wyjść z boiska" - krzyczy do sześciu zawodników (zgodnie z zarządzeniem ministerstwa sportu) przebywających na sztucznej murawie. Opiekun młodych lechitów przyszedł na Orlika zaopatrzony w płyn dezynfekujący, specjalne rękawiczki i maseczki.

- W ostatnich dniach telefon miałem już rozgrzany do czerwoności. Rodzice dzwonili i pytali się o ten pierwszy trening. Nie było więc wątpliwości, że od poniedziałku ruszamy z zajęciami w nowej rzeczywistości. Czy dla mnie to kłopot, że mam do dyspozycji tylko sześciu zawodników? Niekoniecznie, bo po prostu wiedziałem o tym wcześniej i tak przygotowałem trening, by większość ćwiczeń miała charakter techniczny i indywidualny. Po reakcjach chłopców też nie widziałem, by ktoś narzekał, że nie ma gierki czy klasycznego meczu - mówi Maciejewski.

Jeszcze więcej entuzjazmu wykazuje opiekun pięknie położonego w niecce Orlika, czyli emerytowany nauczyciel w-f w SP 34, Krzysztof Rex. - Grafik zajęć wypełnił się błyskawicznie. W dodatku mogliśmy wydłużyć o dwie godziny otwarcie boiska, bo przecież dzieci wciąż nie chodzą do szkoły. W tej sytuacji zaczynamy treningi już o godz. 14.30. Ryzyko zakażania koronawirusem minimalizujemy poprzez działania zapobiegawcze. Mamy płyn dezynfekujący, udostępniamy sanitariat i informujemy, że nie można korzystać z szatni oraz pryszniców. Na razie nikt się na nic nie skarżył. Dominuje głód piłki i chęć pokazania światu, że będzie dobrze - śmieje się Rex znany w Poznaniu z organizacji młodzieżowych turniejów w swojej szkole i w czasie zimowych ferii w poznańskiej Arenie.

Dwie dodatkowe godziny

Na Orliku przy SP 34 odżyją nie tylko następcy Kamila Jóźwiaka i Roberta Gumnego, bo w tym tygodniu zajęcia zaplanowane mają także trenerzy Akademii Reissa, strażnicy miejscy, administracja osiedla i B-klasowy Odlew Poznań. - Schemat treningów od południa do wieczora nie będzie obowiązywał w weekendy, bo one zawsze cieszyły się mniejszym zainteresowaniem wśród trenerów, choć niewykluczone, że w soboty przed południem też będziemy mieli zajęte boisko - dodaje jeden z pierwszych wychowawców Bartosza Bereszyńskiego, byłego piłkarza Lecha i obecnego reprezentanta Polski.

Zapytaliśmy go także o sytuację na innych poznańskich Orlikach. - Myślę, że tam, gdzie są opiekunowie wyznaczeni przez UM Poznania nie będzie kłopotów z powrotem do normalności. Inaczej może wyglądać sytuacja na boiskach osiedlowych czy szkolnych. Tam większy ruch zacznie się wtedy, kiedy po prostu młodzież wyjdzie z domów i sama zacznie sobie organizować czas poza lekcjami - kończy były nauczyciel w-f w SP 34.

Jego słowa szybko znalazły potwierdzenie w rzeczywistości. Odwiedziliśmy bowiem też dwa puste boiska przy SP 67 na Os. Batorego i boisko do koszykówki oraz piłki nożnej na Os. Pod Lipami. To ostatnie jest zarządzane przez Poznańską Spółdzielnię Mieszkaniową "Winogrady". Już przed pandemią rzadko kiedy było oblegane przez młodzież, więc w jej trakcie wygląda po prostu tak jak dawniej...

Sprawdź też:

Paulo Sousa nowym trenerem polskiej kadry

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie