Człowiek, który przechwycił polskie Jastrzębie

ZelaznyJan
ZelaznyJan
- Praca pilota to ciężki kawałek chleba - mówi ppłk. Artur Kałko, który eskortował pierwsze wlatujące do Polski myśliwce F-16.

8 listopada 2006 roku pierwsza para F-16 wleciała w polską przestrzeń powietrzną. Samoloty pilotowali amerykańscy piloci: płk. Michael Meyer, dowódca 183 Skrzydła Myśliwskiego Gwardii Narodowej USA ze Springfield w stanie Illinois oraz płk. Ricky Yoder. Myśliwce w polskiej przestrzeni powietrznej przechwyciły dwa Migi 29 z  1 Eskadry Lotnictwa Taktycznego w Mińsku Mazowieckim.

W jednym z Migów za sterami siedział kpt. Witold Sokół, w kabinie drugiego pilota znajdował się fotograf lotniczy Mariusz Adamski. Wykonał on zdjęcia, które przeszły już do historii polskiego lotnictwa wojskowego. Na fotografiach widać dwa F-16 eskortowane przez Miga 29, którego pilotował kpt. Artur Kałko. Minęło pięć lat od tego symbolicznego wydarzenia i bardzo niewiele osób o nim pamięta.

W społecznej świadomości utrwaliła się data 9 listopada 2006 roku, kiedy na lotnisku w Krzesinach odbyła się uroczystość włączenia drugiej pary F-16 do służby w Polskich Siłach Powietrznych, w której uczestniczył ówczesny prezydent RP Lech Kaczyński. Jego małżonka Maria, była matką chrzestną polskich F-16 i nadała im imię „ Jastrząb”.

Kim byli piloci, którym przypadł zaszczyt eskortowania pierwszej pary F-16? Udało mi się dotrzeć do jednego z nich. Kapitan Witold Sokół jest dziś już na emeryturze. Podpułkownik Artur Kałko wciąż jest czynnym pilotem i należy do elity Polskich Sił Powietrznych. W Mińsku Mazowieckim w 23 Bazie Lotnictwa Taktycznego jest dowódcą działań lotniczych, odpowiada również za szkolenie pilotów 1 Eskadry Lotnictwa Taktycznego, która jest spadkobierczynią legendarnego Dywizjonu 303. Dwukrotnie jako pilot brał udział w misji Air Policing na Litwie. Podczas drugiej był zastępcą dowódcy kontyngentu.

Przechwyciłem pierwszą parę Jastrzębi

My dziennikarze, często oczekujemy, że osoby, których praca wiąże się z dużą dawkę adrenaliny, podzielą się z nami niesamowitymi historiami. W trakcie naszej rozmowy ppłk Artur Kałko posługiwał się oszczędnym, specjalistycznym lotniczym językiem. W kilku przypadkach z uzasadnionych przyczyn, pewne tematy pominął milczeniem. Podzielił się jednak ze mną, mało znanymi szczegółami związanymi z eskortowaniem drugiej pary F-16. Kiedy poprosiłem swojego rozmówcę o przesłanie kilku zdjęć ze swojego archiwum, odpisał, że ma ich setki, ale znaleźć te ze sobą w roli głównej to graniczy z cudem.

- Raczej nie lubię się fotografować i te zdjęcia, które posiadam, są zazwyczaj niespodzianką od kolegów zajmujących się fotografią zawodowo lub dla frajdy – napisał podpułkownik.

Podpułkownik Artur Kałko należy do osób bezpośrednich z charakterem, nie ma jednak przysłowiowego „parcia na szkło”, to raczej stacjom radiowym i telewizyjnym zależy żeby go zaprosić jako eksperta. Jest profesjonalistą w swojej dziedzinie, z charakterystycznym radiowym głosem.

- Kiedy koledzy słyszą mnie przez radio, od razu wiedzą, że to ja – śmieje się.

W mediach często występował w charakterze eksperta, który porównywał możliwości bojowe samolotu MIG 29 i F-16. Jako pilot bierze udział w symulowanych walkach powietrznych pomiędzy tymi dwoma typami samolotów.

2 stycznia 1994 roku po ukończeniu Wyższej Szkoły Oficerskiej w Dęblinie ppłk Artur Kałko rozpoczął służbę w 6 Pułku Myśliwsko-Bojowym w Pile. Przez cztery lata latał na Su 22. W 1998 Pułk w Pile został rozformowany i oficer przesiadł się na Migi 29. Podpułkownik Artur Kałko służył między innymi w 41 Eskadrze Lotnictwa Taktycznego w Królewie Malborskim, gdzie był zastępcą dowódcy eskadry. Obecnie w Mińsku Mazowieckim w 23 Bazie Lotnictwa Taktycznego jest dowódcą działań lotniczych i odpowiada za szkolenie pilotów. W powietrzu na samolotach bojowych wylatał już 1300 godzin. W tę liczbę ppłk Artur Kałko nie wlicza 300 godzin, które spędził w kokpicie samolotu szkolnego TS Iskra. Najwięcej godzin wylatał na Migu 29. Pilotował również zagraniczne myśliwce: amerykańskie F15, F16 różnych blocków i szwedzkiego Viggena.

Kamil Misiak: Jak pan zapamiętał moment spotkania w polskiej przestrzeni powietrznej pierwszej polskiej pary F-16. Jak wyglądała procedura tego przechwycenia?

ppłk Artur Kałko: Nie były to jeszcze polskie samoloty, należały do Sił Powietrznych Stanów Zjednoczonych, pilotowali je Amerykanie. Polskie znaki rozpoznawcze były zakryte. Dlatego według procedur wojskowych samoloty zostały przechwycone w polskiej przestrzenie powietrznej. Stacjonowaliśmy wtedy w bazie w Powidzu. Byłem jednym ze współorganizatorów oficjalnego przejęcia pary F-16 w polskiej przestrzeni powietrznej. Kontaktowałem się wcześniej z amerykańskimi kolegami, aby ustalić szczegóły tego wydarzenia. Przechwycenie nastąpiło w określonym sektorze powietrznym. Nawiązaliśmy łączność radiową. Posługując się specjalnymi słowami kodowymi, poinformowaliśmy Amerykanów, że będziemy im robić zdjęcia. Wyrazili na to oczywiście zgodę. Następnie w szyku bojowym eskortowaliśmy ich do Krzesin.

Kamil Misiak: 9 listopada do Polski przyleciała druga para F-16, która wzięła udział w oficjalnych uroczystościach wcielenia tego samolot do Polskich Sił Powietrznych.

ppłk Artur Kałko: Zgadza się, ale nie wiem czy pan wie Migi 29 również ją przechwyciły, ale nie pojawiły się tego dnia nad krzesińskim lotniskiem…

Kamil Misiak:
?

ppłk Artur Kałko: Wszystko odbyło się tak samo jak poprzedniego dnia. Przechwyciliśmy F-16 w uzgodnionym sektorze. Lecieliśmy z nimi, eskortując je na lotnisko w Krzesinach. W pewnym momencie mój kolega kpt. Witold Sokół zameldował o awarii prądnicy. To poważna usterka w powietrzu dla każdego samolotu, ale dla naszego typu szczególnie, bowiem zasilanie awaryjne starcza na krótki czas. Miałem kilka sekund na podjęcie decyzji. Wiedziałem, że w Krzesinach jest prezydent z małżonką, trzy tysiące gości, w tym również moi koledzy piloci, którzy oczekiwali, że Migi 29 pięknie zaprezentują się i pokażemy kunszt wojskowego lotniczego rzemiosła. To wydarzenie mogło być dla mnie i mojej eskadry wielkim honorem. Dzień wcześniej mało osób widziało nas nad Krzesinami. Z drugiej strony wiedziałem, że w maszynie niedaleko mnie, jest mój kolega, przyjaciel z tego samego rocznika ze szkoły oficerskiej w Dęblinie. Podjąłem decyzję, że kierujemy się w kierunku macierzystego lotniska, naszej bazy w Powidzu.

Kamil Misiak:
Zazdrości pan młodszym kolegom, że latają tak nowoczesnymi maszynami. Ma pan 41 lat i teoretycznie najlepsze lata służby za sobą.

ppłk Artur Kałko: Szczerze mówiąc, nie zazdroszczę. Powiedział pan, że najlepsze lata za mną. Ja się tak nie czuję. Nie ma u mnie znudzenia, zmęczenia lataniem, wciąż dopisuje zdrowie. Jestem pilotem klasy mistrzowskiej. W tym momencie przechodzę kurs pilota doświadczalnego drugiej klasy.

Kamil Misiak: Na czym polega praca pilota doświadczalnego?

ppłk Artur Kałko: Taki pilot wykonuje loty próbne, kontrolne, tak to się fachowo określa. W dawnej nomenklaturze określało się to mianem oblotów. Latam głównie na Migach 29, które przeszły remonty, są po modernizacji. Wiąże się to z większym niebezpieczeństwem, dlatego do tych zadań wybierani są piloci z większym doświadczeniem.

Kamil Misiak: A jak długo chciałby pan jeszcze latać?

ppłk Artur Kałko: To zależy od wielu czynników. Odpowiem panu na tak postawione pytanie w taki sposób, chciałbym latać jak najdłużej.

Kamil Misiak: Wielokrotnie wypowiadał się pan, jako ekspert na temat Miga 29. Czy jest to nadal pana ulubiony samolot?

ppłk Artur Kałko: Pewnie słyszał pan wypowiedzi starych pilotów, zwłaszcza tych, którzy uczestniczyli w II wojnie światowej, którzy wylatali setki, tysiące godzin na jakimś typie samolotu. Pilot musi pokochać swój sprzęt, żeby być najlepszym. To się nie zmieniło do dziś. Każdy z pilotów poznaje bardzo szczegółowo budowę samolotu. Musi poznać każdy element i podzespoły, wszystkie instalacje. Następnie jest nauka pilotażu, wykonuje się zadania w powietrzu. Pilot nabywa umiejętności radzenia sobie w różnych niespodziewanych sytuacjach, które mogą się przytrafić. W miarę jak zdobywa się coraz lepsze umiejętności, dąży się do ich modyfikacji i poprawiania, udoskonalania – dochodzenie do poziomu mistrzowskiego, to jest najprzyjemniejsze w tej profesji.

Pierwsza misja bojowa

27 Grudnia na lotnisku wojskowym w Mińsku Mazowieckim odbyło się uroczyste pożegnanie Polskiego Kontyngentu Wojskowego (PKW) „ Orlik”, który udał się na Litwę w ramach natowskiej misji „Air Policing”. Od 1 stycznia do 31 marca 2006 Polska przejęła odpowiedzialność za ochronę powietrzną państw bałtyckich, Litwy, Łotwy i Estonii. Misje tego typu rozpoczęły się od 2 kwietnia 2004 r. po tym jak, państwa bałtyckie przystąpiły do NATO. Rotacyjnie pełnią ją wydzielone siły z państw sojuszniczych w trzymiesięcznych okresach. Misja ma charakter tymczasowy i trwać będzie do czasu pełnej integracji obrony powietrznej państw bałtyckich ze Zintegrowanym Systemem Obrony Powietrznej NATO.

Z Sił Powietrznych RP wydzielony został kontyngent, w skład którego weszły cztery samoloty Mig 29 oraz sześciu pilotów z 1 Eskadry Lotnictwa Taktycznego z Mińska Mazowieckiego. Wśród nich znalazł się kpt. Artur Kałko. PKW „Orlik” podlegał Combined Air Operations Centre 2, który znajdował się w niemieckim Kalkar. Ochrona powietrzna odbywała się w ramach natowskiego systemu dowodzenia. Polskie Migi 29 stacjonowały na lotnisku w Zokniai koło miejscowości Szawle. Dyżur bojowy był pełniony w systemie 24 godzinnym, przez 7 dni w tygodniu przez dwa Migi 29.

Kamil Misiak: Brał pan udział w dwóch misjach PKW „Orlik” w roku 2006 i 2008.

ppłk Artur Kałko: Zgadza się, uczestniczyłem w dwóch pierwszych misjach. Podczas drugiej byłem zastępcą dowódcy kontyngentu. Jeżeli miałbym je porównać. Pierwsza misja była dla nas wielką niewiadomą. Wszystko było nowe. Nie mieliśmy doświadczenia. Polskie Siły Powietrzne po II wojnie światowej po raz pierwszy brały udział w takiej misji. Przed nami dyżury bojowe pełnili Niemcy. Doszło wtedy do poważnego incydentu. Rosyjski Su 27 wraz z uzbrojeniem rozbił się na terytorium Litwy. Wydarzenie to było bardzo mocno nagłośnione w mediach. Mieliśmy świadomość specyfiki tej misji, ale powiem szczerze takiej sytuacji chcieliśmy uniknąć. Wynieśliśmy z tych misji wiele doświadczeń, które na pewno nasi piloci będą mogli wykorzystać w obronie powietrznej naszego kraju.

Kamil Misiak: Dyżur bojowy trwa 24 godziny. Kiedy pilot biegnie do samolotu, jeszcze nie wie, co tak naprawdę się wydarzyło. Może być to tylko alarm ćwiczebny, przejęcie zagubionego samolotu pasażerskiego, ale również zadanie bojowe…

ppłk Artur Kałko: Tak rzeczywiście jest. Piloci muszą być maksymalnie skoncentrowani. Dyżur trwa całą dobę. Jest to bardzo męczące. Pilnują nas wartownicy. Z pozoru nic się nie robi. Możemy oczywiście się zdrzemnąć. Często zdarza się, że dzwonek alarmu włączy się w środku nocy i trzeba biec do samolotu. Następuje natychmiastowa reakcja. Wszystkie czynności trzeba wykonać automatycznie, odruchowo. Samolot w jak najkrótszym czasie musi wznieść się w powietrze.

Kamil Misiak: Pełni pan nadal dyżury bojowe w kraju?

ppłk Artur Kałko: Tak

Kamil Misiak: Czy Rosjanie naruszali przestrzeń powietrzną państw nadbałtyckich w trakcie dyżurów, które pan pełnił?

ppłk Artur Kałko: Nie jestem uprawniony do podawania szczegółów na ten temat. Zresztą żaden pilot nie jest.

Kamil Misiak: Na Litwie często lataliście?

ppłk Artur Kałko:
Lataliśmy dużo, nie zawsze bojowo. Oprócz typowych działań polegających na zabezpieczaniu przestrzeni powietrznej, część czasu przeznaczaliśmy na typowe treningowe loty i szkolenie litewskiego personelu.

10 minut - 2,5 tony paliwa

Air Show Radom to największa i najbardziej prestiżowa międzynarodowa impreza lotnicza, która odbywa się w naszym kraju. Podczas tegorocznej edycji widzowie mieli okazję zobaczyć 180 samolotów z 17 krajów. Powietrzne ewolucje oglądało 100 tysięcy osób. Na wystawie statycznej można było zobaczyć Eurofightera z Niemiec, czy Jas-39 Gripena w barwach Węgier. W pokazach dynamicznych zaprezentowały się polskie i belgijskie F-16. Spory aplauz publiczności wzbudził pokaz Miga 29 UB z olbrzymim charakterystycznym godłem eskadry kościuszkowskiej z 23 Bazy Lotnictwa Taktycznego w Mińsku Mazowieckim w wykonaniu pilotów ppłk Artura Kałko i mjr-a. Piotra Iwaszko. To był trzeci Air Show podpułkownika Artura Kałko, dwa poprzednie odbyły się w cieniu dwóch tragicznych wypadków lotniczych.

Kamil Misiak: To był pana trzeci Air Show w Radomiu, ale tak naprawdę pierwszy, w którym mógł pan zaprezentować w Polsce szerokiej publiczności swoje umiejętności.

ppłk Artur Kałko: Rzeczywiście, dwa z moich udziałów jak pan wie z historii Air Show były pechowe. W 2007 roku miałem mieć indywidualny pokaz pilotażu na Migu 29. Specjalnie do Radomia przyjechała cała moja rodzina. Nigdy wcześniej nie mieli okazji zobaczyć mnie w akcji, częściej latałem na pokazach za granicą. Chcieli zobaczyć wspaniałe widowisko, zobaczyli wielką tragedię. W powietrzu zderzyli się „ Żelaźni”. Zginęli piloci Lech Marchelewski i Piotr Banachowicz. Wszystkie pokazy zostały odwołane. Brałem udział na tym Air Show w przygotowaniach i treningach. W 2009 miałem wziąć udział w dynamicznej walce manewrowej z F-16. Rozbił się wtedy białoruski Su-27. Zginęli dwaj piloci pułkownicy Alaksandr Marficki Alaksandr Żuraulewicz. Znów wielka tragedia i znów wszystkie pokazy odwołane. W tym roku miałem okazję zaprezentować się z majorem Piotrem Iwaszko na Migu 29UB.

Kamil Misiak:
Wspomniał pan o zagranicznych pokazach. Gdzie pan latał?

ppłk Artur Kałko: Brałem udział w pokazach między innymi w Szwecji, Norwegii, Francji czy Szkocji. To ostanie wspominam najlepiej. Air Show odbyło się bazie Królewskich Sił Powietrznych w Leuchars. Miałem indywidualny pokaz na Migu 29 z którego byłem bardzo zadowolony. W Szkocji w powietrzu zaprezentowały się współczesne myśliwce i samoloty, które uczestniczyły w II wojnie światowej. Po pokazie spotkałem się z kombatantami. Wie pan, bardzo mile zaskoczyli mnie Brytyjczycy. Od jednego z kombatantów otrzymałem list napisany pismem odręcznym. Ten człowiek powiedział mi, że cieszy się, że zobaczył po tylu latach samolot z biało-czerwoną szachownicą.

Kamil Misiak: Loty pokazowe trwają krótko są jednak bardzo dynamiczne. Ile taka maszyna spala paliwa?

ppłk Artur Kałko: W trakcie 10 minutowego dynamicznego pokazu walki manewrowej Mig 29 spala 2,5 tony paliwa. Cały pokaz odbywa się na maksymalnych przeciążeniach. Pilot wykonuje ewolucje w powietrzu przy dużych kątach natarcia. Maksymalnie wykorzystuję możliwości Miga 29. Po tych dziesięciu minutach, człowiek cały jest mokry od potu. W trakcie takiego pokazu można stracić do pół kilograma wagi. Przy przeciążeniu 5 G dorosły mężczyzna ma trudności z podniesieniem ręki, bo waży ona pięć razy więcej niż normalnie Przy przeciążeniu 9 G, głowa w hełmofonie waży około 70 kilogramów. Z samolotu wychodzi się na drżących nogach a kombinezon można wyciskać.

Kamil Misiak: Najbardziej niebezpieczna sytuacja w powietrzu?

ppłk. Artur Kałko: Trenowałem do pokazu. W trakcie indywidualnego pokazu na Migu 29 po starcie robi się pętlę w górnym położeniu. Samolot trzeba złamać i postawić płynnie do pionu, tak się wtedy nie stało. Nastąpiło tak zwane przeciągnięcie, myśliwiec stracił swoją sterowność i nastąpił gwałtowny spadek wysokości. Nie wolno wtedy ściągać drążka do siebie, nie jest to ciekawa sytuacja, kiedy ziemia się zbliża a trawa przed oczyma robi się coraz bardziej zielona. W takiej sytuacji trzeba wepchnąć pełne obroty i oddać zdecydowanie drążek od siebie. Jest to jedyny ratunek. Wielu niedoświadczonych pilotów o tym zapomina i dochodzi wtedy do katastrof lotniczych.

Kamil Misiak: Myślał pan wtedy o katapultowaniu się?

ppłk Artur Kałko: Oczywiście. Sytuację udało się jednak opanować. Dziś rozmawiam z panem i w mediach nie pojawiła się informacja o tym, że samolot się rozbił.

Kamil Misiak: Jako pilot Miga 29 podczas ćwiczeń bojowych bierze pan udział w symulowanych powietrznych walkach z F-16. Jakie szanse w takich starciach ma pana myśliwiec?

ppłk Artur Kałko: Wiem, że takie dyskusje toczą się na różnych forach lotniczych. Polska dysponuje najnowocześniejszą wersją F-16 52 Block +. Mamy też już świetnie wyszkolonych pilotów. Przewaga technologiczna w walce poza zasięgiem wzroku jest ewidentna na korzyść F-16. W takim starciu daję 8:1 dla amerykańskiego myśliwca. Za F-16 przemawia o wiele lepszy radar i uzbrojenie. Te dysproporcje zmieniają się w sytuacji dynamicznej walki manewrowej w zasięgu wzroku. Mig 29 jest świetnym typowym dogfighterem. Cała taktyka działania mojego myśliwca polega na skróceniu dystansu walki, żeby wykorzystać nasze atuty. Mig 29 ma świetne możliwości aerodynamiczne dzięki dwóm potężnym silnikom. I walce na krótkim dystansie, niewielu pilotów ma z nami szanse.

Kamil Misiak: W takiej symulowanej walce na krótkim dystansie zestrzelił pan F-16?

ppłk Artur Kałko: Tak. W większości były to starsze typy F-16 z zachodniej Europy. Nasi piloci znają już bardzo dobrze możliwości Miga 29, ćwiczą z nami można powiedzieć, na co dzień. Są dobrze wyszkoleni i coraz trudniej zestrzelić F-16 w walce na krótkim dystansie.

Kiedy byłem małym chłopcem

Kamil Misiak: Kim chciał zostać 7 letni Artur Kałko?

ppłk Artur Kałko: Strażakiem, następnie milicjantem. Mój ojciec pracował w drogówce, jeździł motocyklem. Bardzo mi imponował.

Kamil Misiak: Pana ojciec był milicjantem w drogówce, a pan można powiedzieć na Litwie pełnił obowiązki „ powietrznego policjanta”.

ppłk Artur Kałko: Można tak powiedzieć (śmiech). Marzenie o lataniu pojawiło się w moim życiu dość późno, w końcowym okresie szkoły średniej. Chodziłem do liceum w Puławach. Miałem kontakt z osobami, które związane były z Wyższą Szkołą Oficerską w Dęblinie. Wybrałem zawód, który wiązał się z prestiżem, w którym można było poczuć adrenalinę. Dziś mogę powiedzieć, że ten zawód jest moją pasją.

Kamil Misiak: Co pan lubi robić w czasie wolnym?

ppłk Artur Kałko: Uwielbiam żeglować. Na Mazurach spędzam dwa, trzy tygodnie w roku. Przebywam na obozie kondycyjnym w Mrągowie. Pływam wtedy jachtem po wielkich mazurskich jeziorach. Lubię też łowić ryby. Chociaż w tym momencie jestem bardziej posiadaczem karty wędkarskiej. Najbardziej lubię łowić pstrągi. Ten gatunek ryb łowi się w małych rzeczkach w gęstych szuwarach. Często przez pół dnia nie widzi się innego człowieka. Bardzo mnie to wycisza.

Kamil Misiak: Ma pan dwie córki 16-letnią i 18-letnią, czy chciałby pan żeby zostały pilotami, pierwszymi polskimi kobietami za sterami F-16.

ppłk Artur Kałko: Hmm…Chyba nie. To jest ciężki kawałek chleba, chociaż kocham to zajęcie. Przykro to stwierdzić, ale uważam, że zawód pilota w naszym kraju wciąż jest niedoceniany. Ten zawód wymaga ogromnej charyzmy i poświęceń. Emerytura pilota, który lata na ponaddźwiękowych myśliwcach często jest bolesna. Trudy służby odbiją się na zdrowiu. Wiele zadań wykonuje się również kosztem życia rodzinnego.

Kamil Misiak:
Dziękuję za rozmowę.

ppłk Artur Kałko:
Dziękuję.

Zobacz wszystkie zdjęcia - kliknij, aby przejść do galerii

Kolno wolne od koronawirusa

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie