Reni Jusis: Czasem masz ochotę być kurą domową, która nie porzuca rock and rolla [Rozmowa NaM]

Paulina Rezmer
Z Reni Jusis rozmawiamy o nowym albumie „Bang!”, o byciu mamą, nagrywaniu albumu w domowych warunkach, pod kołdrą i o walce z konsumpcyjnym podejściem do życia.

„Bang!” to wystrzałowy tytuł. Skąd się wziął?
Płyta powstała spontanicznie i w ekspresowym tempie. Ten tytuł ma oddawać sens tej zwariowanej, spontanicznej akcji. Nie mogę jednak powiedzieć, że nazwa albumu powstawała miesiącami i że mocno się nad nią głowiliśmy. Znalezienie tytułu to chyba był najgorszy tydzień w moim życiu, bo nic mi nie pasowało... aż w końcu spojrzałam na nazwę folderu, w którym zapisane były wszystkie materiały na płytę. Brzmiała właśnie „Bang!” i pomyślałam - czemu nie? W końcu to album-niespodzianka, trochę żart, trochę przekora, trochę strzał. Tak zostało.

Album promuje utwór „Bejbi Siter”. Odbieram go jako kawałek o równej babce napisany na luzie i z przymrużeniem oka. Ale też trochę jako prztyczek w nos dla kobiet-herosów, nowoczesnych matek-Polek, które obnoszą się ze swoją rolą i walczą o miano najlepszej mamuśki w mieście.
Absolutnie tak nie było! Nie miałam zamiaru nikogo obśmiewać, a ostatnie na co zasługują mamy to prztyczek w nos. Ale z tym puszczaniem oka masz całkowitą rację. „Bejbi Siter” to kawałek o tym, ile przypina nam się łatek. Jako matki dostajemy ich szczególnie dużo, a to dlatego, że karmimy piersią publicznie, a to dlatego, że nie posyłamy do szkoły w wieku, w którym chcieliby tego inni, a to dlatego, że na coś dzieciom pozwalamy albo nie. Przykładów są tysiące. Ja proponuję dziewczynom wsparcie, chcę im trochę pomóc w walce z łatkami, bo sama to wsparcie mam.

I tak jak w tekście utworu możesz wieczorem tańczyć na stole, a na drugi dzień rano być już „westalką, matką przenajsłodszą”?
Myślę, że sporo jest kobiet, które czasem mają ochotę być kurą domową, ale też nie chcą definitywine porzucać w sobie pierwiastków rock and rolla. Wiele osób postrzega bycie matką w kategoriach wyrzeczeń, uważam, że to toksyczne podejście, nic dobrego nie wnosi. Dojrzałam i mogę śmiało powiedzieć, że moje życie prywatne to jest prawdziwe życie. Muzyka jest tylko jego dopełnieniem.

Ale jednak się za nią stęskniłaś.
Bardzo się cieszę, że zrobiliśmy ze Stendekiem ten album, choć powstawał w szczególnych warunkach. To było czyste szaleństwo, totalnie się wkręciliśmy, podeszliśmy do tego emocjonalnie. Wiele kawałków znalazło się na płycie niemal w surowej wersji. Nawet nie przypuszczałam, że z domowego folderu trafią na nagranie. Mój dzień ma szczególny rytm, o 20. kładę się z dziećmi spać, po 2 godzinach się budzę i znów wracam do pracy, więc podczas nagrywania albumu często w nocy, szłam do drugiego pokoju i wydzierałam się pod kołdrą prosto do komputera, bez mikrofonu. To naprawdę były czyste emocje.

W warstwie muzycznej jest odważnie. Pomieszałaś ambient z trapem. Są minimalistyczne momenty, które zaraz przechodzą w kontrolowany muzyczny chaos.
Wiesz, na tym albumie każdy kawałek ma swój scenariusz, swoją historię. Najpierw myśleliśmy, co chcemy opowiedzieć, następnie rodził się tekst i równocześnie muzka. Dlatego każdy z kawałków jest inny, muzyka podbija treść, jest tłem dla historii.

Reni Jusis - Bejbi Siter

Jak w „Bilecie wstępu”, w którym patrzysz na centrum handlowe oczami widza w cyrku? Ten utwór mógłby być hymnem Poznania. Galerie handlowe rosną tu jak grzyby po deszczu.
To taki trochę muzyczny reportaż, niepokojący, niby fantastyczny, ale przecież oparty na faktach. „Biletem wstępu” chcieliśmy zasiać antykonsumpcyjne ziarno, odwrócić trochę wzrok ludzi od plastiku i blichtru. Oczywiście nie twierdzę, że moja droga i moje wybory to jedyne słuszne rozwiązania, chcę jedynie powiedzieć, że warto się zastanowić nad tym, co naprawdę ma dla nas wartość i dokąd nas prowadzi obecny styl życia.

Masz na płycie swoich muzycznych faworytów? Któryś z kawałków jest ci szczególnie bliski?
Nie. Każdy kawałek jest inny. Świetnie gra się nam „Deltę”, powstał też wspaniały przestrzenny remix „Zombie świata”. Już nie mogę się doczekać, kiedy zabrzmi na koncertach. Trudnym, choć dla mnie bardzo ważnym utworem jest też „Zostaw wiadomość”, nad którym pracowaliśmy miesiąc. Musiałam się wykrzyczeć, a ten numer stał się ku temu najlepszą okazją.

Czytaj też Enea Spring Break 2016: Nie panikuj, posłuchaj

Nie byłoby „Bang!”, gdyby nie Stendek, który, jak sama podkreślasz, zmotywował cię do działania. Jak wam się pracowało?
Stendek to wyjątkowy człowiek, wspaniały i bardzo uzdolniony artysta, potrafi pracować 24 godziny na dobę. Do tego jest muzycznym samoukiem. Do rany przyłóż facet, który tak jak ja czuje zew natury, dlatego doskonale się porozumiewaliśmy. Prace nad płytą rozpoczęliśmy w wakacje i trwały aż do Bożego Narodzenia, więc przez pół roku trwało wielkie flow, które zakończyliśmy z radością, ale jednocześnie z ciężkim sercem, bo to był naprawdę magiczny czas. Jestem zachwycona jego muzyczną twórczością, tym jak wyobraża sobie dźwięki. Równolegle z „Bang!” Stendek nagrywał swoją płytę. Nie mogę doczekać się efektów.

Przyjeżdżasz do Poznania na Spring Break. Jak oceniasz ten fesiwal?
Z Poznaniem jestem związana szczególnie, bo mam tam rodzinę i spędziłam sporo czasu. Każda inicjatywa, która angażuje młodych, zdolnych artystów jest dla mnie wartościowa. Sama też chętnie chodzę na koncerty, przyglądam się temu, co dzieje się na współczesnej polskiej scenie muzycznej i wychodzę z założenia, że od każdego można się wiele nauczyć.
#Rozmawiała Paulina Rezmer

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie