Street art: Pan Peryskop podbił ulice Poznania i Londynu [ZDJĘCIA]

Błażej Dąbkowski
Street art: Noriaki Kasai
Street art: Noriaki Kasai Sylwia Rohde
Udostępnij:
Noriaki Kasai poznański street artowiec opowiada o postaci Watchera, która znalazła się już na murach niemal każdej dzielnicy w mieście. Choć artysta ma swoją autorską kreskę nadal zdarza mu się być porównywanym do legendarnego Banksego. - Nasze style mocno się jednak różnią, częścią wspólną jest jedynie szeroko pojęty street art - mówi Noriaki.

Street art: Pan Peryskop podbił ulice Poznania i Londynu

W miejscu, gdzie spotykają się pijacy Pan Peryskop dzierży w dłoni butelkę, na murze, znajdującym się tuż za ławką dotrzymuje towarzystwa każdemu kto zechce na niej spocząć. Jest już niemal wszędzie - na ścianach dobrych knajp, dziękuje za smaczną strawę, na murach przy Warcie łapie owady lub wyznaje miłość.

Patrzy, obserwuje, zawsze jednak budzi pozytywne emocje. Jest dobrym duchem Poznania, choć w majestacie prawa... nielegalnym. Właśnie dlatego ich twórca od kilku lat przybiera pseudonim Noriaki Kasai. Jak ten japoński skoczek. Jednak poznaniak ze skokami i konkursem Czterech Skoczni niewiele ma wspólnego, bo zamiast nart na nogach, woli w dłoniach trzymać puszkę z farbą.

POLECAMY TEŻ: Szukasz egzotyki? Przytul się do drzewa! - zobacz kultowe napisy na jeżyckich murach [ZDJĘCIA]

- Mojego pamperka maluję od ponad dwóch lat. Jednak motyw oka i tego wygiętego kształtu towarzyszy mi od dekady. Jest więc zwieńczeniem dłuższego procesu artystycznego - tłumaczy street artowiec. Postać nie może być graficznie skomplikowana, bowiem w działalności Noriakiego liczy się szybkość. Mur, ścianę, małą architekturę, a nawet kosz na śmieci trzeba pokryć farbą w sprayu jak najszybciej. - To musi być szybka akcja, bang, pach i gotowe – śmieje się.

Watcher musi być wkomponowany w miasto

Namalowanie charakterystycznej postaci zajmuje mu od 30 sekund przy tworzeniu miniaturowy, do 6 minut przy dwumetrowym Watcherze. Ile jednookich stworów spogląda na poznaniaków? Noriaki nie jest już w stanie oszacować. Na pewno więcej niż 100.

– Czasem ludzie wysyłają mi zdjęcie kolejnego, a ja sam się już w tym gubię. Ciężko mi powiedzieć, gdzie jest ich najwięcej, ale moją ulubioną dzielnicą jest Stare Miasto – wyjaśnia. To właśnie tam, na dachu kamienicy na rogu ul. Szkolnej i Paderewskiego znajduje się Watcher witający turystów niczym koziołki na ratuszu. By zobaczyć go w całej krasie, wystarczy przystanąć przy Kupcu Poznańskim i spojrzeć w stronę Starego Rynku.

– Wypatrzyć dobre miejsce dla niego nie jest łatwe, ale jeszcze trudniej jest wkomponować swój znak w przestrzeń miasta. W street arcie należy w nią tak ingerować, by wkomponował się w nią, nawiązywał do niej – tłumaczy Noriaki.

Pan Peryskop w Londynie

Dwa miesiące w Londynie wystarczyły, by poznański street artowiec stał się rozpoznawalny poza granicami Polski.

– Gdy na murze wiedziałem tam napis "Wolna Palestyna", dorabiałem do tego postać wypuszczającą motylka, mającą symbolizować ten kraj – opowiada Noriaki. I dodaje: Mój Watcher nawiązywał dialog z napisami i postaciami stworzonymi przez innych artystów. Witał się z nimi, oczywiście w żaden sposób nie naruszając estetyki całości. To się ludziom najbardziej spodobało i z tego mnie kojarzą.

Dziennie w Londynie malował na ścianach nawet 100 Panów Peryskopów w różnych konfiguracjach. Dzięki temu udało mu się trafić do jednej z galerii i sprzedać swoje obrazy. W Poznaniu rzeczywistość dla artysty nie jest już tak różowa, choć niekoniecznie ze względu na finanse.W rodzinnym mieście musi się hamować, mieć oczy dookoła głowy. Na street artowca czyhają kamery i... oko ciekawskich dziadków lub rodziców znajomych.

- Trudno się od tego uwolnić, Poznań rzeczywiści robi się zbyt ciasny dla mojej działalności. Szkoda, że nie mogę robić tak wiele jak bym chciał, muszę się powstrzymywać – tłumaczy. W Polsce street art przez wielu nadal nie jest traktowany jak sztuka, wrzuca się go do jednego wora z wlepkami, plakatami i działalnością anarchistów.

– Tymczasem w Wielkiej Brytanii ludzie zatrzymują się, patrzą, robią zdjęcia i zastanawiają czy za 10 lat nie będzie to warte miliony – stwierdza poznaniak. Choć Noriaki przez najbliższy rok planuje zostawić po sobie ślad w Barcelonie i Nowym Jorku, wielu jego fanów zwraca uwagę, iż Watcher mógłby stać się w przyszłości wizytówką stolicy Wielkopolski, podobnie jak murale w Łodzi. – Dla mnie jednak street art to trochę coś innego, to gra z ulicą. Chodzisz, biegasz, myślisz, ingerujesz w przestrzeń, czujesz adrenalinę. Oczywiście lubię murale, choć osobiście lepiej się czuję w mniejszych formach. W ten sposób Poznań mógły się też odróżniać od Łodzi – mówi Noriaki.

Kim jest? Na pewno nie Banksym!

Poznański artysta stał się jeszcze bardziej rozpoznawalny, gdy podjął się w tym roku stworzenia grafik w KontenerART, jednak jego działania wykraczają poza tworzenie Watchera. Prace, których jest autorem można zobaczyć w knajpach, biurach, a nawet prywatnych domach.

– Ludzie chcą mieć u siebie kawałek ulicy, więc daję im to, ale najlepiej czuję się w momencie, gdy zaszywam się w mojej pracowni i maluję na płótnie – zdradza Noriaki Kasai.

Choć artysta z Poznania ma swoją autorską kreskę nadal zdarza mu się być porównywanym do legendarnego Banksego. – Nasze style mocno się jednak różnią, częścią wspólną jest jedynie szeroko pojęty street art - wyjaśnia.

Zobacz wystawę prac street artowca:

"99 myśli na sekundę" to tytuł wystawy złożonej z prac Noriakiego. Rozpocznie się ona w piątek 14 listopada w Galerii R, mieszczącej się przy ul. Klasztornej 9/2. Wystawa potrwa do 13 stycznia.

"Warsaw Show 16" ostatnim sezonem Don Kasjo?

Wideo

Dodaj ogłoszenie