25 lat Internetu. Lansem kreujemy tożsamość - przyznaje socjolog

Błażej Dąbkowski
- Każda forma wytwarzania więzi jest wartościowa. Problem pojawia się wtedy, jeżeli te wirtualne stają się dominujące lub jedyne - tłumaczy dr Łukasz Rogowski
- Każda forma wytwarzania więzi jest wartościowa. Problem pojawia się wtedy, jeżeli te wirtualne stają się dominujące lub jedyne - tłumaczy dr Łukasz Rogowski Maciej Urbanowski
Udostępnij:
To już 25 lat Internetu. O jego historii, wirtualnym chaosie, gwiazdach Internetu oraz lansie na Facebooku rozmawiamy z doktorem Łukaszem Rogowskim, socjologiem Internetu z UAM w Poznaniu. - Lansem kreujemy tożsamość - przyznaje naukowiec.

25 lat Internetu. Lansem kreujemy tożsamość - przyznaje socjolog

Błażej Dąbkowski: Czy Polacy potrafią je selekcjonować informacje z Internetu? Sam często łapię się na tym, że korzystając np. z portalu historycznego po godzinie stwierdzam, że nagle znalazłem się na stronie dotyczącej kultury. Na końcu sam już nie wiem czego szukałem w sieci, a wszystkie informacje zlewają się w bezkształtną masę.

Łukasz Rogowski: To związane jest z faktem, że Internet zbudowany jest na zasadzie hipertekstualnej. Przechodzimy więc od jednego linka, do kolejnego, a pewnym momencie zaczynamy zastanawiać się, jak znalazłem się na takie czy innej stronie. Umiejętność selekcjonowania uzależniona jest od cech społeczno-demograficznych. Na pewno jest tak, że spadają one wraz z wiekiem, wyglądają także inaczej gdy bierzemy pod uwagę wykształcenie czy miejsce zamieszkania. Z drugiej strony jestem przeciwny myśleniu dotyczącemu selekcjonowaniu informacji, że nagle wytworzymy sobie wizję czy sztywne zasady "dobrego korzystania z Internetu" i jeżeli ktoś nie będzie potrafił się do niego dostosować, to powinniśmy go na siłę edukować.

Jakość selekcji wynika też z płci. Z ostatnich badań, które przeprowadzono w 30 krajach świata wynika, że Polacy, obok Węgrów w sieci szukają przede wszystkim erotyki, a kobiety stron związanych ze zdrowiem i rodziną. Tu mocno, szczególnie w przypadku panów widać różnicę, bo np. Ukraińców bardziej interesuje sport, a Czechów motoryzacja. Czy jest to pokłosiem tego, że Internet nadal traktujemy niemal wyłącznie jako narzędzie taniej rozrywki?

Ogólnie można wymienić dwa sposoby korzystania z sieci. Z jednej strony jest to oczywiście rozrywka, z drugiej poszukiwanie informacji, choć one oczywiście przeplatają się ze sobą. Można jednak powiedzieć, że nie tylko w Polsce, ale globalnie, że Internet stał się bodźcem do rozwoju przemysłu pornograficznego. Przede wszystkim dlatego, iż korzystając z niego mamy złudne poczucie anonimowości tego, że nasze działania są realizowane w zaciszu i nikt się o nich nie dowie. Te dane jednak stopniowo spadają, choć rzeczywiście erotyka i pornografia znajdują się na świecie w ścisłej czołówce wyszukiwanych treści.

ZOBACZ TEŻ: Sweet focie polskich gwiazd na Facebooku

Bezkarni, jak nam się wydaje i bezmyślni, co często widać, jesteśmy w mediach społecznościowych. Informujemy o najmniejszym posunięciu w naszym życiu, obnażamy się, odzieramy z prywatności. Czy w tym przypadku działa podobna zasada jak przy poszukiwaniu filmów dla dorosłych?

To poczucie w mediach społecznościowych cały czas istnieje. Można się tutaj odwołać do świetnego projektu "Grażyna Żarko". Polegał on na zamieszczaniu na portalu YouTube filmików, na których kobieta przedstawiała siebie jak radykalną przedstawicielkę konserwatywnej części sceny politycznej, głosząc różne kontrowersyjne poglądy. W ten sposób, przede wszystkim na YouTube, ale nie tylko spadła na nią ogromna fala tzw. hejtingu, czyli obrażania, internauci posuwali się nawet do stosowania gróźb karalnych. Natomiast Facebook służy nam do budowania i kreowania własnej tożsamości, pokazywania siebie innym w taki sposób, który ma charakter wyidealizowany. Głównie jako osoby, która ma osiągnięcia, bywa w modnych miejscach, posiada ciekawe zainteresowania. Portal społecznościowy daje nam do tego wszelkie narzędzia.

Na portalach społecznościowych wiedziemy więc jeszcze drugie, czy już pierwsze życie?

Jestem przeciwny oddzielania Internetu od tzw. realu, a to dlatego, że sfery te w tak dużym stopniu się pokrywają, iż ich rozróżnienie jest sztuczne. Od kilku lat dochodzi do tego Internet mobilny w naszych telefonach, co sprawia, że jest on obecny w naszym życiu niemal 24 godziny na dobę.

Zawsze mnie fascynował temat związany z kreowaniem tzw. gwiazd Internetu. Skąd biorą się ludzie, którzy tak naprawdę nie mają nic wartościowego do przekazania, robią z siebie, bardziej lub mniej świadomie, idiotów? Dlaczego tyle o nich mówimy i wzbudzają w nas spore emocje?

Wydaje mi się, że wynika to faktu, iż traktujemy Internet jako miejsce testowania, poligon doświadczalny. Cały czas postrzegamy sieć jako przestrzeń nie do końca poważną i realną, czyli taką, w której można się wygłupiać, powiedzieć to czego byśmy nie powiedzieli w realu. Dlatego pojawią się internetowe freaki, czyli osoby będące odpowiednikiem medialnych celebrytów, znanych z tego, że są znani. Robią to jednak trochę inaczej, bo sieć sprawia, że można jeszcze dosadniej pokazać swoją inność, dając tym samym paliwo do naszych dyskusji.

Tylko czy te dyskusje mogą wnieść cokolwiek wartościowego do naszego życia, oprócz zaistnienia w nich na zasadzie beczki śmiechu?

Wielu socjologów odnosząc się do komunikacji w Internecie, twierdzi, że tak naprawdę nie jest ważne to o czym rozmawiamy, tylko, że w ogóle ze sobą rozmawiamy. Treść spada więc na drugi plan. Nawet jeśli porozmawiamy o czymś absurdalnym, kolejnym wygłupie gwiazdy Internetu, to mimo wszystko liczy się moment, w którym wytwarzamy więź społeczną z drugą osobą, poczucie wspólnoty, zainteresowań. To ważne, bo dziś wiele osób ma coraz mniej czasu, by spotkać się ze znajomymi, a Internet jest formą zastąpienia kontaktu face-to-face.

Ale czy skuteczną i "pełnowartościową"? Ostatnio czytałem o eksperymencie amerykańskiej dziennikarki Newsweeka, która zrezygnowała m.in. z Internetu, bo stwierdziła, że przez gry komputerowe, portale społecznościowe więzi z jej dziećmi zostały mocno nadszarpnięte.

Każda forma wytwarzania więzi jest wartościowa. Problem pojawia się wtedy, jeżeli te wirtualne stają się dominujące lub jedyne. Dlatego nie przekreślałbym w tej kwestii Internetu, tym bardziej wtedy, gdy dzięki niemu zawiązują się ruchy społeczne. Widać to doskonale na przykładzie obecnego konfliktu Ukrainy z Rosją, ludzie umawiają się przecież na protesty w sieci. Pamiętajmy, że Internet mobilizuje! Nawet jeśli 1/10 ludzi, którzy zapiszą się na Facebooku do danego wydarzenia lub potwierdzą w nim udział, pojawi się na nim, to pokazuje jak ogromny ma on potencjał.

UOKiK i Inspekcja Handlowa będą monitorować ceny w sklepach.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie