Powiatowy lekarz weterynarii kontroluje poznańskie zoo. Dyrektor Zgrabczyńska: "to donos"

Marta Danielewicz
Marta Danielewicz
Zoo w Poznaniu przyjęło tygrysy, które przechwycono na granicy z Białorusią. Łukasz Gdak
Do poznańskiego zoo z wizytą kontrolną przyjechał we wtorek, 5 listopada 2019 roku powiatowy lekarz weterynarii. - Przyjechałem, bo nie miałem informacji o stanie zdrowia tygrysów, przyjętych przez zoo na prośbę Głównego Inspektoratu Weterynarii. Dostawałem także wiele telefonów od współpracowników innych ogrodów zoologicznych, co z tymi zwierzętami. Pani dyrektor nie zawiadomiła mnie o rozpoczęciu kwarantanny, której datę przebiegu ja wyznaczam. Naraziła tym samym inne zwierzęta w zoo - mówi Grzegorz Wegiera, powiatowy lekarz weterynarii. Ewa Zgrabczyńska, dyrektorka zoo mówi Gazecie Wyborczej: "Usłyszałam od powiatowego lekarza weterynarii, że inne ogrody zoologiczne domagają się odebrania nam statusu jednostki zatwierdzonej". Zoo w odpowiedzi publikuje drastyczny film.

"Gazeta Wyborcza" informuje, że powodem przyjazdu powiatowego lekarza weterynarii był donos.

- Żaden donos. Moim obowiązkiem, jak i zoo, jest wspólne wyznaczenie daty kwarantanny nowo przyjętych zwierząt, których status, jak i pochodzenie jest nieznane, które nie mają dokumentów potwierdzających ich stan zdrowia. W tym przypadku konieczne było przyjęcie nowego miejsca kwarantanny, bowiem pomieszczenie, gdzie ona zazwyczaj się odbywa zajęte jest jedynie przez dwa tygrysy. Trzy kolejne ulokowane są z tygrysami z Pyszącej, w starej lwiarni. W nowej, wraz z dwoma lwami przebywają kolejne dwa. Dlatego wszystkie te zwierzęta, nawet te, które już przebywały w zoo zostały objęte kwarantanną - mówi Grzegorz Wegiera.

Czytaj:

Był donos na tygrysy?

Powiatowy lekarz weterynarii potwierdza, że faktycznie otrzymywał w ostatnich dniach telefony od osób, działających przy innych ogrodach zoologicznych w całej Polsce z pytaniami na jakiej zasadzie siedem tygrysów spod granicy polsko-białoruskiej zostało przyjętych do poznańskiego ogrodu zoologicznego.

Czytaj: Jak się czują tygrysy uratowane z nielegalnego transportu do Rosji? Pracownicy zoo w Poznaniu wciąż drżą o ich zdrowie

- Chciałem wizytę w zoo złożyć w piątek, ale wczoraj otrzymałem telefon z Warszawy od Głównego Lekarza Weterynarii, którego pracownicy pytali mnie o stan zdrowia tych zwierząt. Jako, że pani dyrektor nie kontaktowała się ze mną od momentu przyjazdu tygrysów do Poznania, postanowiłem sam do niej przyjechać i zarządzić kwarantannę. W przeciwnym wypadku miałbym podstawy, by odebrać zoo status jednostki zatwierdzonej. Rozumiem jednak, że to wyjątkowa sytuacja, że nasze zoo jako jedyne zaoferowało pomoc, więc zamierzam działać wespół z panią dyrektor. Fakt, że trzeba wyznaczyć obszar kwarantanny potwierdziła wszystkim zebranym także pani doktor Hester, weterynarz AAP Adwokaci Zwierząt, która przyjechała tego dnia obejrzeć tygrysy. To standardowa procedura, by nie zagrozić innym zwierzętom w zoo - mówi Grzegorz Wegiera. - Pani dyrektor musi takie rzeczy ustalać ze mną.

Sprawdź też:

Utrata statusu jednostki zatwierdzonej skutkowałaby niemożliwością wymiany zwierząt z poznańskiego zoo z innymi ogrodami zoologicznymi na całym świecie.

Tygrysy nie opuszczą Poznania przez 30 dni

Kwarantanna została wyznaczona na 30 dni. Dopiero po tym czasie tygrysy będą mogły opuścić poznański ogród. Docelowo mają odnaleźć schronienie w ośrodku w Hiszpanii.

To nie oznacza, że na ten czas ogród zoologiczny zostanie zamknięty dla odwiedzających. Jedynie do tych trzech pomieszczeń: starej i nowej lwiarni, do budynku, gdzie normalnie odbywają się kwarantanny, goście zoo nie będą mogli wejść.

Wegiera nie ukrywa, że jest zdenerwowany tym, że podczas kontroli pojawiły się media. - Tłumaczyłem dziennikarzom dlaczego tu jesteśmy i po co. Mimo to oni piszą i podają wszędzie, że to z powodu donosu, co jest nieprawdą.

Zobacz: Poznań: Obrońcy praw zwierząt protestowali przeciw cyrkowi Korona

Tygrysy, których dotyczyła kontrola, zostały w zeszły czwartek przywiezione do poznańskiego zoo. Przez kilka ostatnich dni były uwięzione na granicy polsko-białoruskiej. Spędziły tygodnie w ciasnych skrzyniach w ciężarówce, która wiozła je z Włoch do Rosji. Wegiera potwierdza, że ich stan jest bardzo zły.

Zobacz:

- Zauważyłem u niektórych kulawiznę, zwyrodnienia, więc nieprawidłowe warunki przetrzymywania były dłuższe niż tylko w czasie transportu. Prawdopodobnie nigdy nie wychodziły na wybieg. Jedne są agresywne, inne otępiałe. Tylko jeden jest w dość dobrej kondycji. Wszystkie są bardzo wychudzone. Jeden, ten największy, nie wiem jak zmieścił się do drewnianej skrzyni, w której był przewożony, został tam na siłę upchnięty - potwierdza Grzegorz Wegiera.

To także odpowiedź na zaskakującą opinię Głównego Inspektoratu Weterynarii, który rozesłał mediom komunikat o dobrym stanie zdrowia tych zwierząt. Zoo w odpowiedzi publikuje drastyczny film, na którym widać dziesiątego, zmarłego tygrysa, który padł na granicy polsko-białoruskiej.



Poseł PiS rzecznikiem praw obywatelskich?

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie