Rogale świętomarcińskie: Sekretem jest ciasto

Mikołaj Woźniak
Rogale świętomarcińskie: Sekretem jest ciasto Anna Jarmuz
Rogal świętomarciński to znak rozpoznawczy Poznania i Wielkopolski. Żeby produkować przysmak o tej nazwie, trzeba jednak zdobyć certyfikat.

Tradycja jedzenia rogali świętomarcińskich w Poznaniu ma już co najmniej 125 lat. Zaczęła się od gestu cukiernika Józefa Melzera, który w 1891 roku odpowiedział na apel proboszcza parafii św. Marcina i postanowił zrobić coś dla najuboższych. Przekonał swojego szefa do wypieczenia rogali, które można by rozdawać potrzebującym.

Tak powstanie tradycji wypiekania rogali świętomarcińskich tłumaczy legenda. Co roku w Dzień Świętego Marcina, czyli 11 listopada w Poznaniu i okolicach produkuje się ogromne ilości tego smakołyku. Stał się on tak popularny, że dziś jest wizytówką stolicy Wielkopolski, a wymagania turystów sprawiają, że wypieka się go już niemal przez cały rok.

Rogal rogalowi nierówny
Kto chce wypiekać rogala świętomarcińskiego pod taką nazwą, musi zdobyć certyfikat i prawo do wytwarzania produktu. Od kilku lat nazwa ta jest wpisana do rejestru chronionych nazw producenta i oznaczeń geograficznych, który prowadzi Unia Europejska. Żeby produkować takie rogale, trzeba spełniać wymagania receptury, a rogale świętomarcińskie mogą pochodzić tylko z Poznania i okolic.

- Prawidłowy rogal waży od 150 do 250 gramów. Musi mieć jasnobrązowy kolor i być posmarowany pomadą, posypaną orzechami - wylicza Stanisław Butka z Cechu Piekarzy i Cukierników w Poznaniu. Dodaje, że podstawą rogala jest nadzienie - dziś może być ono zrobione tylko na bazie białego maku, 80-procentowej margaryny, bakalii i kilku innych dodatków.

W tym roku potwierdzenie certyfikatu otrzymało 110 firm. - Dbamy o to, by potwierdzać certyfikaty na krótko przed 11 listopada. Ludzie mają pewność, że kupują oryginalny, świętomarciński rogal - mówi Butka.

A zainteresowanie tymi wypiekami jest ogromne. W Wielkopolsce zjedzono w zeszłym roku 600 ton rogali święto-marcińskich! Za sprawdzony wypiek zapłacimy od 35 do 45 zł za kilogram.

W tym roku nie podtrzymano certyfikatu dla dwóch firm, ale mają one jeszcze kilka dni, żeby naprawić popełnione błędy.

Najlepsze po 12 godzinach
Rogal marciński, poznański, z białym makiem - to tylko niektóre nazwy wypieków, które często mają łudząco podobne składniki, ale nie posiadają certyfikatów. Nie wszyscy cukiernicy i piekarze decydują się na wystąpienie o niego.

- Rogale wypiekam tylko w okolicach Dnia Świętego Marcina. Nazywam je rogalami marcińskimi. Moim sekretem jest ciasto - tłumaczy Michał Masztalerz z „Pod Szczęśliwą 13”. Jego wypieki co roku cieszą się powodzeniem.

Pan Michał zdradza, że ciasto półfrancuskie musi być przygotowane perfekcyjnie. Zimne, rozwałkowane ciasto przekłada się tłuszczem. W ten sposób musi powstać... 81 warstw.

- Trzeba działać szybko, żeby nie wchłonął się tłuszcz. Ciasto to 80 procent sukcesu. Ja robię je w rzemieślniczy sposób - zdradza Masztalerz. Farsz tworzy według tradycyjnej receptury, z zastrzeżeniem, że używa tylko orzechów włoskich.

- Rogale piekę na Świętego Marcina. Poznaniacy z łatwością poznają dobre rogale. Najbardziej lubią te przed chwilą wyjęte z pieca. Według mnie najsmaczniejsze są te, które postoją 12 godzin. Wtedy smak jest najpełniejszy, wszystkie składniki zdążą się przegryźć - przekonuje cukiernik.

Smakują nawet w Azji
Według Jana Mazurczaka z PLOT rogale świętomarcińskie to słodka zapowiedź Poznania.

W rankingu turystycznych atrakcji kulinarnych przebijają już nawet pyry z gzikiem. - Rogale wypieka się teraz przez cały rok. Wiąże się to z zainteresowaniem turystów. Zjedzenie rogala to jedna z najważniejszych rzeczy do zrobienia w Poznaniu - mówi Mazurczak.

PLOT robi wiele, żeby jeszcze bardziej wypromować poznańskie rogale.

- Wspólnie z Allegro prowadzimy akcję Ale Rogal. Każdy może kupić smakołyk z dostawą do domu w całej Polsce. W tym roku złotówka jest przeznaczana na Drużynę Szpiku. Rogalami będziemy witać gości na lotnisku, częstujemy nimi przy okazji wydarzeń na MTP, a od 8 lat pojawiamy się z rogalami na targach turystycznych w Berlinie - wymienia Jan Mazurczak.

Od niedawna rogale obecne są także w... Wietnamie. Mieszkający tam Łukasz Kozłowski, poznaniak, nie wyobraża sobie 11 listopada bez rogala. I zawsze znajdzie sposób, żeby go zdobyć.

- W tym roku pomagamy w akcji. Łukaszowi udało się pozyskać więcej rogali, tak żeby można było wyjść z nimi na ulicę. Z kolei my wydrukowaliśmy ulotki po wietnamsku - wyjaśnia Mazurczak. I zaznacza, że rogal jednoczy w Poznaniu wszystkich.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie